Reklama

Reklama

Piotr Wadecki: Michał odjechał od peletonu jak profesor

"Taktykę przygotowaną na wyścig udało się zrealizować w stu procentach" – mówi trener kolarskiej kadry Piotr Wadecki. Jak przyznaje w rozmowie z RMF FM, pochwalić trzeba cały biało-czerwony zespół. "Michał wiedział, że musi wykończyć fantastyczną pracę chłopaków" - podkreśla Wadecki.

Patryk Serwański: Polacy bardzo długo jechali na czele peletonu, gonili ucieczki. Michał Kwiatkowski cały czas schowany, oszczędzający siły. To był plan zakładany od początku, czy musieliście go modyfikować?

Piotr Wadecki: Plan, który założyliśmy od początku, udało się zrealizować w stu procentach. Chodziło nam o to, by Michał dojechał w jak największym komforcie do ostatnich kilometrów. Widzieliśmy, że jest mocny i - jeśli zaatakuje kilka kilometrów przed metą - to może dojechać. Zadaniem wszystkich chłopaków było zapewnienie Michałowi tego komfortu. Trasa była bardzo kręta - były podjazdy, zjazdy, duża część prowadziła przez miasto. W momencie, kiedy nasi chłopcy prowadzili peleton, Michał mógł jechać spokojnie, bez większego wysiłku. Nie był narażony na kraksy. Wszyscy wykonali tytaniczną pracę, a Michał świetnie to wykończył.

Skąd siły czerpał Maciej Paterski? Bardzo długo prowadził peleton, pomagał Michałowi do ostatnich kilometrów i jeszcze zajął dobre 17. miejsce.

- Cała dziewiątka była fantastycznie dysponowana. Byliśmy wiodącym zespołem w tym wyścigu. Maciek zachował siły do samego końca. Kasował wszystkie niebezpieczne odjazdy jeszcze w ostatniej części wyścigu. Gdyby Maciek jechał na swoje konto, mógłby walczyć o pozycje medalowe, ale postawiliśmy wszystko na jedną kartę - na Michała.

Michał Kwiatkowski był wymieniany w gronie faworytów, ale szczególnie w kolarstwie to grono zawsze jest duże i niełatwo sprostać takim oczekiwaniom.

- Myślę, że ta jazda chłopaków z przodu peletonu upewniła Michała w tym, że ma za sobą bardzo silny zespół. To go dodatkowo wzmocniło, dodało mu pewności siebie. Czuł się zobowiązany, żeby tą pracę wykorzystać. Zrobił to po mistrzowsku, odjechał od peletonu jak profesor.

Przyzna pan, że możliwość wystawienia maksymalnego, 9-osobowego składu to ogromny komfort dla trenera.

- Jeszcze kilka lat temu mieliśmy kłopot ze skompletowaniem składu na mistrzostwa. W tej chwili wybieraliśmy z grona kilkunastu zawodników, którzy gwarantowali dobry poziom. Zależało mi, żeby pojechała zgrana ekipa. Chciałem zbudować zespół, który da z siebie wszystko i pozwoli liderowi walczyć o medal. Na odprawie powiedziałem chłopakom, że mają pojechać tak, żeby na mecie żaden z nich nie mógł stwierdzić, że coś można było zrobić lepiej. Jestem dumny, że mogłem prowadzić taką reprezentację. To jeden z najpiękniejszych dni w naszym życiu.

Piotr Wadecki też trafia do tej kolarskiej historii...

- Moim marzeniem była ta koszulka mistrza świata. Ocierałem się o medale w trakcie kariery, ale nie udało się osiągnąć aż tak wiele. Cieszę się, że w tej trenerskiej roli udało się to nadrobić.

Teraz trzeba tylko liczyć, że ten sukces przełoży się na rozwój kolarstwa w Polsce.

- Jak nie teraz to chyba nigdy. Kiedyś moim marzeniem był Wyścig Pokoju, potem igrzyska olimpijskie, czy Tour de France. Wszystko to zrealizowałem. Teraz chciałbym, żebyśmy mieli polską drużynę, która wystartuje w Wielkiej Pętli. Głęboko wierzę w to, że zbudujemy w naszym kraju taki zawodowy zespół. Marzę tylko o tym, żeby w takiej drużynie byli choć w części tacy zawodnicy jak ci, którzy walczyli w Ponferradzie.

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Michał Kwiatkowski | kolarskie MŚ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje