Reklama

Reklama

Rafał Majka potwierdził, że organizatorzy Giro wprowadzili kolarzy w błąd

"Reguły nie były takie same dla wszystkich" - skomentował polski kolarz ekipy Tinkoff-Saxo Rafał Majka 16. etap Giro d'Italia. Potwierdziło się, że sprzeczne informacje podawane przez organizatorów wpłynęły na wyniki etapu. Co gorsza, mogą mieć duży wpływ na to, kto wygra cały wyścig.

Liderem został zwycięzca etapu Kolumbijczyk Nairo Quintana.

Do kontrowersyjnej sytuacji doszło w połowie krótkiego (139 km), ale bardzo trudnego odcinka w Alpach Wschodnich. Radio wyścigu podało, że na zjeździe z przełęczy Stelvio pojawił się motocykl z czerwoną flagą sygnalizującą niebezpieczeństwo. Część ekip zinterpretowała komunikat jako neutralizację zjazdu. Inaczej zrozumiał to Quintana, który razem z kilkoma innymi zawodnikami kontynuował ucieczkę.

"Na dzisiejszym etapie czułem się naprawdę świetnie - relacjonował Majka na Facebooku. - Wszystko wzięło w łeb podczas podjazdu na Passo dello Stelvio. Chłopaki dyktowali dla mnie wysokie tempo, dzięki czemu szybko zredukowaliśmy czas do ucieczki. Na szczycie Cima Coppi (tj. najwyższy punkt na trasie całego Giro, w tym roku to przełęcz Stelvio - red.) było nas ok. 40 kolarzy, w tym Uran i Evans. Zatrzymaliśmy się na górze, ponieważ przez radio byliśmy informowani, że zjazd ma być zneutralizowany ze względu na opady śniegu. Spokojnie ubieraliśmy się, aby nie zachorować podczas zimnego zjazdu. W międzyczasie odjechali jednak Quintana, Hesjedal i Rolland, którzy nadrobili na tych zjazdach ok. 2,5 minuty. My jednak w tym czasie zakładaliśmy kurtki i pobieraliśmy jedzenie".

Reklama

Majka dodał, że "reguły nie były takie same dla wszystkich" i że wiele drużyn, w tym jego Tinkoff-Saxo, złożyło protesty. "Zobaczymy co z tego wyniknie, ale tak czy inaczej będę chciał jeszcze udowodnić, że Giro się dla mnie nie skończyło" - zakończył Majka.

U stóp finałowego, 22-kilometrowego podjazdu do Val Martello grupka Quintany wyprzedzała o 1.45 min. większą grupę, w której jechali m.in. lider wyścigu Kolumbijczyk Rigoberto Uran, Australijczyk Cadel Evans oraz Majka. Podczas wspinaczki do mety Quintana jeszcze powiększył przewagę i jest na najlepszej drodze do zwycięstwa w wyścigu.

Nowy lider nie ma sobie nic do zarzucenia i nie rozumie, skąd kontrowersje wokół jego zwycięstwa.

- Nie atakowałem na zjeździe z przełęczy Stelvio. Jeden kolarz odjechał, za nim pomknął drugi i trzeba było szybko zdecydować, co robić. Pojechałem za nimi. Po zjeździe zorientowałem się, że powstała ucieczka. Motocyklu z czerwoną chorągiewką nie widziałem dobrze. Mocno padało. Wiedziałem tylko, że będzie on wskazywać niebezpieczne zakręty. Kontrowersje? Nie rozumiem dlaczego. Zresztą na ostatnim podjeździe powiększyłem przewagę - powiedział Quintana.

W klasyfikacji generalnej wyprzedza swojego rodaka Urana o 1.41 min. oraz Evansa o 3.21. Majka jest piąty, ze stratą siedmiu sekund do Evansa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje