Sukces Niewiadomej-Phinney. Potem nadszedł niepokojący komunikat
Katarzyna Niewiadoma-Phinney zajęła drugie miejsce w wyścigu Omloop Nieuwsblad, osiągając najlepszy wynik w karierze w tej imprezie. Jak się jednak okazało, na trasie nasza zawodniczka walczyć musiała nie tylko z rywalkami. Po wyścigu Polka wyjawiła mediom, że przez cały wyścig mierzyła się z problemami zdrowotnymi.

Katarzyna Niewiadoma-Phinney znakomicie rozpoczęła kampanię wiosennych klasyków. Zawodniczka ekipy CANYON//SRAM zondacrypto zajęła drugie miejsce w prestiżowym wyścigu Omloop Nieuwsblad, co jest jej najlepszym wynikiem w historii startów w tej imprezie. Polka przez decydujące kilometry rywalizowała już tylko z późniejszą triumfatorką, Demi Vollering z zespołu FDJ United-SUEZ. Obie zawodniczki odskoczyły rywalkom przed ostatnim kategoryzowanym podjazdem pod Bosberg i wspólnie utrzymały przewagę na płaskim, kilkunastokilometrowym finiszu. Na mecie miały ponad 20 sekund zapasu nad goniącą grupą.
Katarzyna Niewiadoma-Phinney ścigała się z problemami zdrowotnymi
Dla Niewiadomej-Phinney to wyraźny progres - dotychczas jej najlepszym wynikiem w Omloop było siódme miejsce przed rokiem. Tym razem pokazała świetną dyspozycję i taktyczną dojrzałość, choć nie obyło się bez problemów. "Jestem zdecydowanie zadowolona z rozpoczęcia kampanii klasyków na podium. Zbliżając się do Muur, nie byłam w najlepszej pozycji. Chwilę wcześniej doszło do kraksy i musiałam poświęcić wiele energii, żeby przedostać się do czołówki" - relacjonowała mistrzyni Polski, cytowana przez Eurosportu.
Największym wyzwaniem okazały się jednak problemy zdrowotne. "Za Bosbergiem dostrzegłam, że mamy przewagę nad resztą, ale wcześniej przed Muur spadł mi łańcuch i uderzyłam kolanem o kierownicę. W głowie zmagałam się przede wszystkim z bólem w kolanie, starałam się o nim zapomnieć i współpracować" - przyznała. Ból towarzyszył jej w kluczowej fazie rywalizacji, gdy każda decyzja i każdy wat mocy miały ogromne znaczenie.
Współpraca z Vollering układała się jednak wzorowo i pozwoliła dwóm byłym mistrzyniom Tour de France Femmes wypracować bezpieczną przewagę. Polka nie ukrywała jednak, że na płaskim finiszu jej szanse były ograniczone. "Jestem trochę lżejsza od Demi i to ona dysponowała wyraźnie większą mocą na tym odcinku. Jest bardzo szybka, a ja nie słynę z umiejętności sprinterskich, więc dla mnie największą szansą na wygraną byłby samotny odjazd" - wyjaśniła.
"To był idealny dzień na klasyk: chaotyczny, deszczowy, wietrzny i zimny, więc cieszę się, że byłam w stanie ukończyć go na podium" - podsumowała 31-latka. Tak mocne otwarcie sezonu znakomicie wróży przed kolejnym celem, jakim jest Strade Bianche.











