Reklama

Reklama

Rafał Majka ma plan: Giro d'Italia, Tour de France i igrzyska. To może być jego rok

Rafał Majka z roku na rok robi wielkie postępy i umacnia swoją pozycję w zawodowym peletonie. Po bardzo udanym sezonie i krótkiej przerwie wrócił już na rower, aby szykować formę przed kolejnym. Kolarz grupy Tinkoff czuje się coraz mocniejszy i doskonale zdaje sobie sprawę, że to może być jego rok!

Przed rokiem kończył sezon w glorii zwycięzcy Tour de Pologne, zdobywcy koszulki w grochy dla najlepszego "górala" Tour de France i triumfatora dwóch etapów w najbardziej prestiżowym wyścigu świata. Jak na kolarstwo, wciąż jest młodym zawodnikiem (26 lat) i w tym roku potwierdził ogromny potencjał. Wygrał etap Wielkiej Pętli po drodze samotnie wjeżdżając na legendarną przełęcz Tourmalet. Kapitalnie pojechał w Hiszpanii, gdzie we wrześniu cieszył się z trzeciego miejsca końcowej klasyfikacji Vuelta a Espana.

- Jak zacząłem od Tour de Romandie, to nie wyszedłem z czołowej dziesiątki. Tak więc od kwietnia, kiedy zacząłem już wracać do swojego rytmu treningowego, to nie było wyścigu, którego nie ukończyłbym w najlepszej dziesiątce, więc mogę być zadowolony - podsumował miniony sezon.

Reklama

Odnosząc sukces w Hiszpanii, został dopiero drugim polskim kolarzem, który stawał na podium wielkiego touru (wyrównał wyczyn Zenona Jaskuły z Tour de France w 1993 roku). - Wpadła mi w oko Vuelta ze względu na wysokie temperatury. Są etapy, podczas których temperatura dochodzi do pięćdziesięciu stopni, a ja lubię się ścigać, gdy jest gorąco. Wpadła mi w oko też dlatego, że stanąłem na podium, ale cel jest jeden - wygrać jeden z wielkich tourów - przyznał.

Szansa otworzy się już za kilka miesięcy. Właściciel grupy Oleg Tinkow już we wrześniu zapowiedział, że Rafał Majka będzie liderem ekipy na Giro d'Italia. Nasz kolarz nie chce jeszcze zdradzać kalendarza startów. - Tak naprawdę, to znam już swój plan na przyszły sezon, ale nie jest jeszcze w stu procentach potwierdzony. Coś się jeszcze może zmienić. Nie chcę rzucać słów na wiatr - powiedział, ale przyznał, że ma dwa wielkie cele - jeden z wielkich tourów i igrzyska.

Rafał Majka musi wywiązywać się z obowiązków wobec swojej grupy, ale doskonale rozumie przed jak wielką szansą może stanąć podczas igrzysk w Rio de Janeiro. Tym razem trasa będzie bardzo trudna, co w gronie faworytów stawia "górali", a nie sprinterów.

- Chciałbym być olimpijczykiem, to moje marzenie. Jeśli uda mi się je zrealizować, to chciałbym walczyć o najwyższe cele, ale muszę się też skoncentrować na wcześniejszych startach. Jest Giro d'Italia i Tour de France, więc na pewno czeka mnie ciężki sezon. Nie znam jeszcze trasy w Rio. Powiem szczerze: jeszcze nie wiem, kto będzie liderem na igrzyskach i kto w ogóle na nie pojedzie. Są tylko cztery miejsca, a skład mamy naprawdę szeroki. Nie można więc powiedzieć, że Majka czy Kwiatkowski będą liderami - powiedział.

KLIKNIJ I CZYTAJ DALEJ!

Wyścig o medal olimpijski rozegrany zostanie zaledwie dwa tygodnie po Tour de France. Czasu na regenerację będzie więc mało. Czy da się przejechać Wielką Pętlę i wyścig olimpijski? - Najlepiej by było! Mogę powiedzieć, że na Tour de France na pewno nie będę liderem. To będzie już inne przygotowanie do startu w Rio - podkreśla Rafał Majka.

Ale po drodze na Pola Elizejskie jest jedna z "świętych" gór TdF - Mont Ventoux... - Kto wie, czy nie będę tam w odjeździe? Czemu tam nie wygrać? Ale wiadomo, że jeśli chodzi o moją grupę, to na Tour de France wszystko podporządkowane będzie Alberto Contadorowi. Ja muszę jeszcze przynajmniej rok poczekać - przyznał.

U progu nowego sezonu jest bogatszy o doświadczenia z poprzedniego okresu przygotowawczego. Wtedy, zmotywowany sukcesami w Tour de Pologne i Tour de France, przeszarżował z treningiem. Początek był dobry, ale później przemęczony organizm domagał się odpoczynku.

Potwierdziło się też, że wspinaczka na Kilimandżaro nie jest najlepszym sposobem na budowanie formy dla zawodowego kolarza. Jesienią 2014 roku szefowie grupy Tinkoff-Saxo zabrali swoich zawodników na najwyższy szczyt Afryki (5895 m). - Cała drużyna zapłaciła za to w pierwszej części sezonu. Przyznam szczerze, że sam się męczyłem. Nie jest łatwo wyjść na sześć tysięcy metrów, zejść i od razu polecieć do Japonii, a potem miałem jeszcze jedno zgrupowanie - przypomniał Rafał Majka.

Już w piątek wyleci na obóz na Wyspy Kanaryjskie. W święta ekipa dostanie pięć dni wolnego, a później poleci z powrotem, aby szlifować formę przed początkiem sezonu. Po raz pierwszy w nowym sezonie ścigać się będzie w styczniu na Tour de San Luis. - W Argentynie będzie cieplutko, więc mogę lecieć. Spokojnie podchodzę do tego startu. Pojadę potrenować w ciepłym klimacie, a nie walczyć o czołową dziesiątkę. Mój organizm nie będzie jeszcze przyzwyczajony do takiego wysiłku - powiedział polski kolarz.

KLIKNIJ I CZYTAJ DALEJ!

Rafał Majka konsekwentnie umacnia pozycję w zawodowym peletonie i we własnej grupie, w której nie brakuje pretendentów do roli lidera. Wciąż numerem 1 jest Alberto Contador. Rafał ma wielkie ambicje, ale z wielkim szacunkiem wypowiada się o starszym koledze. - Jest wyśmienitym zawodnikiem, wielokrotnie wygrywał wielkie toury. To jest coś! Jeżeli wygram jeden z wielkich tourów, to nawet wtedy nie będę mógł powiedzieć, że jesteśmy na tym samym poziomie, bo on zaczął wygrywać w moim wieku i do tej pory wygrywa. Zawsze miałem dobre relacje z Alberto - zapewnia i przyznaje, że jeszcze lepsze stosunki łączą go z Peterem Saganem. Słowak znany jest w peletonie nie tylko z agresywnego stylu jazdy, ale także z wielkiego poczucia humoru. - To słowiańska dusza. Zawsze pożartuje i jest fajnie - tłumaczy Rafał Majka.

Nie zawsze jednak jest tak wesoło. Po słabszym początku sezonu właściciel drużyny Oleg Tinkow zwolnił dyrektora sportowego Bjarnego Riisa. Duńczyk był menedżerem zespołu od 2000 roku. Wprawdzie przed dwoma laty sprzedał ekipę rosyjskiemu biznesmenowi za sześć mln euro, ale pełnił funkcję dyrektora sportowego. To właśnie on przyjmował do zespołu Polaka.

- Wiadomo, że po jego odejściu z grupy coś się zmieniło, ale musimy dalej iść tym samym tokiem, trenować, dawać z siebie wszystko, żeby grupa na tym nie ucierpiała - skomentował Rafał Majka.

Tinkow jest rosyjskim milionerem, znanym z ekscentrycznego stylu bycia, ale kolarstwo kocha szczerze. Sam wsiada na rower i czuje się jak zawodowy kolarz. Wobec swoich gwiazd potrafi być jednak bardziej niż szorstki. Jasno stwierdził, że zawodnicy muszą odczuwać ciśnienie, a im wyższe, tym większa szansa na sukces. Dostało się Contadorowi, oberwał też Sagan. - Ja też dostałem. Nie jest łatwo - twierdzi Rafał Majka. - Nie zawsze jest tak, że osiąga się lepsze wyniki pod większą presją. Czasami jest wręcz odwrotnie. Sportowiec nie powinien mieć narzuconej wysokiej presji tylko trenować i robić wszystko, aby być jak najlepszym - powiedział Rafał Majka.

Tinkow jednak dobrze wie, że młody Polak to przyszłość jego ekipy. - Wygrana w Tour de Pologne, koszulka w grochy (dla najlepszego "górala" Tour de France - przyp. red.), no i podium na Vuelta a Espana - wylicza Rafał Majka odpowiadając na pytanie, które swoje sukcesy ceni sobie najbardziej. - Powoli pobijam rekordy i myślę, że jak Bozia da zdrowie, bo ono się tylko liczy w kolarstwie, to przez najbliższych dziesięć lat naprawdę mogę osiągać sukcesy i pokazywać, że Polak potrafi.

Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy