Reklama

Reklama

Tour de France 2019. Kto faworytem?

Pod nieobecność Christophera Froome’a czterokrotnego zwycięzcy Tour de France, drugiego w poprzednim sezonie Toma Dumoulin’a głównym kandydatem do zwycięstwa w 106. edycji Tour de France jest zwycięzca z ubiegłego roku Geraint Thomas. Nie tak pewnym jakby to mogło się wydawać.

Dziennik "L’Equipe", obszernie relacjonujący największy i najbardziej prestiżowy kolarski wyścig na świecie, jak zwykle przed rozpoczęciem imprezy typuje faworytów. W tym roku przedstawił sześciu kandydatów do zwycięstwa. Co ciekawe zdaniem ekspertów francuskiej gazety brakuje "żelaznego  faworyta", takiego, który by zasłużył na pięciogwiazdkową notę.

Dwaj liderzy z Ineos

Wyliczanka zaczyna się więc z pozycji czterech gwiazdek. I tu niespodzianki nie ma. Największe szanse na zwycięstwo Tour de France ma w tym roku Geraint Thomas. Głównym atutem Walijczyka jest drużyna, w której jeździ i pomaga liderom Michał Kwiatkowski. To Team Ineos,  najmocniejsza i najbogatsza grupa w peletonie, dla której od lat głównym celem są zwycięstwa w "Wielkiej Pętli". Od 2012 kolarze Sky (poprzednia nazwa i sponsor zespołu) wygrali wyścig sześć razy.

Reklama

Ale Thomas ma więcej zalet w walce o drugi z rzędu triumf - silną psychikę i  doświadczenie. Zagadkowo wygląda kwestia obecnej formy Walijczyka. Thomas miał upadek podczas Tour de Suisse. Wypadł z rytmu, nie trenował kilka dni, ale też skoro jedzie to znaczy, że nic groźnego się nie stało.

Na cztery gwiazdki zasłużył również inny kolarz Team Ineos - Egan Bernal. 22-letni Kolumbijczyk to obecnie "najbardziej spektakularnie" jeżdżący kolarz. Oczywiście też ma za sobą silny zespół, ale dochodzi do  tego dobra forma, co udowodnił wygrywając w Szwajcarii i szeroki wachlarz kolarskich możliwości. W punktacji "L’Equipe", uwzględniającej wszystkie składniki składające się na idealnego kandydata do zwycięstwa, Bernal ma nawet więcej punktów niż Thomas (8 podczas gdy Brytyjczyk 7,8). Ale liderem drużyny jest formalnie obrońca tytułu.

Duńczyk i dwaj Francuzi

Na trzecim miejscu na tej liście znajduje się Duńczyk Jakob Fuglsang. 34-letni zawodnik grupy Astana w tym roku wygrał trudny górski wyścig wieloetapowy Criterium du Dauphine oraz prestiżowy klasyk Liege - Bastogne - Liege. Do tej pory nie miał spektakularnych wyników w wielkich tourach, a w Tour de France najwyżej był do tej pory na siódmej pozycji w 2013 roku. Pracował jednak dla innych, dla braci Schleck, Vincenzo Nibaliego, Fabio Aru i świetnie wywiązywał się ze swoich zadań. Fuglsgang nie posiada jednak talentu i umiejętności wybitnego "górala", zdaniem fachowców wiele do życzenia pozostawia jego psychika. Brakuje mu mentalności zwycięzcy.

Znacznie gorzej - na dwie gwiazdki - oceniani są dwaj francuscy kolarze Romain Bardet i Thibaut Pinot. W przypadku obu zawodników trzeba założyć,  że Francuzi trochę na siłę szukają w peletonie rodaków zdolnych odnieść zwycięstwo w narodowym wyścigu. Na sukces francuskiego kolarza czekają od 1985 roku. Niecierpliwią się. "Teraz albo nigdy" - taki tytuł dał niedawno "L’Equipe".

Zarówno Bardet i Pinot dali jednak znać o sobie w dotychczasowych startach w "Wielkiej Pętli". Bardet dwukrotnie stawał na podium, a Pinot raz. Bardet jest zdanie m Francuzów bardzo pewny siebie, przekonywujący, choć jego forma i drużyna - AG2R Mondiale - trochę ostatnio rozczarowują. Pinot zajął piąte miejsce w Criterium du Dauphine, w ubiegłym roku wygrał w klasyku Il Lombardia. Tak naprawdę trudno powiedzieć, jak wypadnie w Tour de France, bo jest bardzo nieprzewidywalnym kolarzem.

Najbardziej nieprzewidywalna dyscyplina

Francuska gazeta w gronie zawodników, którzy mogliby wygrać wyścig, umieszcza jeszcze jednego zawodnika  - Vincenzo Nibaliego. Daje mu jednak tylko jedną gwiazdkę. Określa go mianem "największego spryciarza". 34-letni Włoch z Bahrain Merida to także zwycięzca Tour de France z 2014 roku, jedyny, który potrafił przerwać dominację Sky w ostatnich latach. Jeździ bardzo spektakularnie i wciąż jest bardzo silny w górach.

Z typowaniami zwycięzców kolarskich wyścigów różnie bywa. W ubiegłym roku ten sam dziennik "L’Equipe" oraz kolarskie portale nie przewidziały, że Tour de France może wygrać Geraint Thomas. Nikt nie uwzględnił Walijczyka w swoich rachubach. Nikt także nie przewidywał, że tegoroczne Giro d’Italia może wygrać Ekwadorczyk Richard Carapaz.

Kolarstwo jest jedną z najbardziej nieprzewidywalnych dyscyplin sportu, choć w przypadku Tour de France dominacja grupy Sky (dziś Ineos) rzeczywiście pozwala na wskazanie kolarza brytyjskiego zespołu na faworyta wyścigu.

Olgierd Kwiatkowski 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje