Reklama

Reklama

Zagłębie Sosnowiec. Mello: "To dla mnie wielka szansa”

W Sosnowcu trwa odliczanie do pierwszego meczu w Ekstraklasie, które beniaminek rozegra w poniedziałek u siebie z Piastem Gliwice. Być może szansę debiutu w barwach Zagłębia otrzyma w tym spotkaniu brazylijski skrzydłowy Mello.

25-letni pomocnik pojawił się w Polsce rok temu. Pod koniec czerwca 2017 roku przyjechał na sprawdziany do... Zagłębia Sosnowiec. Z podpisania kontraktu nic jednak nie wyszło, bo pierwszoligowe wtedy Zagłębie postawiło na innych zawodników. Zaraz potem Brazylijczyk pojawił się w Chorzowie, gdzie przekonał do siebie sztab szkoleniowy Ruchu. W poprzednim sezonie wystąpił w 26 ligowych spotkaniach chorzowskiej jedenastki, w których zdobył cztery bramki, w tym jedną przeciwko sosnowiczanom na ich terenie.

Kiedy Mello pojawił się w Polsce, dyrektor Ruchu Krzysztof Ziętek podkreślał, że to gracz "z papierami na Ekstraklasę". Teraz piłkarz faktycznie będzie miał szansę debiutu w najwyższej klasie rozgrywkowej w naszym kraju.

Reklama

- Kiedy rok temu przyjechałem do Polski, nikt mnie nie znał. Teraz historia zatoczyła koło. Widać tak chciał Bóg - mówi bardzo religijny piłkarz.

- Po zakończeniu sezonu zostałem zaproszony przez sztab szkoleniowy Zagłębia, żeby przyjechać na treningi. Miałem tydzień czasu na przekonanie wszystkich do siebie. Cieszę się, że tak się stało i podpisałem tutaj kontrakt. Zdaję sobie sprawę, że gra w Ekstraklasie to dla mnie wielka szansa - podkreśla zawodnik z Ameryki Południowej, który z klubem z Sosnowca podpisał dwuletni kontrakt.

Mello, który ma też włoski paszport, jest pełen nadziei przed grą w zespole beniaminka. - Zespół jest mocny i panuje w nim bardzo dobra atmosfera. W ostatnim czasie ciężko pracowaliśmy, żeby jak najlepiej przygotować się do pierwszego meczu. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, jak istotne to spotkanie. Nie wiem czy zagram, ale obojętnie jak będzie, na pewno będę przygotowany. Trener może na mnie liczyć w każdej sytuacji. Dobry start w rozgrywkach na pewno bardzo by nam pomógł - twierdzi Brazylijczyk.

Michał Zichlarz



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL