Reklama

Reklama

Ryszard Szurkowski: Nie mamy charta

- W naszym peletonie nie ma w tej chwili zawodnika, który, tak jak kiedyś Zbigniew Spruch, mógłby powalczyć o medal mistrzostw świata - uważa polski kolarz wszech czasów Ryszard Szurkowski.

W niedzielę w Valkenburgu Polacy znów tylko asystowali w walce o medale mistrzostw świata. Najlepszy z naszej szóstki Marek Rutkiewicz zajął 46. miejsce, ze stratą ponad dwóch minut do zwycięzcy - Belga Philippe'a Gilberta. Czy pana zdaniem to rozczarowanie czy występ na miarę skromnych dziś możliwości "Biało-czerwonych"?

Ryszard Szurkowski: Oglądałem wyścig w telewizji. Nasi jechali pasywnie, z tyłu grupy. A przecież wiadomo, że może zdarzyć się wypadek, kraksa, i wtedy nie da się już dogonić czołówki. Zamiast patrzeć na siebie, powinni obserwować Gilberta, Contadora, Valverde. Nie mówię tego przez złośliwość, ale by podpowiedzieć na przyszłość, jak powinni się zachować. Niektórzy z nich są młodzi i mają przed sobą jeszcze wiele startów w mistrzostwach świata. Pod względem fizycznym byli dobrze przygotowani, o czym świadczy fakt, że prawie w komplecie dojechali do mety. Słabo było natomiast z taktyką.

Reklama

Ale chyba nie dotyczy to Marka Rutkiewicza, który pilnował najlepszych. Jeszcze na przedostatniej rundzie jechał na wysokiej pozycji w czołówce i dopiero defekt wyeliminował go z rywalizacji.

- Rzeczywiście, Marek był dobrze ustawiony. Miał pecha. W tych nowych rowerach układ tarcza - korba - łańcuch jest tak skonstruowany, że gdy spadnie łańcuch, trzeba się zatrzymać, aby go nałożyć z powrotem. Kiedyś łańcuch mógł samoistnie "zaskoczyć". Na dodatek stało się to na podjeździe i Marek nie miał już szans, by doścignąć pierwszą grupę.

W 2000 roku Zbigniew Spruch zdobył srebrny medal w wyścigu elity. Od tego czasu czekamy na kolejny sukces w mistrzostwach świata. Czy są jakieś zwiastuny zmiany tego stanu rzeczy? Kto może być następcą Sprucha?

- W naszym peletonie nie ma dziś takiego zawodnika jak Zbyszek, kolarza, który specjalizowałby się w wyścigach klasycznych. Nie mamy charta. Przypomnę, że Zbyszek wcale dużo nie wygrywał, ale walczył, zajmował czołowe miejsca. Nasi kolarze od kilku lat mają kontrakty zawodowe. Jest ich coraz więcej w największych wyścigach. Nabierają pewności siebie. Ale są to dopiero pierwsze kroki.

Zwycięstwo Gilberta nie jest niespodzianką?

- Żadną. To znakomity kolarz i niedawno, na Vuelta a Espana pokazał, że jest w formie. Wcześniej wygrał przecież parę klasyków. Jak się okazuje, mistrzostwa świata wygrywają kolarze pewni swoich umiejętności. Nie ma tu przypadku.

Dowiedz się więcej na temat: Philippe Gilbert

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje