Odkąd Tour de l'Avenir stał się wyścigiem dla Orlików (czyli od 1992 roku) nie mieliśmy Polaka, który był w stanie z powodzeniem nawiązać walkę w klasyfikacji generalnej. Aż do teraz. Jan Jackowiak ukończył zmagania na ósmej pozycji, "po drodze" dokładając etapowe podium na najtrudniejszym, szóstym etapie. 18-latek rozwija się w znakomitym tempie, a wynik z Francji to kolejne już potwierdzenie jego potencjału.
Tomasz Czernich: Nie mogę zacząć inaczej, jak od pytania o Twój start w Tour de l'Avenir. Jak oceniasz ten występ? Wszystko poszło tak, jak sobie zakładałeś?
- Jan Jackowiak (kolarz Bahrain-Victorious Development Team, 8. zawodnik Tour de l'Avenir, medalista MŚ juniorów): Myślę, że jako drużyna wróciliśmy z tego wyścigu bardzo zadowoleni. Wywalczyliśmy zieloną koszulkę, wygraliśmy jeden z etapów, łącznie czyterokrotnie zajmowaliśmy miejsca na podium. Niewiele było ekip, które mogły być równie usatysfakcjonowane, może poza zespołem zwycięzcy (wyścig wygrał Lorenzo Finn z Red Bull - BORA - przyp.red.). Jeśli o mnie chodzi, to patrząc na całokształt, to jak pojechałem taki etapowy wyścig - jestem zadowolony.
- W tym roku, po opuszczeniu kategorii juniora wiele rzeczy się dla mnie zmieniło. Parę miesięcy temu wydawało mi się, że sporo wiem o tym, jak działa mój organizm i co mu służy. Teraz, wraz z każdym kolejnym wyścigiem wszystko się zmienia a ja ciągle się uczę. Rywalizuję na zupełnie innych obciążeniach. Cieszę się z tego, jak zniosłem zmagania w Tour de l'Avenir, nawet w porównaniu do Giro di Sardegna, w którym startowałem na początku tego roku. Wtedy długość etapów robiła na mnie wrażenie, teraz, jadąc przez siedem dni w maksymalnym skupieniu i na 100% możliwości nie jestem tak wyczerpany, jak byłem wtedy.
Avenir to było dla Ciebie największe wyzwanie w dotychczasowej karierze?
- Skala wyzwania była naprawdę duża. Z jednej strony, trzeba było pokazać umiejętności jazdy w każdym terenie, z drugiej - wciąż być maksymalnie skupionym i nie popełniać błędów. Etapów było siedem, a każdy z nich był trochę jak jednodniowy wyścig, więc było nerwowo. Jak na Tour de France, w którym co prawda nie mogłem jeszcze jechać, ale o którym opowiadali mi starsi koledzy.
- Swoje zrobił też fakt, że tylko raz zdarzyło się, żebyśmy więcej niż jedną noc spędzili w tym samym hotelu. Zdarzył się nawet 4,5 godzinny transfer. Napięcie towarzyszy w zasadzie nieustannie, bo ciągle jest coś, na czym trzeba się skupić, czego trzeba dopilnować. Nie można zbyt późno zjeść kolacji, trzeba odpowiednio policzyć kalorie, wszystko uzupełnić w specjalnej aplikacji. Myślę, że nie odbiegało to od tego, co znają kolarze jeżdżący w World Tourze.
Mówiłeś o tym, że ten wyścig był dla Ciebie okazją do nauki. I to mimo faktu, że jako pierwszoroczny junior ukończyłeś go na 8. miejscu. Czy nie jesteś dla siebie aby zbyt surowy?
- Zawsze celuję bardzo wysoko i jestem wobec siebie krytyczny. Myślę, że nauczyłem się bardzo dużo na temat tego, gdzie są moje limity. Zdaję sobie sprawę, że ten wyścig naprawdę nie wyszedł źle, ale jestem przekonany, że doświadczenia, które nabyłem i rozwiązania, które przed nim i w trakcie wdrożyliśmy pokazały, że do celu nie zawsze prowadzi tylko jedna droga. Wydawało mi się po prostu że wiem więcej, o tym co mi służy, a co nie. Ten wyścig pokazał, że nie do końca tak jest.
Jackowiak: Obciążenia są znacznie wyższe
Sam już wspomniałeś, że ten rok jest dla Ciebie wyjątkowy. Co takiego zmieniło się po dołączeniu do drużyny rozwojowej Bahrainu?
- Na pewno obciążenia są znacznie, znacznie wyższe niż w kategorii juniora. Mam też nowego trenera (Hendrik Plevoets - przyp.red.), który ma zdecydowanie inne metody pracy, niż to, co znałem wcześniej. Rywalizacja jako Orlik jest również kompletnie inna pod względem taktyki, no i dochodzi to, o czym mówiłem wcześniej - trzeba cały czas być niezwykle uważnym. Jako junior wydawało mi się, że udaje się utrzymywać wysoką formę przez cały sezon bez przerwy. Teraz, kiedy ma się słabszy dzień, trudno to tak po prostu ukryć chowając się w peletonie. W kwestii codziennej pracy - doszło też więcej ćwiczeń na siłowni.
Wiem, że Twoim kolejnym celem są mistrzostwa świata w Kanadzie. Jak będziesz się do nich przygotowywać? Znasz swój kalendarz na końcówkę sezonu?
- Niedługo ruszam do Andory na zgrupowanie razem z reprezentacją. Faktycznie, czeka mnie występ w mistrzostwach świata, a po nich może jeszcze kilka innych wyścigów, ale nic nie jest jeszcze w tej kwestii potwierdzone.
Twoje wyniki odbijają się szerokim echem w całym środowisku, więc nie mogę nie zapytać również o przyszłość - w sezonie 2027 będziesz nadal związany z ekipą rozwojową Bahrain-Victorious, czy może czeka na Ciebie inne wyzwanie?
- Myślę, że plany są… otwarte. Przede wszystkim, przede mną jeszcze kilka startów obecnego sezonu. Osobiście myślę, że powinienem jeszcze przez rok zostać w ekipie rozwojowej i przyzwyczaić się w ten sposób do rozgrywania wyścigów w roli jednego z faworytów. Właśnie pod kątem nabywania doświadczenia myślę, że pozostanę w devo i będę łączył część startów z drużyną World Team.













