Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (29 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (28 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (28 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (23 pkt.)
  • 5 .Górnik Zabrze (23 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (22 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (20 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (19 pkt.)

Przez pandemię Zagłębie Sosnowiec traci około 600 tysięcy zł rocznie [WYWIAD]

- Myślę, że doszliśmy na skraj absurdu, jeśli chodzi o oczekiwania piłkarzy w stosunku do klubów. Dziś oczekiwania niektórych kandydatów do gry w pierwszoligowym Zagłębiu są większe niż niektórym zawodnikom płaciliśmy dwa lata temu w Ekstraklasie! To nie idzie w dobrym kierunku - przestrzega Marcin Jaroszewski, prezes Zagłębia Sosnowiec.

48-letni Jaroszewski jest prezesem Zagłębia od 2013 roku. Od tego czasu jego drużyna wiele przeszła, grała na różnych poziomach rozgrywkowych.

Paweł Czado, Interia: Co dla pana jako prezesa jest w tym roku najważniejsze?

Marcin Jaroszewski, prezes Zagłębia Sosnowiec: - Najpierw zachowanie bytu na poziomie pierwszej ligi i zaraz potem tworzenie przez najbliższe pół roku szkieletu drużyny, która w kolejnym sezonie ma być już poważną siłą w tej lidze. 

Czyli nie chodzi tylko o to żeby się utrzymać. Czy właśnie dlatego sprowadziliście do klubu trenera Kazimierza Moskala? Podpisał on kontrakt do końca rozgrywek z opcją przedłużenia o kolejny sezon.

- Dokładnie tak. Zawsze myślimy o klubie długoterminowo, nigdy tylko o najbliższym pół roku choć oczywiście ważne zadanie jest w tym czasie do wykonania. Sprowadzamy zawodników i podpisujemy dłuższe kontrakty z zawodnikami po rozmowach z trenerem Moskalem i z trenerem Robertem Podolińskim [w listopadzie pracujący ostatnio jako ekspert telewizyjny został doradcą zarządu ds. sportowych, przyp.aut.]. Wiemy jakie mamy plany długoterminowe, ale jednocześnie musimy się skupić na utrzymaniu, stąd być może będą jeszcze jakieś wypożyczenia. W jednym okienku nie byłoby nas chyba stać żeby spełnić wszystkie życzenia i oczekiwania, natomiast chcemy połączyć utrzymanie się z budową szkieletu drużyny na kolejne dwa lata.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Reklama

Sprawdź!

Kazimierz Moskal i Robert Podoliński nie będą sobie wchodzić w drogę? 

- Trener Moskal odpowiada za wszystko co dotyczy funkcji pierwszego trenera, natomiast trener Podoliński jest osobą, która pewne rzeczy sugeruje, podpowiada, pomaga, zmusza do dyskusji. Ja nie jestem wykształcony na takim poziomie jeśli chodzi o meandry piłkarskie żeby być partnerem do rozmowy dla sztabu. Trener Podoliński jest więc, powiedzmy, ogniwem pośredniczącym.

Umówiliśmy się, że bez akceptacji pierwszego trenera nie będzie żadnych nowych zawodników w składzie. Nie będzie piłkarzy albo różnych rozwiązań wciskanych na siłę. Nie tędy droga. Owszem możemy dyskutować, spierać się, ale kiedy wychodzimy z pokoju trenerów albo gabinetu prezesa wszyscy mówimy już jednym głosem bez względu na to jak bardzo wcześniejsza dyskusja była burzliwa.

Niezależnie od tego jak spisuje się Zagłębie niedaleko powstaje kompleks sportowy, który zrobi wrażenie na całej Polsce. Zagłębiowski Park Sportowy na Środuli na który będą składały się nowoczesne stadion, hala i lodowisko szybko rośnie i już teraz robi wrażenie. 

- Przyglądam się tej inwestycji jako kibic i mieszkanie Sosnowca, ale jako prezes też o niej myślę. Na samym początku z projektantami spotykały się grupy robocze z poszczególnych sekcji, dyskutowano co musi być uwzględnione i jakie są życzenia. Na jednym z takich spotkań byli też przedstawiciele kibiców. Teraz wszystko toczy się już bez nas, liczymy, że nasze prośby dotyczące obiektów zostaną uwzględnione. Wymogi UEFA dotyczące certyfikacji stadionów są jasne i klarowne i według takich standardów te obiekty są budowane.

Obecnie wszystkie liczące się kluby na Śląsku i Zagłębiu bez wydatnej pomocy finansowej miast nie dałyby rady. Ideałem byłyby kluby prywatne, na razie to niemożliwe. Jak to wygląda obecnie w Sosnowcu?

- Miasto posiada obecnie 95 procent akcji i jest właścicielem spółki. Finansowanie odbywa się głównie przez miasto. Natomiast spółka wypracowuje określony przychód. Były lata - dwa, trzy wstecz - gdzie pieniądze z miasta i wypracowane przez klub były porównywalne; myślę zwłaszcza o sezonie w ekstraklasie.

W innych miastach są finansowania hybrydowe - poprzez stypendia, ekwiwalent reklamowy, promocję miasta. To traktowane jest jak przychód zewnętrzny więc stąd czytamy, że w jednym klubie jest strata a w innym zdołali wypracować zysk. To są jednak tylko manewry księgowe, bo wszędzie mniej więcej wygląda to tak samo. Fakt; gdyby nie miasta, gdyby nie spółki miejskie, gdyby nie firmy powiązane z miastami to sport w Polsce praktycznie by nie istniał

A zwłaszcza futbol.

- Piłka nożna ma to do siebie, że jest bardzo droga i nieprzewidywalna. Zgadzam się, że docelowo kluby powinny być prywatne a kapitał miejski powinien angażować się w mniejszości. Ale wiele spraw na tym świecie powinno wyglądać inaczej i na razie nie ma szans żeby to zmienić. 

Jeśli lokalna gospodarka będzie prężna to będzie się to przekładać na sponsorów zewnętrznych. Jeśli będzie inaczej to miasta - chcąc zachować tradycje i zadośćuczynić lokalnym społecznościom będą takie kluby jak nasz wspierać. Może pójdzie to kiedyś w takim kierunku, że przychód z dnia meczowego plus lokalni sponsorzy będą stanowić większą część finansowania klubu. Tego sobie życzymy, ale tego nie możemy przewidzieć.

Dowiedz się więcej na temat: Zagłębie Sosnowiec | Marcin Jaroszewski | piłka nożna | sport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje