Reklama

Reklama

  • 1 .Lechia Gdańsk (22 pkt.)
  • 2 .Lech Poznań (21 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (21 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (19 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)
  • 6 .Jagiellonia Białystok (15 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (15 pkt.)
  • 8 .Piast Gliwice (14 pkt.)

Zagłębie Sosnowiec. Tomasz Nowak: Trzeba nam oddać, że potrafiliśmy się podnieść

W Sosnowcu rozpamiętują poniedziałkową stratę punktów w niesamowitym meczu ze Śląskiem Wrocław (3-3). Beniaminek z 0-2 wyciągnął na 3-2 w drugiej połowie, grał przez pół godziny w przewadze, ale ostatecznie skończyło się na podziale punktów. - Na pięć meczów przegraliśmy cztery, ze Śląskiem do przerwy przegrywaliśmy 0-2, a mimo to potrafiliśmy odwrócić losy rywalizacji. To o czymś świadczy - mówi Tomasz Nowak, pomocnik sosnowiczan.

Doświadczony zawodnik pojawił się na boisku w drugiej połowie w miejsce Calluma Rzoncę. Pomógł swojej drużynie w niesamowitym odrabianiu strat. Beniaminkowi wystarczyło dziesięć minut, żeby strzelić wrocławianom trzy gole! Między 56. a 65. minutą do siatki trafiali Vamara Sanogo (dwukrotnie) i Żarko Udoviczić.  

- Co trener mówił w szatni? Nie było mnie tam wtedy, bo byłem akurat na rozgrzewce. Założenia na cały mecz były takie same, żeby grać wysoko i zdominować przeciwnika. Te dwie stracone bramki w pierwszej połowie podcięły nam skrzydła, ale potrafiliśmy z tego wyjść. Dzięki dobrej grze mieliśmy sytuacje, dobrze wyglądała współpraca Szymka Pawłowskiego z "Sanim". Dobrze na skrzydłach prezentowali się "Żaro" czy Konrad Wrzesiński, tak że ta nasza ofensywa zaczęła stwarzać sytuacje - opowiada Nowak.

Reklama

- Pierwsza połowa w naszym wykonaniu może nie była fatalna, ale straciliśmy dwie bramki. Pokazaliśmy jednak po przerwie, że potrafimy się podnieść, że potrafimy strzelać bramki i fajnie grać tak, jak w poprzednim sezonie. Ze Śląskiem wyciągnęliśmy na 3-2 i szkoda, że potem w końcówce daliśmy sobie strzelić bramkę. Szkoda tego, ale trzeba nam oddać to, że potrafiliśmy się podnieść. Na pięć meczów przegraliśmy cztery, ze Śląskiem do przerwy przegrywaliśmy 0-2, a mimo to potrafiliśmy odwrócić losy rywalizacji. Tym bardziej, że drużyna z Wrocławia pokazała, że potrafi grać, a bramki zdobywała po ładnych zespołowych akcjach. Nie było to przypadkowe, zresztą nie grają tam przypadkowi zawodnicy - podkreśla pomocnik Zagłębia.

- Na pewno szkoda tego, że prowadząc ze Śląskiem nie wykorzystaliśmy sytuacji, które mieliśmy. Gdyby tak było, to wszystko potoczyłoby się po naszej myśli. Nieważne czy 3-2 czy 4-2, grając w osłabieniu nie powinniśmy byli pozwolić przeciwnikowi, żeby w końcówce egzekwował rzut rożny, a potem rzut karny. Szkoda, że znowu VAR psuje nam humory, no ale jeśli była ręka, to nie ma co dyskutować - mówi 32-letni zawodnik, którego po dwóch latach przerwy ponownie możemy oglądać na ekstraklasowych stadionach.

Nowaka pytamy o kontrowersyjną sytuację z ostatniej minuty, kiedy to na podstawie VAR sędzia Tomasz Kwiatkowski przyznał gościom karnego, zamienionego na gola przez niezawodnego Marcina Robaka.

- Nie widziałem, czy tam była ręka, czy nie. Sędzia poszedł do VAR-u, więc chyba się nie pomylił - odpowiada Nowak.

Po sześciu kolejkach drużyna prowadzona przez Dariusza Dudka ma na swoim koncie 4 punkty i jest na 14. miejscu w tabeli. Kolejnymi rywalami beniaminka będzie Arka w Gdyni w sobotę i Górnik u siebie na Stadionie Ludowym 17 września.

Michał Zichlarz, Sosnowiec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje