Reklama

Reklama

Tokio 2020: kolarze torowi bliżej kwalifikacji olimpijskich

Kolarze torowi powrócili we wtorek do kraju z zawodów Pucharu Świata w nowozelandzkim Cambridge i australijskim Brisbane. Świetnie wypadł tam Mateusz Rudyk, odnosząc pierwsze w historii zwycięstwa w sprincie indywidualnym.

Obie drużyny sprinterskie, męska i kobieca, poprawiły swoje lokaty w kwalifikacjach olimpijskich. Obecnie plasują się na ósmych pozycjach, a więc ostatnich, które dają prawo startu w Tokio.

Na antypodach mężczyźni dwukrotnie zajęli drugie miejsce, natomiast Urszula Łoś i Marlena Karwacka były drugie w Cambridge i wygrały w Brisbane.

- Start w Nowej Zelandii i Australii był być może naszą ostatnią deską ratunku w perspektywie walki o igrzyska. Ścigało się tam mniej drużyn i można było zabrać sporo punktów. Poszło zgodnie z planem. Wykorzystaliśmy tę szansę - powiedział trener kadry sprinterów Igor Krymski.

Reklama

W rankingu olimpijskim Polacy wyprzedzili Rosjan.

- Myśleliśmy, że już ich nie dogonimy. Mieli dużą przewagę punktową po mistrzostwach świata w Pruszkowie, gdzie zdobyli brąz, jednak teraz ich morale trochę podupadło po karach ogłoszonych przez WADA (Światowa Agencja Antydopingowa zapowiedziała wykluczenie Rosji z igrzysk, z wyjątkiem zawodników nieuwikłanych w doping, którzy będą mogli startować pod neutralną flagą - PAP). Jak będzie z Rosjanami, nie wiem, ale nastawiamy się na walkę z nimi o igrzyska. Jeśli awansuje nasza drużyna, będziemy mogli wystawić w Tokio dwóch zawodników w sprincie indywidualnym i dwóch w keirinie - wyjaśnił Krymski.

W Cambridge drużyna w składzie Maciej Bielecki, Mateusz Rudyk i Krzysztof Maksel uzyskała czas 42,872, łamiąc barierę 43 sekund i bijąc czteroletni rekord kraju. Niewiele wolniej Polacy pojechali w Brisbane - 43,091 to drugi wynik w historii.

- Nie potrafię wytłumaczyć, jak to się stało. Wcześniej tory na antypodach nie były tak szybkie, więc widocznie nasi kolarze są coraz szybsi. Obawiam się jednak, że wynik 42,8 nie da nam w Tokio medalu, może wystarczy na jakieś piąte miejsce. Dlatego musimy dalej ciężko pracować, aby najpierw zapewnić sobie kwalifikację, a potem przywieźć z igrzysk medal - podkreślił trener sprinterów.

Jego podopieczni jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, do 23 grudnia, mają do wykonania jeden minicykl treningowy w Pruszkowie. Zaraz po świętach wznowią przygotowania do dwóch startów decydujących o tym, czy wystąpią w igrzyskach - finałowych zawodów Pucharu Świata w kanadyjskim Milton (24-26 stycznia) oraz mistrzostw globu w Berlinie (26 lutego-1 marca).

- Chcielibyśmy polecieć na początku stycznia do ciepłych krajów. Jeśli będą na to środki, to mamy dwie oferty: Miami lub Trynidad, gdzie mają nowy kryty tor i ceny zbliżone do europejskich. Dostaliśmy zaproszenie od naszych przyjaciół z Trynidadu i jeśli znajdą się środki, to byłoby dobrze tam potrenować przed startem w Milton. Nie ukrywam, że w Warszawie przeżyliśmy szok termiczny - 3 stopnie Celsjusza. A ostatniego dnia w Brisbane było 38 stopni - dodał Krymski.

W świetnych nastrojach powróciły do kraju sprinterki. W Cambridge Łoś i Karwacka dwukrotnie pojechały poniżej 33 sekund, dotąd dla nich granicy nieosiągalnej. W Brisbane pokonały dwa okrążenia toru trochę wolniej, ale za to wygrały, minimalnie wyprzedzając w finale Rosjanki.

W rankingu olimpijskim Polki są ósme ze stratą 15 punktów do Litwinek i przewagą blisko 200 punktów nad Nowozelandkami.

- Jeśli chodzi o kwalifikacje olimpijskie, wszystko jest jeszcze możliwe. Gdy obejmowałem kadrę sprinterek, nikt nie wierzył, że zdobędziemy awans na igrzyska. Teraz jesteśmy bardzo blisko celu. Trzy lata wycięte z życiorysu, ale warto było - podkreślił trener Daniel Meszka.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL