Reklama

Reklama

Michał Kwiatkowski powalczy o mistrzostwo świata

- To będzie wyścig dla takich zawodników jak Alejandro Valverde, Simon Gerrans czy Rui Costa. Byłem w stanie walczyć z nimi na wiosnę, ale nie wiem ile mi zostało paliwa na końcówkę sezonu - powiedział dziesiąty kolarz światowego rankingu Michał Kwiatkowski przed mistrzostwami świata, do których się przygotowuje.

Żałuje pan, że nie pojechał w Tour de Pologne?

Michał Kwiatkowski: - Oczywiście, że tak. Tour de Pologne jest wyścigiem wyjątkowym dla każdego polskiego kolarza. Dla mnie to praktycznie jedyna okazja, oprócz mistrzostw Polski, aby pokazać się przed naszymi kibicami. To, co zrobił na Tour de Pologne Rafał Majka, było niesamowite, ale nie jest dla mnie zaskoczeniem. Znam Rafała i wiem jaki ma talent. Styl, w jakim zwyciężył, jest godny podziwu. Kibice chyba za bardzo nie odczuli, że nie było mnie na tym wyścigu.

Tour de France nie był dla pana udany. Wystartuje pan we Francji za rok?

Reklama

- Nie wiem, jaki będzie mój przyszłoroczny kalendarz. Nie analizowałem jeszcze mojego startu w Tour de France, ale wydaje mi się, że niektóre wcześniejsze wyścigi mógłbym odpuścić, na przykład Tour de Romandie. Zauważyłem, że nie potrzebuję tak wielu startów, żeby być w formie. Wręcz przeciwnie, po okresie treningów potrafię być dobrze przygotowany. Wyścigi bardzo dużo mnie kosztują - czy to klasyki, w których jedzie się od startu do mety z maksymalną koncentracją, czy to etapowe, gdzie zawsze walczyłem w klasyfikacji generalnej. Wiem, że muszę ograniczyć swój kalendarz. Fajnie, że mogłem zebrać kolejne doświadczenie, nie tylko w Tour de France, ale też w Mediolan-San Remo, we Flandrii, w ardeńskich klasykach. Tego doświadczenia nikt mi nie odbierze.

Spróbuje pan w przyszłości swoich szans w Paryż-Roubaix?

- Raz w życiu chciałbym przejechać Paryż-Roubaix, ale chyba nie nadeszła jeszcze pora, by próbować w nim swoich sił. Jest to wyścig specyficzny, dla specjalistów, a ja wciąż szukam swojej drogi i nie chcę się ukierunkowywać tylko na klasyki, bo jeszcze nie wiem, na co mnie stać.

Jak pan odpoczywał po Tour de France?

- Miałem kilka dni bez roweru. Pojechałem nad jezioro w Olsztynie i od razu zachorowałem, przez dwa dni miałem grypę żołądkową. Tak to widocznie jest z moim organizmem, że jak tylko trochę odpuszczę, od razu wirusy atakują. Potrzebowałem jednak czasu spędzonego w domu, mogłem złapać oddech. Po tygodniu od Tour de France wsiadłem z powrotem na rower i teraz jestem w trakcie przygotowań do następnych wyścigów. Trenuję spokojnie, bo do mistrzostw świata jest jeszcze sporo czasu. Nie chcę popełnić tego błędu, co w zeszłym roku. Byłem w niezłej formie na klasyki w Kanadzie, ale leżałem tam w kraksie, miałem problemy z aklimatyzacją i w efekcie nie byłem przygotowany do mistrzostw we Florencji tak, jak bym chciał.

W mistrzostwach świata w hiszpańskiej Ponferradzie wystartuje pan w jeździe drużynowej na czas?

-  Raczej tak, choć nie mogę powiedzieć, że na pewno, bo w ekipie Omega Pharma-Quick Step jest wielu świetnych "czasowców". Jeżeli będę w dobrej dyspozycji, to chciałbym stanąć na starcie i bronić tytułu z zeszłego roku. Nie wiem jeszcze, co z indywidualną czasówką, bo nie zawsze mi wychodziła. Myślę bardziej o wyścigu ze startu wspólnego. Dotychczas nigdy nie czułem się w tym wyścigu w optymalnej formie. Może dlatego, że jechałem wcześniej czasówkę. Skłaniam się ku temu, by tym razem odpuścić start w jeździe indywidualnej na czas.

Selekcjoner reprezentacji Piotr Wadecki widzi w panu jednego z faworytów wyścigu o mistrzostwo świata. Powiedział, że jeśli będzie pan w takiej formie, jak na wiosnę w klasykach Liege-Bastogne-Liege czy Amstel Gold Race, to może pan zdobyć tęczową koszulkę.

- To będzie wyścig dla takich zawodników jak Alejandro Valverde, Simon Gerrans czy Rui Costa. Byłem w stanie walczyć z nimi na wiosnę, ale nie wiem ile mi zostało paliwa na końcówkę sezonu. Będę chciał podjąć walkę, ale mam dopiero 24 lata i nie mogę zagwarantować, że będę w tak wysokiej formie, bo tego nie wiem.

Czy miał pan okazję poznać trasę w Ponferradzie? Podobno tamtejsza runda to "trudniejsza Sobótka".

- Nie byłem w Ponferradzie, ale znam profil trasy. W Sobótce trudniejszy podjazd jest na początku rundy - pod Tąpadłe. W Hiszpanii z kolei odwrotnie - podjazd jest pod koniec rundy, po nim szybki zjazd, ostry zakręt w prawo i krótka prosta do mety. Myślę, że wyścig będzie można rozegrać na ostatnim podjeździe. Nie będę jednak gdybał, bo przecież tak samo mogło być w zeszłym roku we Florencji, a - jak wiemy - warunki pogodowe zmieniły wszystko.

Wraca pan do rywalizacji 31 sierpnia klasykiem w Plouay. Przed mistrzostwami świata pojedzie pan jeszcze wyścig Dookoła Wielkiej Brytanii. Czy wystartuje pan w tych wyścigach, aby powalczyć, czy może budować formę na mistrzostwa świata.

- Zdecydowanie, aby budować formę. Rok temu w Kanadzie chciałem powalczyć i efekt nie był dla mnie dobry. Myślę o tych startach we Francji i w Anglii na spokojnie. Teraz liczą się tylko mistrzostwa świata.

Rozmawiał Artur Filipiuk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL