Reklama

Reklama

Ryszard Szurkowski nie żyje. Andrzej Kaczmarek: Tak jak FC Barcelona ma Messiego, tak my mieliśmy jego

- To był jeden z najwspanialszych zespołów w dziejach polskiego sportu. Wyrównany, zgrany, z jednym wyraźnym liderem, Ryszardem Szurkowskim - opowiada znakomity polski kolarz z lat 70. Andrzej Kaczmarek. Siła drużyny była tak wielka, że podczas Wyścigu Pokoju lider Ryszard Szurkowski ustalał nawet, kto ma wygrać etap.

Andrzej Kaczmarek to były reprezentant Polski i wybitny polski kolarz z lat siedemdziesiątych, trzykrotny uczestnik Wyścigu Pokoju. Jeździł w nim wówczas w polskiej drużynie wraz z Ryszardem Szurkowskim. Polacy tworzyli bodaj najlepszy zespół w dziejach. Ryszard Szurkowski wespół z takimi kolarzami jak Stanisław Szozda, Tadeusz Mytnik, Andrzej Kaczmarek, Zenon Czechowski, Zygmunt Hanusik, Mieczysław Nowicki i inni zdominowali rywalizację, w której najgroźniejszymi przeciwnikami byli zwłaszcza kolarze ze Związku Radzieckiego.

- Często z nimi wygrywaliśmy i ludzie w Polsce bardzo to lubili. Dawaliśmy im nadzieję, pokazywaliśmy że można się ZSRR postawić i wygrać. A potrafił to zwłaszcza Szurek, jak nazywaliśmy Rysia Szurkowskiego - wspomina Andrzej Kaczmarek, kolarz Stomilu Poznań, który podczas Wyścigu Pokoju w 1973 roku zajął czwarte miejsce, a w 1970 roku - piąte. Obie edycje wygrał Ryszard Szurkowski. - Tak jak dzisiaj FC Barcelona ma Messiego, tak my mieliśmy Ryszarda. Po prostu wiedzieliśmy, że on to zrobi. Wygra, nie ma mowy, aby nie wygrał.

Polska za Szurkowskiego była potęgą

Reklama

Andrzej Kaczmarek wspomina: - Wie pan, każdy z nas miał jakieś tam predyspozycje, np. Zenek Czechowski był świetnym kolarzem, ale głównie w sprintach. W nich sprawdzał się doskonale. Na czas jeździł już słabiej. A Ryszard Szurkowski był doskonały we wszystkim, niesamowicie wszechstronny. Czy po górach, czy po płaskim, czy sprint, czy jazda na czas, w każdym elemencie kolarskim był wybitny. To bardzo rzadkie, bo większość kolarzy się w czymś specjalizuje. I to sprawiało, że zwyciężał.

Tłumy kibiców wiwatowały, gdy kolarze w biało-czerwonych koszulkach wygrywali kolejne etapy, bijąc zawodników radzieckich czy z NRD albo Czechosłowacji. Wyścig Pokoju prowadził przez trzy stolice: Warszawę, Berlin i Pragę, a główną siłę w tej amatorskiej rywalizacji stanowili właśnie zawodnicy z Europy Wschodniej. Polska należała zawsze do czołówki Wyścigu Pokoju, ale nigdy nie osiągnęła takiej supremacji jak w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, za czasów Ryszarda Szurkowskiego.

Dochodziło do tego, że Polacy wygrywali tercetem, jak chociażby pamiętny etap do Poznania z 20 maja 1970 roku, który przeszedł do legendy sportu kolarskiego i całego sportu w Polsce. - Czuliśmy wtedy w sobie taką siłę, że cały polski zespół zorganizował ucieczkę. Zainicjował ją Ryszard Szurkowski. W ucieczce byli wszyscy Polacy i jeszcze kilku innych kolarzy, łącznie dwanaście osób. Przyjechaliśmy do Poznania z ogromną przewagą. I wtedy rzeczywiście ustaliliśmy, że wygra Zenek Czechowski.

Polacy zajęli na mecie w Poznaniu trzy pierwsze miejsca - wygrał, zgodnie z ustaleniami, Zenon Czechowski przed puszczającym go przodem Ryszardem Szurkowskim i trzecim Zygmuntem Hanusikiem. Andrzej Kaczmarek finiszował w peletonie jako dziewiąty, z grupą Francuzów, Belgów i Włochów, których Polacy dołączyli do ucieczki. Oni mogli się zabrać, rywale z ZSRR czy NRD - absolutnie nie. Im się uciekało.

Ustalmy, że w Poznaniu wygra Czechowski

Nieżyjący już dzisiaj Zenon Czechowski wygrał, bo był właśnie z Poznania, podobnie zresztą jak Andrzej Kaczmarek. - Tylko, że ja wygrałem dzień wcześniej etap do Bydgoszczy. Tak wyszło, wyskoczyłem z peletonu i byłem pierwszy. Minąłem Szurkowskiego i zwyciężyłem, myślałem że wyprzedziłem Ryszarda. Potem mnie takiego zmęczonego, uszarpanego wzięli na spytki dziennikarze, zdaje się że sam redaktor Tomasz Hopfer z telewizji. Rozmawiam z nim, a tu Rysiu obok, też do wywiadu. Pytam go, a ty co tu robisz? A Szurkowski na to: no jak to, byłem na mecie zaraz za tobą. Nawet się nie zorientowałem, a powinenem, bo on zawsze był z przodu, gdy tylko chciał.

- Dzień później ustaliliśmy, że skoro jedziemy do Poznania, to w Poiznaniu przed miejscową publicznością powinien wygrać poznaniak. To ją uraduje. Ja już etap do Bydgoszczy wygrałem, a Zenek Czechowski był kapuitanem drużyny. Należało mu się to. Ryszard ustalił więc, że Zenek wygra, a my wsparliśmy ten pomysł - opowiada Andrzej Kaczmarek. - No ale postanowić to jedno, trzeba było jeszcze pokonać rywali. Mieliśmy jednak taką moc, taką motywację i taką wiarę w swoje siły, że ta ucieczka do Poznania była piorunująca. Przelecieliśmy etap w trzy godziny i wygraliśmy tercetem, Zenek przodem. Publiczność poznańska była zachwycona.

A były to tłumy, bo Wyścig Pokoju śledził cały kraj. - To aż trudno opisać, ale to, co wyprawiały wtedy media, tworzyły wokół wyścigu unikalny klimat. Transmisje, relacje, nawet helikopter nad peletonem podnosiły ciśnienie i sprawiały, że rosła ranga rywalizacji. Kiedy jechaliśmy do Poznania, ekipa telewizyjna wsiadła do pociągu jadącego po torach położonych równolegle do trasy wyścigu. I stamtąd nas filmowali - opowiada Andrzej Kaczmarek. - Wierwsze dostawaliśmy w listach, piosenki o nas układano, a Szurek był gwiazda największą. Człowiek zakładał przed etapem biało-czerwoną koszulkę i aż czuł jej ciężar, tego ile to znaczy dla ludzi. Aż serducho mocno biło.

Żeby Szurkowski wygrał

I dodaje: - Wiedzieliśmy, że Ryszard jest najlepszy, więc wszyscy jeździliśmy dla niego. Pracowaliśmy aż miło, żeby zwyciężył. To była wielka radość, poza tym wie pan, ja i Zenek byliśmy z Poznania, a poznaniacy lubią taką robotę nieco w tle. Zasuwaliśmy, a on był najlepszy, najsilniejszy fizycznie, no i myślał na rowerze. Układał strategię, mówił co i jak, jak rozegrać etapy i wyścig. Lider, lider absolutny, dawał nam takie poczucie bezpieczeństwa i wiarę w swoją moc. Przy nim czuliśmy się naprawdę potężni.

- Tak go lubiłem. I tak mu współćzułem, gdy go widziałem w telewizji, jak cierpiał po wypadku i kraksie. Mówiłem sobie wtedy, kurcze, tyle kraks przeżył, ja przeżyłem, a teraz widać, że cierpi. Ten grymas na twarzy... Cierpiałem razem z nim. Będzie go bardzo brakowało, bardzo - wspomina poznański kolarz. 

Czytaj więcej na ten temat:

Zmarł Ryszard Szurkowski, najbardziej utytułowany polski kolarz

"Nie brałem pod uwagę, żeby się poddać"

Polski kolarz wszech czasów

Dzięki niemu rysowaliśmy trasy na wszystkich osiedlach

Ryszard Szurkowski miał niezwykłą, rzadko spotykaną cechę

Ryszard Szurkowski w ostatnim wywiadzie: Życzę sobie pierwszego samodzielnego kroku

Zmarł Ryszard Szurkowski. Galeria

Sportowy świat żegna wielkiego mistrza

Adam Probosz: To był człowiek - symbol

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje