Reklama

Reklama

Ryszard Szurkowski nie żyje. Jego drugą pasją był tenis

Zmarły w poniedziałek Ryszard Szurkowski po zakończeniu kariery zawodniczej nadal jeździł na rowerze, ale odkrył w sobie pasję do zupełnie innego sportu. Regularnie grywał w tenisa. Na turnieju tenisowym dla amatorów poznał swoją trzecią żonę. – On naprawdę kochał tenis – mówi były znakomity przed laty Wojciech Fibak.

Kort tenisowy był dla Ryszarda Szurkowskiego miejscem równie ważnym jak kolarskie trasy. Pewnie gdyby mógł, zostałby tenisistą. Jeden z trenerów kolarskich i były zawodnik opowiadał jak podczas przygotowań Ryszard Szurkowski po zajęciach zawsze chodził na kort i odbijał piłkę o ścianę, albo jeżeli miał równorzędnego partnera trenował z nim. Sam wielokrotnie spotykałem polskiego kolarza wszech czasów na warszawskich kortach - w ursynowskim klubie Tie Break, na Warszawiance, na kortach Mery.

Reklama

- Znałem pana Ryszarda. Wiem o tym, że kochał tenis. On się tą grą zachwycał, mówił mi, że to cudowny sport, wspaniały sposób spędzania wolnego czasu. Kiedy po raz pierwszy zorganizowałem challengera w Poznaniu zaprosiłem Ryszarda na turniej VIP-ów. Przyjeżdżał tam on, Zbyszek Boniek, Mariusz Czerkawski - wspomina Wojciech Fibak.

Młodszy o kilka lat od Ryszarda Szurkowskiego, ale pochodzący z tego samego pokolenia sportowców odnoszących wielkie sukcesy w latach 70. XX wieku Fibak ocenił umiejętności gry wysoko. Miał wyczucie, timing, świetnie pracował nogami. - Wielokrotnie rozmawialiśmy o naszych sportach. Kiedyś zapytałem Ryszarda o to, co jest najważniejsze w kolarstwie. To była ciekawa wymiana zdań - opowiada Fibak.

- Wojtek, przecież doskonale wiesz, co jest ważne - mówił Szurkowski.

- Co? Nogi? - dopytywał się Fibak.

- Nie no Wojtek, przecież to oczywiste.

- Wytrzymałość, motoryka. Gubię się. Co to takiego? -

-  Głowa, przede wszystkim głowa - odpowiedział Szurkowski.

Fibak nie protestował. Dla niego to dziś oczywiste. - Chodzi o inteligencję sportową, spryt. Miał ją Ryszard, dziś ma ją Michał Kwiatkowski. W kolarstwie trzeba dużo rzeczy przeanalizować - kiedy zaatakować, jak zjeżdżać, żeby się nie przewrócić, jak wejść w ten czy inny zakręt. Jest tyle skomplikowanych czynników wokół, że myślenie ma wielkie znaczenie. Tak jak w tenisie. Jak w każdym sporcie - mówi Fibak.

Ze względu na swoje możliwości fizyczne, ale również taktyczne (był przecież potem trenerem kadry, doprowadził Lecha Piaseckiego do mistrzostwa świata) Szurkowski dobrze radził sobie na korcie. Wśród byłych sportowców, którzy wzięli się za tenis, był jednym z lepszych. Wygrywał turnieje towarzyskie. - Był ogromnie zaangażowanym tenisistą-amatorem. Widać było, że uwielbiał ten sport. Dopytywał o wiele rzeczy związanych z tą dyscypliną - mówi redaktor naczelny magazynu "Tenis Klub" Adam Romer.

Podczas turniejów amatorskich w debla regularnie tworzył parę ze znakomitym przed laty zapaśnikiem Andrzejem Supronem. Te turnieje przyniosły również ważną zmianę w życiu Ryszarda Szurkowskiego. W 2009 roku w Łodzi na takich zawodach poznał swoją trzecią żonę Iwonę Arkuszewską-Szurkowską. Na kolejne turnieje jeździli już jako małżonkowie.

Fibak był wstrząśnięty śmiercią Ryszarda Szurkowskiego. - Był wielkim dżentelmenem, dobrym i szanowanym człowiekiem. Cieszył się wielkim szacunkiem i sympatią w całym sportowym, także tenisowym, świecie - żegna polskiego kolarza wszech czasów znakomity przed laty tenisista.

Olgierd Kwiatkowski

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź! 

Dowiedz się więcej na temat: Ryszard Szurkowski | Wojciech Fibak | tenis | kolarstwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje