Reklama

Reklama

Igrzyska Europejskie. Maja Włoszczowska: Pozostał pewien niedosyt

Maja Włoszczowska (Kross Racing Team), która z Baku wróciła z brązowym medalem I Igrzysk Europejskich zdobytym w kolarstwie górskim w konkurencji cross-country, przyznała, że pozostał u niej pewien niedosyt.

- Zawody w stolicy Azerbejdżanu wspominać będę bardzo przyjemnie, ale pozostał pewien niedosyt. Zwyciężczyni Jolanda Neff, zaostrzyła mój apetyt na sukcesy w drugiej części sezonu i na pewno jej nie odpuszczę - powiedziała.

Reklama

Jak oceniła, Szwajcarka jest bardzo mocna i posiada wrodzony talent kolarski, ale nie ma w stosunku do niej najmniejszych kompleksów.

- Postaram się pracować na treningach jeszcze ciężej, by w kolejnych zawodach zamienić się z nią miejscami - podkreśliła.

Igrzyska w Baku były dla niej nowym, ciekawym doświadczeniem. - Na początku roku byłam trochę rozdarta: czy nastawić się na wyścigi o Puchar Świata, czy na Baku. Wybrałam drugą ewentualność i uznałam igrzyska za swój cel numer jeden w pierwszej części sezonu, zwłaszcza, że zostałam ich ambasadorką. Czułam się nieformalnym kapitanem polskiego zespołu i był to dla mnie wyjątkowo miły zaszczyt - wspomniała.

Co na trasie wyścigu dawało się jej we znaki? - Dzień był upalny, ale także wietrzny. Jak zwykle, dopiero na mecie odczułam trudy rywalizacji, a głowa mi dymiła. Trasa była odkryta i płaska w porównaniu z innymi, taktyka miała na niej znaczenie decydujące. Wolę długie podjazdy, na których męczę rywalki tempem. Tym razem było trudniej się od nich oderwać - wyjaśniła.

Co czeka ją w najbliższym czasie? - W weekend, w mojej rodzinnej Jeleniej Górze, odbędą się zawody Trophy Maja Włoszczowska MTB Race 2015. To dla mnie liczący się sprawdzian formy, tym ważniejszy, że ścigać się będę przed moimi najwierniejszymi kibicami - powiedziała srebrna medalistka olimpijska z Pekinu i mistrzyni świata z 2010 roku.

W ubiegłym sezonie startowali zawodnicy z 17 krajów, w tym mistrzowie świata i Europy, co w połączeniu z pozytywnymi opiniami władz UCI sprawiło, że impreza otrzymała teraz kategorię Horse Classe, a więc tuż za Pucharem Świata.

Później Włoszczowska planuje starty w kolejnych imprezach Pucharu Świata.

- W lipcu odbędą się zawody w Lenzerheide w Szwajcarii, a w sierpniu w Mont-Sainte Anne w Kanadzie, która to miejscowość szczególnie miło mi się kojarzy, gdyż właśnie tam założyłam tęczową koszulkę mistrzyni świata. Również w sierpniu są zawody w Windham w USA i we włoskim Val di Sole. Jeszcze nie wiem, czy wystartuję we wszystkich pozostałych - poinformowała.

Po dotychczasowej rywalizacji w klasyfikacji PŚ jest szósta, z niewielką stratą do czwartej zawodniczki.

- Cel minimum to lokata w piątce, ale nastawiam się na wyższą. Chyba już wyczerpałam limit pecha i urazów z pierwszych tegorocznych zawodów tej rangi, których gospodarzem było czeskie Nove Mesto i niemieckie Albstadt.

We wrześniu w Vallnord w Andorze, odbędą się mistrzostwa świata.

- To dla mnie na ten rok cel numer jeden. Jeśli wszystko potoczy się pomyślnie, powalczę o najwyższe trofeum. Może właśnie tam pokonam Jolandę Neff. Mam już trochę dość tych sreber i brązów - dodała z uśmiechem.

Czy poznała już trasę, na której rywalizować będą kolarze górscy w igrzyskach olimpijskich?

- Jeszcze nie, ale wszystko wyjaśni się po rekonesansie w Rio de Janeiro, na który wybieram się w październiku - powiedziała Maja Włoszczowska.

Rozmawiał Andrzej Basiński

Dowiedz się więcej na temat: Maja Włoszczowska | igrzyska europejskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje