Reklama

Reklama

Giro d'Italia - Przemysław Niemiec: Nie myślę o awansie

Przemysław Niemiec, szósty w kolarskim Giro d'Italia po dwóch tygodniach wyścigu, o swoich szansach na wysoką lokatę nie chce się wypowiadać. Podkreśla, że cel jego ekipy Lampre-Merida nie uległ zmianie - to miejsce na podium Włocha Michele Scarponiego.

- Nie myślę o awansie. Jadę z dnia na dzień, generalnie jak najbliżej Scarponiego - powiedział Niemiec.

W końcówce niedzielnego etapu na przełęczy Galibier miał jednak odrobinę swobody. Gdy zwycięstwo etapowe Włocha Giovanniego Viscontiego było już niezagrożone, a z niewielkiej grupki z faworytami wyścigu oderwało się dwóch Kolumbijczyków i Rafał Majka, Niemiec nie oglądał się na Scarponiego i dołączył do uciekinierów. Ostatecznie zajął trzecie miejsce.

- Zrobiłem to z własnej inicjatywy. Pozostał kilometr do mety, była szansa na atak, więc z niej skorzystałem - opowiadał 33-letni kolarz z Oświęcimia.

Reklama

W poniedziałek, ostatnim dniu przerwy w wyścigu, Niemiec mógł wreszcie odpocząć, dłużej pospać. Jego ekipa zatrzymała się w hotelu u stóp Galibier. Zaplanowano tylko półtoragodzinną przejażdżkę, aby "poruszać trochę nogami".

- Trudno powiedzieć do jakiego stopnia mój akumulator już się wyczerpał. Mamy w nogach dwa tygodnie rywalizacji, często w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych. Pogoda nas nie rozpieszcza. Ogólnie nie jest źle. Scarponi jest w tej chwili piąty w klasyfikacji i ma szansę stanąć na koniec wyścigu na podium. Gdybym miał typować pierwszą trójkę Giro, to znalazłby się w niej na pewno Vincenzo Nibali, którego trudno będzie przeskoczyć. Pokazał, że jest bardzo mocny. Ponadto o podium powinni walczyć Cadel Evans albo Mauro Santambrogio oraz, mam nadzieję, Scarponi - ocenił.

Niemiec zdaje sobie sprawę z tego, że może odnieść historyczny sukces, bo dotychczas najwyższym miejscem Polaka w Giro d'Italia było dziewiąte Zenona Jaskuły w 1991 roku, ale ostrożnie mówi o swoich szansach. - Tak, wiem, że Jaskuła był przed laty dziewiąty. Podium dla mnie? Jest blisko, ale jednocześnie daleko - podkreślił.

W klasyfikacji generalnej jest po 15 etapach szósty, tracąc do Nibalego tylko 4.35 min. Asekurowany przez Niemca Scarponi plasuje się na piątej pozycji, mając stratę do lidera mniejszą o 43 sekundy.

Polski kolarz nie nastawia się specjalnie na żaden z sześciu pozostałych etapów. Cieszy go fakt, że w czwartek jazda indywidualna na czas z Mori do Polsy będzie prowadzić pod górę, ponieważ w terenie płaskim jego szanse byłyby mniejsze. Trasę sobotniego odcinka, z Silandro do Tre Cime di Lavaredo, który - według ekspertów - będzie decydujący, zna tylko częściowo. - Jeździłem po tych górach, ale nie po wszystkich - wspomniał.

Niemiec chwali sobie krioterapię, z której korzysta po każdym etapie. - Jest dobrym uzupełnieniem masażu. Po raz pierwszy mamy do dyspozycji mobilną kriokomorę. Poza tym startujemy na nowych rowerach, z nowym osprzętem. Są znacznie lepsze od poprzednich - zakończył Niemiec.

Rozmawiał Artur Filipiuk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama