Reklama

Reklama

Przemysław Niemiec: Organizm się zbuntował

Sobotniego niezwykle wymagającego 14. etapu Giro d'Italia nie ukończył Przemysław Niemiec. Kolarz grupy Lampre przyznał, że jego problemy zaczęły się już we wtorek, kiedy próbował swoich sił w ucieczce.

"Mocno się wtedy odwodniłem. To był szybki etap. Nie było czasu na spokojne jedzenie, tylko żele w siebie ładowałem. Jak jest etap normalny, to można bułkę zjeść, wszystko się na spokojnie robi. W pewnym momencie musiałem się po prostu zatrzymać i iść za potrzebą, a potem jeszcze raz" - powiedział Niemiec.

Reklama

Polak ostatecznie do mety dotarł ponad 23 minuty po zwycięzcy.

"Nie zjadłem ich nie wiadomo ile, ale taki żel to mnóstwo cukru, do tego dochodzi obciążenie organizmu i stąd problemy. Kolejne dwa etapy też nie były łatwe, bo dużo pracowałem na rzecz kolegów i od piątku miałem już duże problemy" - dodał.

W sobotę kolarze mieli do przejechania aż 210 km z Alpago do Corvary. W dodatku trasa najeżona była stromymi podjazdami. Najlepszym pokonanie etapu zajęło ponad sześć godzin, a jego trudów nie wytrzymało jeszcze sześciu zawodników. Wśród nich był Kanadyjczyk Ryder Hesjedal (Trek), zwycięzca Giro z 2012 roku.

"Może gdybym miał dzień przerwy, doszedłbym do siebie, ale problem polega na tym, że wolne było w poniedziałek. To jest sport i wszystko może się zdarzyć. Nie wyszło na tym wyścigu, więc będę próbował na innym. Świat się nie skończył" - podsumował Niemiec.

36-letni Polak w najsłynniejszym włoskim wyścigu startował już po raz szósty. Najlepiej spisał się trzy lata temu, kiedy zajął szóste miejsce. W tym sezonie planuje udział jeszcze m.in. w wyścigach Dookoła Szwajcarii, Tour de Pologne i Vuelta a Espana.


Dowiedz się więcej na temat: Przemysław Niemiec | giro d'italia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje