Reklama

Reklama

Katarzyna Niewiadoma marzy o medalu na igrzyskach w Rio de Janeiro

Katarzyna Niewiadoma zaskakuje tempem, w jakim rozwija swoją kolarską karierę. Piękna Góralka przyznaje, że inspiruje ją krajanka - Justyna Kowalczyk. Ma zaledwie 21 lat, a już zapowiada, że w sierpniu walczyć będzie o olimpijski medal. Jej tegoroczne wyniki świadczą, że to realne.

W minionym sezonie nie tylko zdobyła mistrzostwo Europy do lat 23, a z igrzysk europejskich przywiozła srebrny medal. Przede wszystkim udowodniła, że jest w stanie walczyć z najlepszymi. Wygrała pięciodniowy wyścig Euskal Emakumeen Bira w Hiszpanii, a inne kończyła w czołówce. Podczas drużynowej "czasówki" na mistrzostwach świata zajęła trzecie miejsce, a indywidualnie była siódma, co zresztą ambitna zawodniczka na mecie odebrała jako... porażkę.

Interia: U progu minionego sezonu spodziewała się pani, że osiągnie tak wartościowe wyniki?

Reklama

Katarzyna Niewiadoma: - Przyznam się, że nie. Moim celem jest progres z roku na rok. Chcę iść do góry i widzieć, że ciężka praca przynosi efekty. O koszulce mistrzyni Europy marzyłam od zawsze. Stanąć na najwyższym stopniu podium, usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego... Potem, przed olimpiadą w Baku nie byłam pewna, czy trasa będzie ciężka czy nie, ale w głębi serca marzyłam, żeby być na podium. Dla mnie to coś szczególnego, gdy mogę wejść na podium w koszulce polskiej kadry, a nie grupy, w której ścigam się na co dzień. Ogromnie się z tego cieszę.

Kolarstwo jest dyscypliną sportu, w której na sukcesy trzeba poczekać. Nie chodzi jedynie o doświadczenie, ale życie pokazuje, że w kolarstwie najlepsze wyniki osiąga się koło trzydziestki. Pani mimo młodego wieku już z powodzeniem rywalizuje z doświadczonymi rywalkami. Czego więc możemy spodziewać się w przyszłym sezonie?

- To dla mnie bardzo ważny sezon ze względu na igrzyska. Z drugiej strony, chcę wszystko robić ze spokojną głową, być pewna, że zdrowie mi dopisuje, żeby nie w pewnym momencie nie okazało się, że mam jakiś problem i przykładowo muszę zrobić dwutygodniową przerwę. Muszę przypilnować sprawy, o których nie myśli się często i potem śledzić plan treningowy, robić wszystko na sto procent, żeby nie mieć żadnych wątpliwości, że mogłam zrobić coś lepiej.

Ma pani opinię prawdziwej wojowniczki, która zawsze walczy o zwycięstwo, ale jaki wynik podczas igrzysk da pani satysfakcję?

- Szczerze powiem, że medal. Bez względu na to, z jakiego kruszcu. To byłoby niesamowite. Najbardziej cieszyłoby mnie to, jakby moja rodzina była dumna z tego. Zawsze największego "kopniaka", satysfakcję daje mi to, jak widzę, że tato czy mama są szczęśliwi.

KLIKNIJ I CZYTAJ DALEJ!

Porównując kobiece kolarstwo z męskim są aspekty, w których wciąż między nimi jest przepaść.

- Tak, choćby nagłośnienie medialne, ale z roku na rok widać ogromną różnicę. Coraz więcej osób zaczyna interesować się naszym kolarstwem, jest więcej wyścigów dla kobiet, są wprowadzane zmiany. Myślę, że za kilka lat będziemy na równym poziomie.

Mówiła pani, że w tym momencie nie jest pani w stanie pogodzić sportu ze studiami, a co chciałaby pani studiować?

- W liceum lubiłam matematykę. Myślałam o ekonomii, ale teraz nie wyobrażam sobie siebie siedzącej za biurkiem i papierkowej roboty. Dlatego teraz wybrałabym coś bardziej związanego ze sportem. Cały czas myślę, co mogłoby to być. Mam milion pomysłów na minutę...

Wzoruje się pani na kimś w karierze sportowej?

- Nie ukrywam, że dla mnie największą idolką była, jest i będzie Justyna Kowalczyk. Obserwuję ją na Facebooku i widzę, ile wkłada pracy, żeby być tam, gdzie jest. Tak mnie inspiruje, że z każdym jej postem, mam dodatkową motywację, żeby iść w jej ślady.

Rozmawiał Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama