Reklama

Reklama

Mateusz Rudyk: Stawiam wszystko na jedną kartę

Olimpijski medal to cel jaki wyznaczył sobie kolarz torowy Mateusz Rudyk i konsekwentnie dąży do realizacji tego celu. Sprawdzianem formy były igrzyska europejskie, ale tam medalu zdobyć się nie udało. Rudyk potwierdził jednak przynależność do światowej czołówki torowych sprinterów, mimo to po tym starcie czuje lekki niedosyt.

"Można było "ugryźć" brązowy medal, było naprawdę blisko, ale trochę zabrakło. Skończyłem z czwartym miejscem, ale i tak była to fajna przygoda. Nie byłem jeszcze ani na igrzyskach olimpijskich, ani europejskich, więc poczuć tę atmosferę, zobaczyć jak to wszystko wygląda, było to fajnym przeżyciem i doświadczeniem, poprzedzającym te igrzyska olimpijskie w Tokio. Już tak naprawdę po Rio powiedziałem sobie, że stawiam wszystko na jedną kartę i poświęcam się w 100 procentach przygotowaniu do Tokio i to cały czas trwa. Z roku na rok robię progres, tak jak cała nasza kadra. Teraz nam się trener zmienił po mistrzostwach świata, ale jestem dobrej myśli. Na razie jesteśmy na dobrym miejscu w kwalifikacjach. Jedną nogą już jesteśmy w Tokio, ale jeszcze cały sezon przed nami, od mistrzostw Europy, przez Puchary Świata aż po mistrzostwa świata. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć - tak, jedziemy na igrzyska" - powiedział.
 
Mateusz Rudyk nie ukrywa, że jego marzeniem jest wywalczenie olimpijskiego medalu w Tokio.
"Jeśli uda się zakwalifikować, a jestem dobrej myśli, do Tokio na pewno nie pojadę na wycieczkę, tylko chcę tam walczyć o medal. Na mistrzostwach świata w Pruszkowie poczułem już smak medalu, teraz na każdych zawodach udowadniam, że jestem w stanie nawiązać rywalizację ze światową czołówką. Więc wierzę, że do Tokio pojadę po swój wymarzony medal. Zwłaszcza, że teraz nie muszę się martwić o sprawy finansowe podczas przygotowań. Są pieniądze na to, czego potrzebuję i mogę się skupić tylko na przygotowaniach do igrzysk olimpijskich" - zaznaczył Rudyk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL