Reklama

Reklama

Tour de France. Julian Alaphilippe – poszedł inną drogą niż Kwiatkowski

Jeszcze nie tak dawno pracował dla Michała Kwiatkowskiego i cieszył się, że pomagał mu zwyciężać. Dziś Julian Alaphilippe jest liderem rankingu UCI i jedzie w żółtej koszulce lidera Tour de France.

Francuzi go niemal czczą. W ostatnich dniach o miejsce na czołówce "L’Equipe" rywalizuje z nim - ze względu na swoje kłopoty w PSG - tylko Neymar. Ale to zrozumiałe. W końcu organizatorzy "Wielkiej Pętli" doczekali się kolarza pierwszej kategorii, który ich nie zawodzi. Są jeszcze Thibaut Pinot i Romain Bardet, lokalni kandydaci do zwycięstwa, ale nie ma co ukrywać - ich strata w klasyfikacji generalnej jest jak na początek wyścigu dosyć pokaźna. Marzenia o wygraniu TdF przez któregoś z tej dwójki prysły.

A Alaphilippe miał przejąć przynajmniej na kilka dni żółtą koszulkę lidera i zrobił to. Stracił ją - walczył jak lew, by tak się nie stało - po pięknym etapie w ubiegłym tygodniu z finiszem na Przełęczy Pięknych Dziewcząt na rzecz Włocha Giulio Ciccione, by odzyskać ją dwa dni później. Nie ma szans na końcowe zwycięstwo. Dzięki swej postawie ratuje ten wyścig dla Francuzów.

Reklama

W zespole armii Wojsk Lądowych

Jego kariera jest zupełnie nietypowa. Wziął się znikąd, nikt na niego nie stawiał. Gdy w 2010 roku Alaphilippe w Taborze (Czechy) zdobywał srebrny medal mistrzostw świata w kolarstwie przełajowym, Francuzi nie zwrócili na niego uwagi. Rozpływali się za to w zachwytach nad złotym medalistą do lat 23 Arnaud Jouffroyem, który tytuł wywalczył po dyskwalifikacji braci Szczepaniaków z Polski.

O Jouffroyu słuch zaginął, a Alaphilippe jest na szczycie. Ale nie było łatwo: przez cztery lata od mistrzostw w Taborze nie mógł znaleźć pracy w zawodowej drużynie. Jeździł najpierw w zespole francuskiej armii Wojsk Lądowych, potem w rezerwach Etixx-Quick Step. Brian Holm, dyrektor tej drużyny, wspomina w magazynie "Velo", że takich kolarzy jak Julian widział tysiące i nie mógł przewidzieć, że akurat jemu się powiedzie.

Analizował jednak coraz lepsze wyniki Francuza i jego zachowanie. Stwierdził, że ten chłopak chce się uczyć, pracować dla innych i ma instynkt do walki. Wielką zaletą Alaphilippe'a było też doświadczenie nabyte w przełajach. Nauczył się tam zwinności i sprytu, jak Peter Sagan. Słowak przeszedł podobną drogę - z przełajów do szosy. Francuzi chętnie piszą, że Alaphilippe jest "francuską wersją Sagana", choć brakuje mu jeszcze sukcesu w mistrzostwach świata (Słowak z grupy Bora-Hansgrohe tęczową koszulkę wkładał już trzy razy).

Muzyk i mechanik pomaga Kwiatkowskiemu

Istnieje jeszcze jedna ważna cecha, która łączy obu kolarzy. Obaj lubią show, jeżdżą widowiskowo, popisują się również poza trasami i są wdzięcznym tematem dla mediów. Alaphilippe sceniczny talent wyniósł z domu. Jego ojciec Jacques zwany "Jo" jest perkusistą, grał nawet na jednym z koncertów w zespole zmarłego niedawno gwiazdora Johnny Holidaya. "Jo" wysłał syna do szkoły muzycznej, ale ten po trzech latach zrezygnował. Zrobił dyplom mechanika i poświęcił się kolarstwu.

Umiejętności mechanika przydają się nadal w jego karierze. Kiedy mu nie idzie na trasie, a trzeba przyznać, że dzieje się to ostatnio bardzo rzadko, zaczyna grzebać w rowerze albo w motorach i odreagowuje stres. Nie do przecenienia są też te talenty na trasie, gdy coś się popsuje, a nie ma w pobliżu samochodu technicznego.

Pod tym względem Alaphilippe przypomina z kolei Michała Kwiatkowskiego. Polski kolarz podczas niedzielnego etapu Tour de France naprawił rower Geraintowi Thomasowi. Francuz z Polakiem znają się doskonale. Jeździli razem w drużynie Patricka Lefevere, występującej w ostatnich sezonach pod różnymi nazwami Omega-Pharma, Etixx, Quick-Step a obecnie Deceunick Quick-Step. Pracował dla niego. Dziś w "L’Equipe" mówi, że był dumny z tego, gdy Kwiatkowski dziękował mu za pomoc podczas Amstel Gold Race, który polski kolarz wygrał w 2015 roku.

Potem ich drogi się minęły. Zaczęli rywalizować. Kwiatkowski poszedł inną ścieżką. Postanowił zmienić grupę na Sky, by zmienić się w kolarza, który z czasem będzie w stanie odgrywać znaczącą rolę w wielkich tourach, ale też po to, by lepiej zarabiać. Alaphilippe został u Lefevere’a. Podobno miał lukratywne propozycje z innych grup. Odrzucał je, bo w tej belgijskiej grupie sponsorowanej przez czeskiego biznesmena Zdenka Bakalę, czuje się najlepiej i stale się rozwija.

Paryż jest jeszcze daleko

 Świadczą o tym jego wyniki. Z kolarza, który pomagał Kwiatkowskiemu, został pełnoprawnym liderem bardzo silnej drużyny Deceuninck - Quick Step. W tym roku odniósł już 11 zwycięstw. Wygrywał w każdych warunkach: w górach (pierwsze miejsce na etapie w Kolumbii), na pofałdowanym terenie (Strzała Walońska, etap w Kraju Basków, w Argentynie i trzeci etap Tour de France), na szutrach (Strade Bianche), w sprincie (Milan-San Remo, etap w Tirreno-Adriatico) i w jeździe na czas (etap we Vuelta San Juan w Argentynie). Jest pewnym liderem klasyfikacji UCI.

Ku wielkiej radości swojej, dyrektorów grupy i Francuzów, prowadzi teraz w klasyfikacji generalnej Tour de France. - Żółta koszulka to jest coś specjalnego. Twój kraj wibruje i marzy. To czego dokonuję tutaj jest ponad moje nadzieje. Będę teraz kontynuował jazdę, żeby jej bronić. Najcięższe przede mną. Kiedy widzę tę żółtą koszulkę w moim pokoju, to uświadamiam sobie, jak daleko jeszcze jest Paryż - powiedział na konferencji podczas dnia przerwy w wyścigu Alaphilippe.

Zapowiedział, że chce dowieźć tę koszulkę do piątkowego etapu jazdy indywidualnej na czas w Pau. - Ale mój Tour jest już udany. Nigdy nie czułem się tak dobrze - mówi.

Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama