Reklama

Reklama

​Ryszard Szurkowski nie żyje. Marek Szerszyński: Wiele mu zawdzięczam

Po karierze kolarskiej Ryszard Szurkowski był świetnym trenerem. Marek Szerszyński wspomina, jak bogate doświadczenia zawodnicze pozwoliły Szurkowskiemu poprowadzić kadrę do sukcesów.

Maciej Słomiński, Interia: Pana kariera kolarska zbiegła się z czasem, gdy Ryszard Szurkowski był trenerem reprezentacji Polski.

Reklama

Marek Szerszyński, kolarz reprezentacji Polski w latach 80. XX wieku: - Od małego śledziłem wyścigi kolarskie. Gdy nie jeździłem akurat na rowerze grałem w kapsle, moje nazywały się "Szurkowski", "Mytnik" czy "Szozda". Do dziś zdarza mi się na plaży pograć (śmiech). Tak naprawdę dzięki Szurkowskiemu zostałem kolarzem kadry, którą objął w 1984 r. Powołanie od niego było wielką nobilitacją i spełnieniem marzeń. Rok później mieliśmy badania, jeden z lekarzy widząc wyniki, stwierdził, że nie nadaję się do sportu wyczynowego. Szurkowski pamiętał mnie jeszcze z tras, u schyłku jego kariery ścigaliśmy się. Wiedział na co mnie stać, znam moje możliwości, zaufał i powołał na mistrzostwa świata i Wyścig Pokoju. Moja kariera kolarska jest w dużej mierze jego zasługą.

Praktycznie prosto z roweru stał się trenerem kadry narodowej.

- Miał przebogate doświadczenia i nimi się kierował. Nie słuchał podpowiedzi, robił po swojemu. Był przekonany o swojej racji, przeważnie stawał na swoim. Wychodziło na jego. Gdy objął kadrę zaczęły się prawdziwe ściganie i sukcesy. W 1985 roku Lech Piasecki wygrał Wyścig Pokoju, jadąc w żółtej koszulce lidera od pierwszego do ostatniego etapu, potem zdobył mistrzostwo świata w Giavera del Montello. Pierwszego z tych wyścigów nie wygraliśmy przez dekadę. Przed Piaseckim dokonał tego Ryszard Szurkowski w 1975 r.

Rok później w 1986 r. Wyścig Pokoju był nietypowy. Odbywał się w cieniu awarii reaktora atomowego w elektrowni w Czarnobylu.

- Wtedy najmocniej poczuliśmy, że jest jednym z nas. Stał po stronie zawodników, mimo że nie było to oczywiste w świetle podpowiedzi towarzyszy partyjnych, którzy naciskali na start. Szurkowski niezłomnie stał na straży warunków, które muszą być spełnione, byśmy mogli wystartować 140 km od Czarnobyla.


Po transformacji ustrojowej ścigał się pan w peletonie zawodowym.

- Znalazłem się w grupie Exbud Kielce, którą kierował właśnie Ryszard Szurkowski. To on (znowu on!) pozyskał mnie do współpracy. Występy w Exbudzie były dla mnie trampoliną do dalszego ścigania się w peletonie zawodowym, w barwach drużyn włoskich.

Czy po zakończeniu kariery mieliście panowie kontakt?

- Tak. Szurkowski z synem przyjeżdżali do mnie do Sopotu i mieszkali w apartamencie nad moim sklepem kolarskim. Nie była to może jakaś wielka przyjaźń, ale zawsze było wesoło, wspominaliśmy stare, dobre czasy. Wiele Szurkowskiemu zawdzięczam. Dzięki niemu zostałem kolarzem reprezentacji Polski.

Rozmawiał Maciej Słomiński

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź

Czytaj więcej na ten temat:

Zmarł Ryszard Szurkowski, najbardziej utytułowany polski kolarz

"Nie brałem pod uwagę, żeby się poddać"

Polski kolarz wszech czasów

Dzięki niemu rysowaliśmy trasy na wszystkich osiedlach

Ryszard Szurkowski miał niezwykłą, rzadko spotykaną cechę

Ryszard Szurkowski w ostatnim wywiadzie: Życzę sobie pierwszego samodzielnego kroku

Zmarł Ryszard Szurkowski. Galeria

Sportowy świat żegna wielkiego mistrza

Adam Probosz: To był człowiek - symbol

Czesław Lang: Był moim idolem

Zygmunt Hanusik: Nigdy się nie wywyższał

Ryszard Szurkowski nie żyje. I nikt mi GO nie odbierze


Dowiedz się więcej na temat: Ryszard Szurkowski | Marek Szerszyński | Wyścig Pokoju

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje