Reklama

Reklama

Maja Włoszczowska: Główny cel to Tokio

Świat kolarstwa górskiego ma za sobą najtrudniejszy sezon od lat. Maja Włoszczowska zakończyła go jednak z kolejnym trofeum – srebrnym medalem mistrzostw świata w maratonie MTB. Polka, której najważniejszym celem pozostają igrzyska olimpijskie w Tokio nie ukrywa, iż udany występ w tureckiej Sakaryi może sprawić, że kariery nie zakończy bezpośrednio po starcie w Japonii.

Tomasz Czernich, Interia.pl: Czy to był najdziwniejszy rok w Twojej karierze?

Reklama

Na pewno. Trzeba było adaptować się do tego, co się działo na bieżąco, niczego nie dało się przewidzieć. To był rok "na przetrwanie", ale finalnie cieszę się, że skończył się sukcesem, za jaki można uznać to, że jakiekolwiek starty doszły do skutku. Na dobrą sprawę od sierpnia do października ścigaliśmy się niemal bez przerw, co dla światowych władz i organizatorów jest na pewno wielkim osiągnięciem.

Za Tobą długie, wiosenne miesiące bez startów, które wypełniały jedynie treningi. Co było trudniejsze: to, by podtrzymywać wysoką formę bez wiedzy, kiedy będzie mogła zostać spożytkowana, czy może utrzymanie odpowiedniej motywacji bez jasno usytuowanego w czasie celu?

Największym problemem była dla mnie... majowa pogoda (śmiech). Motywacji mi nie brakowało. Kiedy zaczynał się lockdown, byłam w świetnej formie a tak już jest, że w takich okolicznościach treningi "wchodzą" z przyjemnością. Nawet na trenażerze, którego normalnie nie cierpię potrafiłam robić bardzo zaawansowane, ciężkie zajęcia interwałowe. Niestety, w maju, gdy już można było trenować na zewnątrz pogoda się popsuła. Miesiąc był zimny i deszczowy, a to spowodowało, że zaczęłam łapać przeziębienia z którymi długo nie mogłam sobie poradzić. Z tego powodu straciłam formę i potem musiałam ją długo i mozolnie odbudowywać. Udało się to tylko częściowo, nie doszłam do poziomu na jakim byłam w marcu/kwietniu. Fajnie, że mimo to udało się uratować sezon i zanotować kilka niezłych wyników, ale marcowo-kwietniowy okres zszargał mi nieco nerwy.

Zwieńczeniem intensywnego, 2020 roku były dla Ciebie mistrzostwa świata w maratonie MTB, odbywające się w Turcji, gdzie wywalczyłaś srebrny medal. Czy ten występ od początku był w Twoim kalendarzu, czy może to pandemia sprawiła, że oglądaliśmy Cię na starcie?

Udział w tej imprezie uzależniałam od samopoczucia i motywacji. Często jest tak, że planując sezon zakłada się różne występy, a potem intensywność startów sprawia, że organizm staje się wycieńczony, a energii brakuje. Tym razem czułam, że forma rośnie. Skoro start wiązał się z przedłużeniem sezonu o zaledwie tydzień to nie widziałam przeszkód, by to zrobić, tym bardziej, że w 2020 roku nie ścigaliśmy się zbyt wiele.

Więcej aktualności sportowych znajdziesz na sport.interia.pl Kliknij!

Dowiedz się więcej na temat: Maja Włoszczowska | Igrzyska Olimpijskie w Tokio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama