Reklama

Reklama

Msza św. w intencji Ryszarda Szurkowskiego. "Wjechał na metę ostatniego etapu swojego życia"

Kilkaset osób pożegnało - zmarłego 1 lutego - Ryszarda Szurkowskiego podczas Mszy Świętej w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. - Ile to razy zdobyłeś metę nie zważając na peleton, pokonując wszystkich i często siebie. Wiem to, ponieważ przeważnie asystowałem ci na kole. Dziś twoja meta dotarła sama do Ciebie, a Twój peleton przyjaciół wciąż znajduje się na kole wspólnego losu – mówił w imieniu byłych kolarzy, wielki przyjaciel zmarłego mistrza, Tadeusz Mytnik.

To był jeden z ostatnich etapów Ryszarda Szurkowskiego na ziemi. Trumna z ciałem najwybitniejszego polskiego kolarza w historii została przeniesiona w asyście Kompanii Honorowej Wojska Polskiego spod ołtarza Świątyni Opatrzności do samochodu firmy pogrzebowej. W połowie tej drogi w świątyni rozległy się oklaski jak wtedy kiedy przyjeżdżał na metę zwycięskich wyścigów.

Trudno było ukryć wzruszenie, nie uronić łzy. Odszedł jeden z najwybitniejszych polskich sportowców. W plebiscycie na sportowca XX wieku był drugi, tuż za multimedalistką olimpijską Ireną Szewińską, zmarłą nie tak dawno temu - w czerwcu 2018 roku. W piątek Ryszarda Szurkowskiego żegnali sportowcy i trenerzy z tamtych lat, dziennikarze, którzy relacjonowali jego wygrane wyścigi, jego wychowankowie, których wykształcił potem na mistrzów.

Reklama

Byli przedstawiciele Kancelarii Prezydenta, przedstawiciele rządu w tym Minister Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu Piotr Gliński. Prezydent Andrzej Duda odznaczył pośmiertnie Ryszarda Szurkowskiego Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

- Niósł Polakom radość w smutnych i szarych czasach PRL-u. Ulicy pustoszały, gdy cala Polska zasiadała przed telewizorami i przy radioodbiornikach, by śledzić kolejne zwycięstwa niedościgłego mistrza i jego kolegów. A on przepięknie się im odpłacał sięgając po medale i trofea. Odejście takiego mistrza to jest wielka strata dla całej Polski - mówił w mowie pożegnalnej minister Piotr Gliński.

Ryszard Szurkowski został doceniony nie tylko za to, co zrobił podczas kariery sportowej i po jej zakończeniu jako trener i człowiek, ale też za niezwykły hart ducha i wytrwałość, jaką okazał po fatalnym wypadku w czerwcu 2018 roku. Musiał się wtedy poddać rehabilitacji. Każdego dnia walczył o zdrowie.

-  On po mistrzowsku znosił niesprawność swojego ciała. Mistrz życia w radości i pokoju, w szczęściu i nieszczęściu. Mistrz życia, bo po mistrzowsku znosił smak zwycięstw i porażki. Dziś jest przed Bogiem, mistrzem największych dzieł, mistrzem miłości, prawdy i miłosierdzia. Niechże ten boski mistrz obejmie uściskiem miłości Ryszarda, który wjechał na metę ostatniego etapu swojego życia - mówił biskup Marian Florczyk.

- Kiedy wraz z Kajetanem Broniewskim (byłym wioślarzem - przyp. ok) odwiedziliśmy Ryszarda w dniu jego urodzin (12 stycznia tego roku - przyp. ok) widzieliśmy na jego twarzy wielką radość i wzruszenie. Rozmawialiśmy o planach na ten rok, o igrzyskach olimpijskich kondycji polskiego kolarstwa, która tak bardzo leżała nam na sercu. Pokazywał gabinet do rehabilitacji, gdzie będzie ćwiczył. Zawsze kiedy go odwiedzałem chwalił się postępami w powrocie do sprawności. Podkreślał za każdym razem ile pracy i wysiłku kosztuje  go każdy dzień. Porównywał do czasów gdy był u szczyty sławy. Mówił: "Wtedy gdy trenowaliśmy w porównaniu z tym co robię teraz, to był mały pikuś". Nie załamywał się. Podkreślał powiedzenie naszego ukochanego trenera Henryka Łasaka: "Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą" - powiedział świetny przed laty kolarz, jego kolega z drużyny narodowej Mieczysław Nowicki.

Wszystkich wzruszył Tadeusz Mytnik, jego przyjaciel, którego Ryszard traktował niczym brata.

- Ryszard! Ile to razy zdobyłeś metę nie zważając na peleton, pokonując wszystkich, i  często siebie. Wiem to, ponieważ przeważnie asystowałem ci na kole. Dziś moje myśli zatrzymały się w Barcelonie. Wtedy zdarzyło się coś niewiarygodnego. Nie tylko w sportowym wymiarze. Wtedy meta stała się udziałem dwóch Polaków - Twoim i Staszka (Szozdy, jego wielkiego rywala, zmarłego we wrześniu 2013 roku - przyp. ok).

Dziś tylko kolejność się odwróciła. Dziś twoja meta dotarła sama do Ciebie, a Twój peleton przyjaciół wciąż znajduje się na kole wspólnego losu. Niby to oczywiste, że każdy wyścig ma swój start i metę, jednak stojąc na tej ostatecznej dla Ciebie mecie jest mi zwyczajnie smutno. Oto pożegnalna meta. Żegnam Ciebie dumny z naszej przyjaźni, która przetrwała nie tylko na szosie. Nazwałeś mnie kiedyś bratem i zawsze tak będę cię wspominał - mówił Mytnik, niektóre zdania wystąpienia przerywając płaczem.

- Stałeś się sportową legendą największego formatu, ale zawsze byłeś człowiekiem największego formatu. Każdy z nas ma dwie daty. Jedną znamy. Wiele dróg Ryszard miał i w tej jego drodze jest ta druga data, którą on, ani my nigdy nie znaliśmy - pierwszy, drugi, 2021. Ryszard, wyścig trwa. Żegnaj! - zakończył swoje przemówienie Tadeusz Mytnik.

Ostatnią ziemską drogę Ryszard Szurkowski przebędzie 13 lutego. Wtedy w rodzinnej miejscowości Świebodowie koło Milicza na Dolnym Śląsku odbędzie się pogrzeb polskiego kolarza wszech czasów.

Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje