Polak walczył o medal, Rosjanin chciał pomścić rodaka. Na mistrzostwach Europy zadecydowały ułamki sekund
4 lutego, w przedostatnim dniu trwania mistrzostw Europy w kolarstwie torowym w tureckiej Konyi, oczy polskich kibiców skierowane były na Mateusza Rudyka, który miał realną szansę na wdarcie się na podium zawodów w sprincie. 30-latek walczył dzielnie, ale najpierw uległ w półfinale Brytyjczykowi Matthew Richardsonowi, a potem, w walce o brąz, przegrał z Rosjaninem Nikitą Kiriłcewem, choć w drugim wyścigu różnica między zawodnikami była naprawdę mikroskopijna, a tzw. decider, czyli swoista dogrywka, wydawała się niewykluczona...

Wraz z początkiem lutego do tureckiej Konyi zjechała się śmietanka kolarstwa torowego z całego "Starego Kontynentu" na 17. już edycję mistrzostw Europy - a w gronie pretendentów do medali nie zabrakło również oczywiście i Polaków.
W przedostatnim dniu trwania zawodów miało dojść m.in. do rozstrzygnięcia w sprincie mężczyzn - i tu uwagę polskich kibiców przyciągał Mateusz Rudyk, który w wielkim stylu przebrnął drogę przez wcześniejsze fazy ME.
Oławianin w rundzie kwalifikacyjnej zajął świetne czwarte miejsce, które pozwoliło mu awansować bezpośrednio do 1/8 finału. Na tym etapie pokonał zaś Rosjanina Nikitę Kałacznika, a później, w ćwierćfinale, wyeliminował Niemca Maximiliana Dörnbacha.
ME w kolarstwie torowym: Wielki bój Rudyka o brąz, Rosjanin był jednak nie do przegonienia
To oznaczało, że Rudyk przedostał się do strefy medalowej - i w środowe popołudnie podszedł do zmagań w półfinale z Brytyjczykiem Matthew Richardsonem. Ten jednak był nie do dogonienia - przy pierwszym wyścigu Polak miał czas +0,356 s względem Brytyjczyka, przy drugim +1,159.
To jednak nie kończyło sprawy, bo Rudyk miał wciąż w perspektywie współzawodnictwo o brąz, do którego podszedł wespół z Rosjaninem Nikitą Kiriłcewem. Po godz. 18.30 według czasu polskiego wszystko stało się jasne.
W pierwszym wyścigu reprezentant "Biało-Czerwonych" stracił do Kiriłcewa, startującego pod neutralną flagą, +0,127 s. W drugiej odsłonie rywalizacji różnica była jeszcze mniejsza - Rudyk pojechał wolniej o 0,085 s, natomiast musiał on mimo wszystko pożegnać marzenia o podium. Do trzeciego wyścigu, tzw. decidera, już nie doszło - Rosjanin zgarnął brązowy krążek, mszcząc się w swoisty sposób za wcześniejszą porażkę Kałacznika, kolegi z kadry.
Tym samym Mateusz Rudyk powtórzył swój rezultat z ubiegłorocznych ME - wówczas także zajął czwarte miejsce, ale jego pogromcą był wtedy Francuz Rayan Helal. Niemniej Oławianinowi należą się gratulację za wielkie zawzięcie.
Lavreysen zdetronizowany. Richardson wygrał w trzecim wyścigu
Jeśli zaś mowa o walce o złoto, to tam emocji również było co nie miara - w pierwszym wyścigu Holender Harrie Lavreysen pokonał Richardsona o 0,039 s, ale potem Brytyjczyk się "odgryzł" i przy drugiej konfrontacji wygrał o 0,146 s. W deciderze różnica na korzyść zawodnika ze Zjednoczonego Królestwa była po raz kolejny minimalna - 0,097 s. Tym samym Lavreysen po trzech latach nieustannych triumfów w sprincie został w końcu zdetronizowany.













