Reklama

Reklama

  • 1 .Wisła Kraków (4 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (4 pkt.)
  • 3 .Lech Poznań (4 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (4 pkt.)
  • 5 .Radomiak (4 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (4 pkt.)
  • 7 .Lechia Gdańsk (4 pkt.)
  • 8 .Piast Gliwice (3 pkt.)

​Wisła Płock - Lechia Gdańsk. Dwa rzuty karne w spotkaniu, ale czy prawidłowe?

W meczu 28. kolejki PKO Ekstraklasy naprzeciwko siebie stanęły drużyny Wisły Płock i Lechii Gdańsk. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem "lechistów" 3-1. Niewątpliwie spore emocje wzbudziły dwa rzuty karne, które podyktował Łukasz Szczech. W jednym z nich niezbędna okazała się pomoc VAR-u. Czy arbiter podjął prawidłowe decyzje?

Pierwszy rzut karny miał miejsce już w 3. minucie spotkania. W narożniku pola karnego z piłką przy nodze znalazł się Conrado, który próbował minąć Jakuba Rzeźniczaka. Obrońca Wisły wystawił nogę, w którą wpadł "lechista" i upadł na ziemię. Początkowo arbiter spotkania nie dopatrzył się przewinienia i nakazał kontynuować grę. W najbliższej przerwie interwencję podjęli sędziowie VAR (Daniel Stefański i Paweł Sokolnicki), którzy dopatrzyli się błędu w pierwotnej decyzji Łukasza Szczecha. Arbiter po obejrzeniu powtórek na monitorze zdecydował się na zmianę decyzji i podyktowanie "jedenastki" dla Lechii Gdańsk.

Reklama

Rzeźniczak faulował

Moim zdaniem decyzja o przyznaniu rzutu karnego jest prawidłowa, gdyż może nie był to ewidentny faul, ale jednak Jakub Rzeźniczak przeszkodził swojemu rywalowi. Bardzo dobrze obrazuje to kamera zza bramki, gdzie widać miejsce kontaktu między zawodnikami. Myślę, że należą się brawa dla VAR-owców za czujność i interwencję.

Drugi rzut karny został podyktowany w 35. minucie. W polu karnym Lechii tyłem do bramki był ustawiony Patryk Tuszyński, który był w posiadaniu piłki. Tuż za nim stał Kristers Tobers, który próbował zabrać piłkę swojemu rywalowi. Nagle napastnik Wisły upadł na murawę i zaczął zwijać się z bólu, a sędzia Łukasz Szczech podyktował rzut karny.

Irytujący Tuszyński

Oglądając powtórki możemy zauważyć, że Tobers minimalnie nadeptuje na stopę rywala i można uznać to za przewinienie. Irytujące jest jednak zachowanie Tuszyńskiego, który zdecydowanie przesadził i wyolbrzymił skutek nadepnięcia, sugerując że na pewno jest faulowany. Osobiście nie lubię takich zachowań u piłkarzy, którzy czekają na minimalny kontakt, aby tylko był podyktowany rzut karny na ich korzyść.

Mimo dość teatralnego upadku Tuszyńskiego, nie możemy zarzucić błędu sędziemu. Ten minimalny kontakt mógł rzeczywiście spowodować upadek i fakt wyolbrzymiania przez zawodnika nie ma tutaj znaczenia.

Łukasz Rogowski

Dowiedz się więcej na temat: Wisła Płock | Lechia Gdańsk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje