Przemysław Niemiec: Nie powiedziałem ostatniego słowa

Choć w tym sezonie pozostawał w cieniu wyczynów Michała Kwiatkowskiego - mistrza świata i Rafała Majki - zwycięzcy Tour de Pologne i klasyfikacji górskiej Tour de France, to nadal Przemysław Niemiec jest jednym z najlepszych polskich kolarzy w zawodowym peletonie. W 2014 roku zapisał się w historii jako pierwszy Polak, który wygrał etap w wyścigu Vuelta a Espana.

O podsumowanie zakończonego kilka tygodni temu sezonu i planach na przyszłość kolarza grupy Lampre Merida poprosił Krzysztof Kuzak.

Przemysław Niemiec: - Sezon generalnie dla mnie udany, bo wygrałem etap na Vuelcie, co było moim marzeniem. Na Giro nie wyszło. Wiązałem z tym występem bardzo duże nadzieje po zeszłorocznym sukcesie.

To chyba jeden z twoich ulubionych wyścigów etapowych?

- Tak. Pokazałem w zeszłym roku, że potrafię walczyć o klasyfikację generalną - mimo że w roli pomocnika. Udało się wyścig skończyć na szóstym miejscu. I nie ukrywam, że w tym roku przystąpiłem do niego z podobnymi nadziejami. Niestety, los chciał inaczej. Przytrafiło się kilka upadków (m.in na etapie z metą na Monte Cassino - przyp. KK) i pech generalnie. Więc plany na walkę w Giro trzeba odłożyć na przyszłość. Później przeszedł Tour de Pologne, gdzie odżyłem, pokazałem, że potrafię walczyć z najlepszymi.

Reklama

- I ten kulminacyjny moment na Vuelcie. Na początku też chciałem walczyć o klasyfikację generalną, ale przytrafił się jeden wietrzny etap, na którym dużo straciłem. I wtedy stwierdziłem, że warto spróbować ucieczki na jakimś etapie. Udało się, wygrałem etap. Jeden z najsłynniejszych etapów w hiszpańskim wyścigu (górski etap z metą w Lagos de Covadonga - KK). Przypieczętowaniem tego wszystkiego był start w mistrzostwach świata, gdzie całą drużyną pomogliśmy Michałowi Kwiatkowskiemu zdobyć złoty medal. I generalnie jestem zadowolony, bo sezon był dobry.

W twojej rodzinie ten sezon też możesz zaliczyć do bardzo udanych.

- Tak, powiększyła mi się rodzina. Mam kolejnego syna. Jestem bardzo szczęśliwy z tego faktu. Byłem przy porodzie. Miałem szczęście, że akurat byłem w domu. I mam nadzieję, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa, jeżeli chodzi o powiększanie rodziny (śmiech). Jest dobrze i oby było tak dalej na przyszłość.

Nie powiedziałeś chyba jeszcze ostatniego słowa, jeżeli chodzi o twoją karierę sportową?

- Nowy kontrakt podpisałem na dwa lata, także muszę dać z siebie jak najwięcej, osiągnąć jak najlepsze wyniki, żeby podpisać kolejny kontrakt. Chęci są, ja absolutnie nie myślę, o tym, żeby kończyć karierę. I jeszcze pokażę nieraz, na co mnie stać.

Już masz skonkretyzowane plany na ten nowy sezon?

- Będzie wyglądał podobnie jak tegoroczny, z tym że zaczynam dużo wcześniej, bo już w styczniu jadę na Tour de San Luis w Argentynie. Startowałem tam sześć lat temu. Znam go dobrze i tam właśnie rozpocznę sezon i zakończę go w październiku na Giro di Lombardia.

A po drodze będą wielkie toury. Czy już wiesz, w których wystartujesz?

- Tak. Będzie to Giro i Vuelta. I na pewno Tour de Pologne. Trzy najważniejsze punkty sezonu.

Dowiedz się więcej na temat: Przemysław Niemiec | kolarstwo | Vuelta a Espana

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje