Reklama

Reklama

Kolarstwo. Remco Evenepoel powraca. Zapowiada atak na Giro d'Italia

Remco Evenepoel, zaledwie 20-letni kolarz grupy Deceuninck - Quick Step w sierpniu ubiegłego roku doznał poważnego wypadku, spadając z wiaduktu w przepaść. Zaledwie kilka miesięcy później trenuje już z drużyną i zapowiada, że w maju zamierza powalczyć o zwycięstwo w jednym z najważniejszych wyścigów świata - Giro d'Italia.

Niedoszła gwiazda futbolu

Evenpoel, który przed przejściem do świata kolarstwa trenował z sukcesami piłkę nożną (grał m.in. w juniorskiej drużynie Anderlechtu, dziewięć razy wystąpił w juniorskich reprezentacjach kraju) porzucił ten sport przez brak porozumienia z trenerami. Szybko przekonał się jednak do kolarstwa i okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Swoich rywali w młodszych kategoriach wiekowych wręcz miażdżył. Przykład? W sezonie 2018 zwyciężał łącznie aż 34 razy, zdobywając między innymi po dwa złote medale mistrzostw Europy i świata juniorów (w jeździe indywidualnej na czas i wyścigu ze startu wspólnego).

Reklama

Miał jednak dopiero 18 lat, a kolarstwo nie nawykło do tak młodych mistrzów. Powszechne było przekonanie, że Belg owszem, świetnie rokuje, lecz potrzebuje jeszcze kilku lat rywalizacji w młodszych kategoriach wiekowych (juniora i Orlika, czyli kolarza do 23. roku życia), by okrzepnąć i nabrać doświadczenia. Zdania tego nie podzielał jednak jeden z najpotężniejszych ludzi peletonu - Patrick Lefevere, menedżer ekipy Deceuninck - Quick Step, który zaproponował mu kontrakt w swojej drużynie. Jako jeden z nielicznych zdawał sobie sprawę, że kto jak kto, ale Remco czasu już nie potrzebuje.

Rozpychając się łokciami

Pomijając kategorię Orlika, Evenepoel w lutym 2019 roku rozpoczął rywalizację z największymi tuzami peletonu. Nie odstawał, wręcz przeciwnie - szybko zaczął ich zawstydzać. W klasyfikacji generalnej wyścigu najwyższego szczebla - World Tour - Tour of Turkey zajął czwarte miejsce, a z miesiąca na miesiąc coraz bardziej się rozkręcał. W sierpniu wygrał prestiżowy wyścig Classica San Sebastian, popisując się karkołomnym, jak mogło się wydawać, samotnym atakiem w stylu największego kolarskiego mistrza wszech czasów - Eddy'ego Merckxa. Pięć dni później został mistrzem Europy seniorów - niespełna 12 miesięcy po tym, jak zdeklasował rywali w kategorii juniorskiej. We wrześniu, podczas mistrzostw świata przegrał tylko z Rohanem Dennisem, sięgając po srebro.

Tempo rozwoju Remco zadziwiało jeszcze bardziej w sezonie 2020, w trakcie którego wygrał wszystkie (tak, to nie pomyłka) wyścigi, w których brał udział: Vuelta a San Juan, Volta ao Algarve, Vuelta a Burgos, aż wreszcie - Tour de Pologne. Triumf w tym ostatnim zapewnił sobie, atakując na przedostatnim etapie niemal 50 kilometrów od mety i wjeżdżając na nią minutę i 48 sekund przed drugim Jakobem Fuglsangiem. Była to największa przewaga na szczeblu World Tour w całym sezonie. Istny nokaut.

Wielki powrót

Zaledwie sześć dni po tym sukcesie piękny serial Belga został przerwany. Podczas monumentu Il Lombardia, na niebezpiecznym, krętym zjeździe popełnił błąd i wypadł z zakrętu. Pech chciał, że nie tylko uderzył w zabezpieczający trasę mur, ale stoczył się z niego, spadając w kilkumetrową przepaść. Nieliczne powtórki zdarzenia dawały wręcz przerażający obraz sytuacji. Wydawało się, iż Remco wyjdzie z tego wypadku z bardzo poważnymi obrażeniami. O ile w ogóle go przeżyje. Na szczęście szybko pojawiły się dość optymistyczne informacje - miał "tylko" pękniętą miednicę, co przy takim zdarzeniu wydawało się wręcz nieprawdopodobnie szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Owszem, kilka tygodni spędził przykuty do łóżka, ale już późną jesienią zaczął stawiać pierwsze kroki, co dawało nadzieję, że zdoła powrócić do peletonu w rekordowo szybkim tempie.

Plan ten jest na dobrej drodze do realizacji. Evenepoel trenuje już z drużyną i rysuje ambitne plany na 2021 rok, których najważniejszym punktem ma być Giro d'Italia - drugi najbardziej prestiżowy wyścig kalendarza, ustępujący jedynie Tour de France. Celem 20-latka będzie rzecz jasna walka o zwycięstwo. Gdyby udało mu się tego dokonać, po raz kolejny przesunąłby granicę swoich możliwości, triumfując w swoim debiucie w wyścigu trzytygodniowym. W dodatku - zaledwie dziewięć miesięcy po makabrycznym wypadku. 

TC

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Sprawdź!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje