Reklama

Reklama

Baranowski: Jestem zszokowany wyznaniem Armstronga

Najlepszy polski kolarz przełomu wieków Dariusz Baranowski jest bardzo poruszony wyznaniem Lance'a Armstronga, swojego byłego kolegi z grupy US Postal Service, który w wywiadzie telewizyjnym przyznał się do stosowania niedozwolonego dopingu.

- Po prostu szok. Nie znajduję innych słów na wyrażenie swojego kompletnego zaskoczenia jego słowami. Wielu uwierzyło w jego wcześniejsze zapewnienia, że jest kompletnie "czysty" i ja znalazłem się wśród nich, ale nie tylko dlatego, że przez pewien czas ścigaliśmy się w jednej grupie, ale z tej przyczyny, że widziałem, jak ogromną pracę wykonuje na treningach - powiedział Baranowski.

Popularny "Ryba", który w 1998 roku zajął 12. miejsce w Tour de France, jeszcze przed kilkoma miesiącami bronił go, gdy ten został zdyskwalifikowany dożywotnio przez Amerykańską Agencję Antydopingową (USADA).

Reklama

- Mówiłem, że Lance został zaszczuty, że rozpętano na niego nagonkę i że uwzięli się na niego zazdrośnicy. Wtedy byłem święcie przekonany, że tak właśnie było. Tyle razy zapewniał, że nie brał dopingu, że teraz wiadomość, że kłamał, jest tym bardziej przykra. Cóż, bardzo się pomyliłem, a wraz ze mną wielu kolarzy i kibiców - stwierdził.

- Lance w wywiadzie powiedział, że dopingowało się wraz z nim około dwustu kolarzy. Moim zdaniem mocno przesadził i chce po prostu się do pewnego stopnia usprawiedliwić i wybielić - zaznaczył.

Swoją wiarę w sportową postawę Armstronga, z którym jeździł w jednej ekipie w 1998 roku, Baranowski uzasadnił następująco: - Widziałem, jak morderczą pracę wykonuje Lance, zwłaszcza w Alpach i Pirenejach. Oglądałem jego treningi przed wyścigami Dookoła Holandii oraz Paryż-Tours, w których razem jechaliśmy. Dlatego mu wierzyłem. Powiem coś, co dla wielu może się wydać czymś kontrowersyjnym. Wydaje mi się, że niedozwolone środki aż tak bardzo mu nie pomogły, to był człowiek o wyjątkowo silnym organizmie i ogromnej motywacji. Może nie stosując dopingu też wygrałby Tour de France lub byłby w jego czołówce, a dopingował się tylko "dla pewności"? Może nie zasługuje na bezwzględne potępienie? Oczywiście nie usprawiedliwiam go, ale chyba nigdy się nie dowiemy całej prawdy o Armstrongu. Być może za swoje wyznanie podczas wywiadu otrzyma wielkie pieniądze.

"Ryba" wspomniał jeszcze o innym aspekcie sprawy. - Znowu powiem coś kontrowersyjnego, ale kto wie, czy dla kolarstwa nie byłoby lepiej, gdyby tego wywiadu nie było? Chociażby dlatego, że teraz wielu miłośników kolarstwa za nic nie uwierzy w autentyczną klasę zawodowej czołówki i zawsze będzie kwestionować wyniki badań antydopingowych. Zapanuje powszechna nieufność, która skrzywdzi niejednego asa stosującego się w sposób rygorystyczny do zasad czystego sportu.

Rozmawiał Andrzej Basiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje