Polska czekała 1004 dni. Stanisław Aniołkowski znów dał powód do dumy
Tegoroczny sezon w wykonaniu Stanisława Aniołkowskiego jest bardzo udany, kto wie - może nawet najlepszy w dotychczasowej karierze. Szybki Polak kilkukrotnie meldował się już w ścisłej czołówce ważnych wyścigów, ale kropki nad "i" w postaci zwycięstwa brakowało. To w końcu nadeszło w środę, na 4. etapie Tour of Turkey, wyścigu ProSeries. Nasz sprinter uniósł ręce w górę i dał polskiej, męskiej szosie najcenniejszy skalp od ponad 1000 dni.

Tour of Turkey przez lata zaliczany był do cyklu World Tour, podobnie jak "nasz" Tour de Pologne. Obecnie już ten status stracił (jest imprezą ProSeries, czyli - upraszczając - o szczebel niżej), jednak wciąż potrafi przyciągnąć na start zwracające uwagę nazwiska. Zachwyca też trasą. Organizatorzy mają talent do wyszukiwania ekstremalnie trudnych wspinaczek, w tym roku serwując peletonowi między innymi morderczy podjazd na Kiran czy... 21-kilometrowy Feslikan, z którym zawodnicy zmierzą się w sobotę.
Błysk Aniołkowskiego. Polska czekała ponad 1000 dni
Środa, czyli czwarty dzień zmagań był jednak dedykowany najszybszym zawodnikom stawki. 130-kilometrowy odcinek z Marmaris do Fethiye miał się zakończyć sprintem. I tak faktycznie było, dodatkowo w typowym dla tej imprezy, mocno chaotycznym stylu. Żadna z ekip nie zdołała na ostatnich kilometrach sformułować trwałego pociągu, a o sukcesie decydowała raczej czysta szybkość zawodników i odpowiedni "timing" - umiejętność przyspieszenia w idealnym momencie. A obie te składowe to mocne punkty "naszego" Aniołkowskiego.
Polak w końcówce był pozostawiony sam sobie i zaczynał sprint z dość odległej pozycji, ale nie było to dla niego przeszkodą. Sprawnie zyskał na finałowych metrach kilka pozycji, dzięki którym wypracował sobie wolną przestrzeń, by przegonić rozpoczynającego sprint Fernando Gavirię (Caja Rural) i naciskających Davide Persico (Polti) oraz Riley'a Pickrella (Modern Adventure).
Linię mety przeciął jako pierwszy, dając swojej ekipie jeden z cenniejszych skalpów w tym sezonie, a sobie samemu - pierwszy triumf od prawie trzech lat. Jednocześnie - dla polskiego kolarstwa w męskim wydaniu to największy sukces od lipca 2023 roku i zwycięstwa Rafała Majki na 3. etapie Tour de Pologne z metą w Kudowej-Zdroju.
29-letni Aniołkowski notuje świetny sezon 2026. W jego trakcie był już między innymi czwarty w wyścigu World Tour, Ronde Van Brugge (dawniej znanym jako Classic Brugge-De Panne) czy 18. w Paryż-Roubaix.















