Reklama

Reklama

Ryszard Szurkowski miał niezwykłą, rzadko spotykaną cechę

Kiedy w telewizji zacząłem oglądać jako dziecko wyczyny Ryszarda Szurkowskiego, marzyłem, żeby się ścigać i wygrywać - tak jak on. W niezwykły sposób działał mi na wyobraźnię. A potem został moim trenerem! Jaki byłem z tego powodu szczęśliwy! - mówi Andrzej Sypytkowski.

Andrzej Sypytkowski to wicemistrz olimpijski w wyścigu drużynowym na 100 km z igrzysk w Seulu w 1988 roku. Z ogromnym żalem przyjął wiadomość o śmierci Ryszarda Szurkowskiego, który podczas tamtej imprezy był jego trenerem.

Paweł Czado, Interia: Ryszard Szurkowski to w Polsce symbol. Zgadza się pan z tą opinią?

Andrzej Sypytkowski: - Dokładnie. Jego fenomen polegał jednak nie tylko na tym, że był wybitnym sportowcem. To przecież właśnie on sprawił, że kolarstwo w latach 70. stało się w Polsce aż tak popularne. Niektórzy mogą już tego nie pamiętać, jednak to było naprawdę coś niezwykłego! Jestem chłopakiem z małej miejscowości [A.S. urodził się w Korsze, w woj. olsztyńskim, przyp.aut] i kiedy w telewizji zacząłem oglądać jako dziecko wyczyny Ryszarda Szurkowskiego marzyłem, żeby się ścigać i wygrywać -  tak jak on. W niezwykły sposób działał na wyobraźnię. Nie tylko mnie: tylko w mojej rodzinnej miejscowości zebrało się kilkudziesięciu chłopaków, którzy chcieli zostać kolarzami! A ilu było takich dzieciaków w całej Polsce?!

To on sprawił, że w tamtych czasach w całym kraju odbywało się mnóstwo przeróżnych wyścigów. Było ich tyle i o takiej frekwencji, że często te lokalne imprezy miały rozmach tego rodzaju jak dziś kolarskie wyścigi o randze ogólnopolskiej.

Pewnie nie marzył pan że kiedyś Ryszard Szurkowski stanie się pańskim trenerem w reprezentacji Polski.

- To było dla mnie wydarzenie! Kiedy dostałem się do kadry, chciałem być blisko niego. Słuchać, co mówi, jak wspomina... Podczas wyjazdów związanych ze startami, wieczorami często wspólnie w większym gronie siadaliśmy, czy to podczas kolacji, czy też po niej i Ryszard Szurkowski wspominał dawne dzieje. Chłonąłem tę wiedzę, te opowieści, te wspomnienia, jak gąbka. Proszę sobie wyobrazić, że wczoraj, akurat wczoraj, oglądałem... film o Ryszardzie Szurkowskim. Wiele z tych historii znam bezpośrednio od niego. Jak choćby tę o rywalizacji ze Stanisławem Szozdą. Media przekazywały, że ci dwaj wielcy kolarze się nienawidzą, ale to nie była prawda. To było dwóch charakternych facetów, kiedy trzeba było ostro ze sobą rywalizowali, bardzo ostro, ale prywatnie - jak opowiadał Ryszard Szurkowski - lubili się. Zdarzało się, że podczas wyścigów nocowali między etapami w jednym pokoju.

Jakim Go pan zapamięta?

- Kiedy uległ poważnemu wypadkowi, wszyscyśmy mu z całego serca kibicowali, kiedy dochodził do zdrowia. Ryszard Szurkowski miał cechę charakteru, o którą niełatwo. Otóż nigdy nie widziałem, żeby się zdenerwował. Zawsze zachowywał wręcz olimpijski spokój, nigdy nie podnosił głosu. Zawsze! Po prostu nie musiał tego robić. Będzie Go brakowało nam wszystkim... Jestem w szoku.

Reklama

Czytaj więcej na ten temat:

Zmarł Ryszard Szurkowski, najbardziej utytułowany polski kolarz

"Nie brałem pod uwagę, żeby się poddać"

Polski kolarz wszech czasów

Dzięki niemu rysowaliśmy trasy na wszystkich osiedlach

Czesław Lang: Był moim idolem

Ryszard Szurkowski w ostatnim wywiadzie: Życzę sobie pierwszego samodzielnego kroku

Zmarł Ryszard Szurkowski. Galeria

Sportowy świat żegna wielkiego mistrza

Adam Probosz: To był człowiek - symbol


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje