Reklama

Reklama

Kolarstwo. Tadej Pogaczar: Słowenia oszalała. Wszyscy są tacy szczęśliwi

Tadej Pogaczar ma prawo być w euforii po zwycięstwie w wyścigu Tour de France. 22-letni kolarz zachwycił publiczność na całym świecie i sprawił, że kibice w jego kraju oszaleli na punkcie jego sukcesu. „To był wyścig, o którym marzyłem jako dziecko” – powiedział Słoweniec podczas środowej wideokonferencji.

22-letni Słoweniec pokazał kolarskiemu peletonowi, kto w tym roku jest królem Tour de France. Tadej Pogaczar swoim zwycięstwem nie tylko zadziwił świat, ale wprawił również w stan niedowierzania samego siebie. Triumf w tak prestiżowym wyścigu nie śnił mu się nawet po nocach.

Reklama

O swoich odczuciach opowiedział podczas środowej wideokonferencji. Młody kolarz wyznał, że jego życie wywróciło się do góry nogami w jednej chwili. Ze smakiem zwycięstwa łączy się wdzięczność dla losu i wszystkich osób, które do tego się przyczyniły. Kolarz stwierdził jednak, że wciąż odczuwa szaleństwo i nie wie do końca, co dzieje się wokół niego.

"Od grudnia celem numer jeden dla nas jest Tour de France. Mimo wszystko niespodzianką było przybycie do Paryża w żółtej koszulce. Celem było zajęcie miejsca w pierwszej dziesiątce, nawet w pierwszej piątce" - powiedział Tadej Pogaczar.

Reprezentant grupy UAE Team Emirates z pokorą opowiedział o odczuciach po wielkim sukcesie. Wynik, który osiągnął, jeszcze kilka dni temu wydawał mu się niemożliwy do wykonania.

"Kiedy znalazłem się na drugim miejscu, moim pomysłem stała się obrona tego wyniku, ponieważ Primoż Roglić wydawał się niemożliwy do pokonania ze swoją bardzo silną drużyną. Myślę, że trochę potrwa, zanim się z tym oswoję. To był wyścig, o którym marzyłem jako dziecko" - dodał zwycięzca tegorocznego Tour de France.

Pogaczar stwierdził, że Słowenia oszalała po jego triumfie oraz drugim miejscu jego krajana z teamu Jumbo-Visma. Sam zawodnik nie może jednak oddać się radości świętowania z uwagi na ograniczenia związane z pandemią i przede wszystkim fakt, że sezon jeszcze nie dobiegł końca.

"Wszyscy są tacy szczęśliwi, ale zostaję w swoim mieszkaniu w Monako, gdzie jest dużo ciszej. W przypadku koronawirusa trudno jest świętować z tymi wszystkimi ludźmi. Poza tym sezon się nie skończył. Trzeba być skupionym i zdrowym" - nadmienił jeszcze Pogaczar.

Teraz utalentowanego kolarza czeka koncentracja na starcie w mistrzostwach świata we włoskim Imoli. Być może również tam pokaże swoją dominację nad resztą peletonu.

AB 

 

Dowiedz się więcej na temat: Tadej Pogaczar | kolarstwo | tour de france

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama