Reklama

Reklama

Kolarstwo. Tomasz Marczyński: Nie mogę się doczekać wyścigów

​Tomasz Marczyński, kolarz belgijskiej ekipy Lotto Soudal, z niecierpliwością czeka na wznowienie sezonu po wielomiesięcznej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. Jego pierwszym startem będzie rozpoczynający się 5 sierpnia w Chorzowie Tour de Pologne.

- Czuję głód ścigania, nie mogę się już doczekać wyścigów. Pewnie każdy kolarz to odczuwa, każdy solidnie trenował, a im bliżej wznowienia sezonu, tym bardziej intensywnie. Czekają nas trzy miesiące ścigania, praktycznie bez przerwy i formę trzeba mieć od początku. Spodziewam się bardzo wysokiego poziomu już na Tour de Pologne - powiedział Marczyński.

Reklama

Ostatnie ponad trzy tygodnie Marczyński spędził w górach Sierra Nevada w południowej Hiszpanii. Na portalach społecznościowych zamieszczał piękne zdjęcia ze swoich treningów. Krajobraz księżycowy - szutrowe drogi, skały, przepaście. Żadnego drzewa, żadnych ludzi.

- Rzeczywiście, na wysokości powyżej trzech tysięcy metrów widoki są jak z Księżyca. Trenuję tutaj sam, spotykam bardzo mało ludzi, ryzyko zakażenia koronawirusem jest minimalne. Ile kilometrów przejechałem? Nie wiem, jednostki treningowe liczę raczej w godzinach, ale myślę, że mogło się uzbierać około trzech tysięcy kilometrów miesięcznie - ocenił.

Podczas Tour de Pologne 36-letni Marczyński chciałby powalczyć o zwycięstwo etapowe, którego nie ma jeszcze w dorobku, a być może o koszulkę najlepszego "górala". To trofeum zdobył dwukrotnie - w 2012 i 2013 roku.

- Chciałbym wypaść jak najlepiej. W naszej drużynie liderem na klasyfikację generalną będzie Belg Tim Wellens, który wygrał już Tour de Pologne (w 2016 roku - PAP). Nie ukrywam, że będzie to dla nas wyjątkowy wyścig. Wystartuje dokładnie w rocznicę śmierci naszego kolegi Bjorga Lambrechta, i w dodatku z tego samego miejsca, z którego wyruszył on do swojego ostatniego etapu w życiu, czyli ze Stadionu Śląskiego w Chorzowie. To będzie szczególny dzień dla całego Tour de Pologne, a zwłaszcza dla naszej drużyny - podkreślił.

Wyścig zakończy się 9 sierpnia w Krakowie, rodzinnym mieście Marczyńskiego. Sześć dni później czeka go start w klasyku Il Lombardia, w którym wystąpi razem z Wellensem.

- Jeśli chodzi o kolejne wyścigi, to nie mam jeszcze sprecyzowanych planów - wspomniał zwycięzca dwóch etapów Vuelta a Espana 2017.

Nie chciał zdradzić, czy wystartuje w największym wyścigu w Hiszpanii. Z powodu koronawirusa tegoroczna edycja Vuelty została przesunięta z przełomu sierpnia i września na sam koniec sezonu - ma się odbyć od 20 października do 8 listopada.

Marczyński od wielu lat mieszka w Hiszpanii. W drugiej połowie marca i pierwszej kwietnia, gdy notowano w tym kraju najwięcej przypadków koronawirusa, nie miał możliwości powrotu do Polski, ale znalazł bardzo oryginalny sposób na kwarantannę domową: na swojej działce pod Grenadą zaorał pole i posadził ok. 50 drzewek awokado.

- Przez półtora miesiąca bawiłem się w rolnika, dużo czasu spędzałem na łonie natury. Drzewka awokado przyjęły się, rosną, co mnie bardzo cieszy. Najważniejsze, żeby przetrwały pierwszą zimę i jeśli się to uda, później będzie już z górki. Pierwsze owoce powinny być za dwa, może za trzy lata - dodał kolarz ekipy Lotto Soudal.

Rozmawiał: Artur Filipiuk 

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Marczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje