Reklama

Reklama

Kolarstwo. "Sempre Con Noi". Cztery lata od śmierci Michele Scarponiego

17 kwietnia 2017 roku Michele Scarponi wygrał pierwszy etap wyścigu Tour of the Alps, zakładając koszulkę lidera klasyfikacji generalnej. Niespełna pięć dni później już nie żył. Zabił go samochód dostawczy.

Urodzony w 1979 roku w położonym niedaleko wybrzeża Adriatyku Jesi Michele kolarstwem zarażony został już jako dziecko. W wieku ośmiu lat, z okazji pierwszej komunii świętej, otrzymał swój pierwszy rower, będący dla niego impulsem do rozpoczęcia treningów. Sukcesy przyszły już w kategoriach juniorskich. Jako 17-latek wywalczył złoty medal mistrzostw kraju, brał też udział w mistrzostwach świata. Na szczebel zawodowy wkroczył w 2002 roku, w barwach ekipy Acqua & Sapone. 

Największe swoje sukcesy odnosił jednak zdecydowanie później, bo na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku. W 2011 roku ukończył Giro d'Italia na drugiej pozycji w klasyfikacji generalnej, a po dyskwalifikacji Alberto Contadora przyznano mu zwycięstwo w tej imprezie. W swoim "palmares" miał też między innymi triumfy w Tirreno-Adriatico, Giro del Trentino czy Volta a Catalunya. Obok wyników skupiał jednak uwagę swoją otwartością. Był niezwykle pozytywnie nastawiony do życia i w peletonie wzbudzał powszechną sympatię. - Był bardzo wesołym i zabawnym człowiekiem, razem z nim na wyścigach zawsze pojawiała się dobra atmosfera. Kiedy jechał z nami na wyścigu, nigdy nie było cicho, nawet jak coś nie szło to żartował - mówił o nim Przemysław Niemiec, nasz były zawodowy kolarz, który wraz ze Scarponim jeździł w ekipie Lampre.

W sezonie 2017 Włoch był już bardzo doświadczonym zawodnikiem. Mając 38 lat na karku wciąż stawiał sobie jednak ambitne cele, a jednym z nich było upragnione, drugie podium klasyfikacji generalnej Giro d'Italia. Od pierwszych w sezonie startów udowadniał, że taki wynik jest realny. Piąte miejsce Volta a Murcia czy zwycięstwo w Settimana Internazionale Coppi e Bartali tylko potwierdzały, że dyspozycja się "zgadza", a przygotowania idą w dobrym kierunku.

Reklama

Świetna próba generalna

Próbą generalną przed startem w Corsa Rosa był Tour of the Alps, znany wcześniej jako wspomniane już Giro del Trentino. "Scarpa" zaczął ten wyścig wręcz fantastycznie - wygrał premierowy etap z metą w Innsbrucku. Ostatecznie w pięciodniowej imprezie zajął czwarte miejsce, tracąc do zwycięzcy - Gerainta Thomasa 27 sekund. Giro d'Italia miało rozpocząć się już za kilkanaście dni - 5 maja. Rutynowanego zawodnika nie było już jednak na starcie.

22 kwietnia, dzień po zakończeniu Tour of the Alps, Scarponi trenował w pobliżu Filottrano, gdzie na co dzień mieszkał. Tuż po godzinie 8:00 wyjeżdżająca z podporządkowanej drogi furgonetka nie ustąpiła mu pierwszeństwa. Doszło do zderzenia. Mimo, iż na miejsce w ciągu kilku minut przybyły służby ratunkowe, życia zawodnika nie udało się uratować. Zginął na miejscu. Jego odejście było dla całego kolarskiego świata gigantycznym wstrząsem. Zawodnicy, którzy jeszcze kilkanaście godzin wcześniej rywalizowali z nim w wyścigu, byli w wielkim szoku. Bulwersujące były też okoliczności, w jakich doszło do zdarzenia: okazało się, że 57-letni sprawca złamał przepisy, gdyż był rozproszony korzystaniem ze smartfona. 

Żegnały go tłumy

Na pogrzeb kolarza ściągnęły wielotysięczne tłumy. Część zawodników prosiła o zgodę na wycofanie się z planowanego w terminie ceremonii Tour de Romandie, by móc w niej uczestniczyć. Wśród żałobników byli m.in. Aleksander Winokurow, Peter Sagan, Vincenzo Nibali czy znany trener, Roberto Mancini. Wzruszające obrazki żony i dwójki dzieci, żegnających Scarponiego obiegły świat. Wydarzenie transmitowała na żywo "La Gazzetta dello Sport". Na tym jednak nie koniec, bowiem minutą ciszy uczciły pamięć zawodnika kluby Serie A. 

Pamięć o zawodniku żywa jest do dziś. W rocznicę jego śmierci powszechne jest hasło "Sempre con noi" ("Zawsze z nami"). Wspominają go między innymi Vincenzo Nibali oraz jego ostatnia grupa, Astana. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje