Reklama

Reklama

Komisja sejmowa debatowała o kolarstwie, hokeju i curlingu. Przedstawiciele PZKol nie przyszli

"Jestem zaskoczona, że nie ma z nami przedstawicieli Polskiego Związku Kolarskiego" - stwierdziła Anna Krupka, podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Słowa padły na początku posiedzenia sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki.

Czwartkowe posiedzenie miało być poświęcone aktualnej sytuacji i planom działania w najbliższej przyszłości trzech związków sportowych: kolarskiego, hokeja na lodzie i curlingu. Wszystkie mają poważne problemy finansowe, ich konta są zajęte przez komorników, fundusze na szkolenie młodzieży są przekazywane nie bezpośrednio, tylko przez Polski Komitet Olimpijski lub związki okręgowe.

Absencja przedstawicieli PZKol. "To przykre"

Jednak w Sejmie przedstawicieli PZKol nie było. "To przykre, że takie jest podejście tego związku do komisji sejmowej. Pomimo tego, proponuję, że przedstawię informację resortu na temat aktualnej sytuacji w PZKol" - dodała Krupka.

Reklama

Po niej zabrał głos poseł Tomasz Zimoch (PO). Potwierdził, że w związku źle się dzieje, że nadal nie ma żadnego planu naprawczego, który już dawno miał być przedstawiony w resorcie sportu. W tej sytuacji Zimoch zasugerował, aby dyskusję o PZKol przenieść na inny termin, gdy przedstawiciele związku będą obecni.

Związek miał nie otrzymać zawiadomienia

Jeszcze mocniej brak działaczy PZKol ocenił poseł Jakub Rutnicki (PO).

"Jesteśmy tym faktem oburzeni, to skandal, resort powinien wyciągnąć konsekwencje" - stwierdził. Dodał jednak, że trzeba ustalić, czy wysłane 13 maja z sekretariatu komisji do PZKol zaproszenie na posiedzenie faktycznie dotarło.

W tym momencie do prowadzącego posiedzenie Marka Matuszewskiego (PiS) dotarła informacja od prezesa związku, że nie otrzymał zawiadomienia, stąd jego nieobecność. W tej sytuacji dyskusję o tym, co się dzieje w PZKol przełożono na następne posiedzenie.

W hokeju bez zmian

W Polskim Związku Hokeja na Lodzie - w opinii resortu - sytuacja w ostatnim czasie nie uległa zasadniczej zmianie. Nadal są tam bardzo poważne problemy finansowe. Choć istnieje program naprawczy, to jednak nie udało się go w 2020 roku z powodu światowej pandemii koronawirusa realizować.

"Związek z racji zadłużenia nie otrzymuje nadal bezpośrednio środków budżetowych, są one na szkolenie młodzieży kierowane poprzez Polski Komitet Olimpijski i Śląski Okręgowy Związek Hokeja na Lodzie. W 2020 roku przekazaliśmy na ten cel 1,5 mln złotych" - powiedziała Krupka.

Aktualną sytuację w PZHL przedstawił prezes Mirosław Minkina. Jest już trzecim sternikiem hokejowej centrali w ostatnich latach.

"Nasze zadłużenie wynosi 18 mln złotych, to dla nas paraliż. Większość jesteśmy winni ministerstwu, wystąpiliśmy do resortu o umorzenie zadłużenia. Sprawa jest rozpatrywana, być może zostanie rozstrzygnięta do końca maja. Dla nas, abyśmy mogli działać, konieczne jest odblokowanie kont bankowych. Aktualnie wszystko, co na nie wpływa, jest zajmowane przez komornika. Już od dość dawna szukamy sponsora strategicznego, ale dotychczas bezskutecznie" - powiedział Minkina.

"Plany upadły przez koronawirusa"

Prezes PZHL dodał, że związek otrzymał ze światowej federacji pożyczkę w wysokości 200 tysięcy franków szwajcarskich, dzięki temu mógł kontynuować działalność, m.in. prowadzić rozgrywki ligowe.

"Nasze plany finansowe, które mieliśmy w 2020 roku, upadły na skutek koronawirusa. Pandemia spowodowała, że nie odbyły się trzy duże zaplanowane imprezy, w tym mistrzostwa świata grupy B, które miały przynieść nam spore dochody" - wyjaśnił Minkina.

Przedstawiciel resortu odniósł się do wniosku PZHL o umorzenie zadłużenia. Takie rozwiązanie nie jest stosowane - wyjaśnił. Możliwe jest jedynie rozłożenie płatności na raty, co już było stosowane w innych związkach sportowych, lub odroczenie terminu.

Komplikacje w curlingu

Jeszcze bardziej skomplikowana jest sytuacja w Polskim Związku Curlingu, który został 6 lutego 2020 roku zawieszony przez światową federację.

"Sytuacja jest bez zmian. W sądzie w Warszawie trwa postępowanie o rozwiązanie związku, który rażąco naruszał przepisy ustawy o sporcie. W naszej opinii nie ma perspektyw na spłatę zadłużenia, resort nie ma żadnych kontaktów z przedstawicielami związku. Nie ma tam prezesa zarządu, nie ma z kim rozmawiać. Ta sytuacja bardzo utrudnia rozwój dyscypliny, szukamy rozwiązania problemu" - wyjaśniła Krupka.

O tym, co się dzieje w curlingu mówił dyrektor sportowy Andrzej Janowski. Ujawnił, że całe zadłużenie, o jakim mówi resort, wynosi tylko 200 tysięcy złotych. Związek, choć zawieszony, dzięki prywatnym funduszom przeprowadził rozgrywki ligowe, chce także walczyć o prawo wystawienia reprezentacji do turnieju kwalifikacyjnego igrzysk w Pekinie.

"Mamy kilka par z dużym potencjałem, nie można ich dorobku zmarnować. Problemy w środowisku narastały przez lata, trudne jest szybko rozwiązać" - wyjaśnił Janowski. Kończąc zwrócił się do resortu o pomoc w rozwiązaniu konfliktu między działaczami.

"To są prawdy połowiczne"

Poseł Małgorzata Niemczyk (PO), która od lat śledzi sytuację w Polskim Związku Curlingu nie zgodziła się z argumentami Janowskiego.

"To są prawdy połowiczne. Zawodnicy od lat twierdzili, że byli oszukiwani przy rozliczeniach za obozy i zgrupowania. Marnowano środki publiczne, które czasami znikały... Tak było kiedyś z obozem w Finlandii" - przypomniała.

Niemczyk jest zdania, że tylko stanowcze działania resortu i odsunięcie z curlingu skompromitowanych działaczy, może dyscyplinę uzdrowić.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje