Reklama

Reklama

Tour de France. Jumbo-Visma szykuje się na detronizację Ineos

Od ośmiu lat, poza jednym sezonem, w Tour de France dominowała tylko jedna drużyna. W tym roku ma być inaczej. Zespołowi Ineos Grenadiers, wcześniej znanemu pod nazwą Sky, wyrósł groźny konkurent - Jumbo-Visma. Mają mniejszy budżet, ale działają według tego samego modelu co Brytyjczycy i tak jak oni chcą zwycięstwa w Tour de France.

W 2012 roku Holendrzy obrazili się na zawodowe kolarstwo. Afery dopingowe, a szczególnie ujawnione oszustwa Lance'a Armstronga, wywołały w tym zakochanym w rowerach kraju szok. Rabobank, jeden z największych lokalnych banków, od 17 lat sponsorujący grupę kolarską, postanowił zakończyć działalność w tym sporcie. Bank co roku przekazywał drużynie 15 milionów euro, grupa żyła w luksusie.

Reklama

Holenderski dziennikarz Richard Plugge, będący wtedy blisko drużyny, opowiadał, że w następnym sezonie szefowie zespołu musieli zrezygnować z wyjść do baru na piwo całą ekipą. W zamian kupowali w sklepie sześciopaki i pili po wyścigach w autobusie. Oszczędzano na wszystkim, nie tylko na piwie. Plugge po odejściu Rabobanku został szefem nowego teamu, który nadal istniał, co roku zmieniał sponsora, ale budżet był co najmniej dwa razy mniejszy. Najpierw nazywali się Blanco, potem Belkin, Lotto NL-Jumbo, a od ubiegłego roku Jumbo-Visma.

Kilka lat temu Holendrzy odzyskali wiarę w zawodowe kolarstwo. Tak jak Niemcy, którzy po dopingowym huraganie do niedawna nie mieli w ogóle profesjonalnej grupy w World Tour (dziś jest nią Bora Hansgrohe z Rafałem Majką w składzie). W 2018 roku holenderska sieć supermarketów Jumbo podpisała pięcioletni kontrakt na sponsorowanie kolarskiego zespołu. Wkrótce dołączyła do niej firma informatyczna Visma.

Zespół wyszedł na prostą. Ustabilizował się finansowo i co za tym idzie sportowo. Kilka lat temu w rankingu budżetowym następcy Rabobanku zajmowali jedno z ostatnich miejsc w stawce, dziś są na drugim albo trzecim miejscu. Mają do dyspozycji co najmniej 25 milionów euro na sezon. To dużo mniej niż dawny Sky, czyli dzisiejszy Ineos Grenadiers z budżetem dochodzącym do 40 milionów euro, ale wystarczająco dużo, by mieć wielkie cele i móc je realizować.

W kolarstwie taki wielki cel zawsze oznacza jedno - wygrać Tour de France. Od początku istnienia grupy, czyli od 2010 roku, wtedy kiedy jeszcze nikt w to nie wierzył, mówił o tym menedżer Sky Dave Brailsford. Nie interesowały go mniejsze wyścigi, ale od zawsze koncentrował się na "Wielkiej Pętli". Pierwsze zwycięstwo dla Sky odniósł w 2012 roku Bradley Wiggins, rok później wygrał Christopher Froome. Tylko w 2014 roku brytyjski zespół został ograny (Froome musiał się wycofać) przez Vincenzo Nibaliego z Astany. Ale w kolejnych latach znów byli nie do pokonania - trzykrotnie wygrywał jeszcze Froome, raz Geraint Thomas, a w ubiegłym roku Kolumbijczyk Egan Bernal.

Jumbo-Visma chce być nowym Sky'em. Buduje zespół, by wygrać Tour de France. Najlepiej już w tym roku. To widać po wynikach. W 2019 roku na najniższym stopniu podium w Paryżu stanął Steven Kruijswik. Holender dał się wyprzedzić jedynie Bernalowi i Thomasowi. Przegrał, ale podjął się walki z Ineos. Także w ubiegłym roku Słoweniec Primoż Roglicz był trzeci w Giro d'Italia i wygrał Vueltę. Jumbo wysłało sygnał, że jest gotowe na wielkie toury.

Dowiedz się więcej na temat: Jumbo-Visma | kolarstwo | Primoż Roglicz | tour de france

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje