Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (29 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (28 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (28 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (23 pkt.)
  • 5 .Górnik Zabrze (23 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (22 pkt.)
  • 7 .Jagiellonia Białystok (20 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (19 pkt.)

Właśnie dlatego w Polsce nie będzie wielkiej piłki

- Przy takim podejściu wszystkich nie zbudujemy w Polsce wielkiej piłki. Nigdy - powiedział mi po meczu Wisła - Lech pewien mądry człowiek, były pracownik działu prawnego jednego z klubów. I jego słowa zabolały najbardziej, znacznie bardziej, niż kiepska postawa niegdyś eksportowych drużyn.


Reklama

Co bym pomyślał po lekturze tego widowiska na miejscu właściciela Wisły Bogusława Cupiała? "Ależ wdepnąłem... Zainwestowałem wielkie pieniądze w klub, który kocham i co teraz widzę? Piłkarze grają tak, że aż zęby bolą, a ci którzy mają ich wspierać, swoim zachowaniem piszą podanie o zamknięcie części stadionu i przysolenie klubowi gigantycznej kary finansowej".

Szlagiery takie, jak Wisła - Lech to dla polskiego klubu jedna z nielicznych okazji, aby się odkuć, sprzedać na tyle biletów, by opłacić całą karuzelę: piłkarze, ochrona, sędziowie. - Dla Wisły lepiej by było, aby tego spotkania nie rozegrano. To się jednak stało i mamy same straty - punktów, a także finansowe wynikające z przyszłych kar które są nieuniknione - wylicza mój rozsądny rozmówca.

Dla tych, którzy nie widzieli: kibice, a raczej ich część, najpierw na obraźliwym, nielegalnie wniesionym transparencie zapowiadają złamanie prawa, po chwili to robią odpalając race i petardy, których część ląduje na murawie doprowadzając do przerwania meczu. W momencie, gdy drużyna Tomasza Kulawika próbowała doprowadzić do wyrównania. Fani cel osiągnęli - tuż po końcowym gwizdku do klubu zadzwonili przedstawiciele wojewody, z informacją, iż należy się spodziewać zamknięcia tej części stadionu, z której leciała pirotechnika.

- Tego zachowania nie popuścimy płazem. Analizujemy zapis wideo, a w sobotę zbiera się zarząd specjalnie po to, by zająć się tym tematem - zapowiada rzecznik Wisły Adrian Ochalik.

Dalszą część tego mało wesołego kabaretu będziemy mieli w dniach najbliższych. Komisja Ligi nałoży na Wisłę karę rzędu 30-50 tys. zł, a wojewoda zamknie trybunę C. Odpowiedzialność zbiorowa? A dlaczego nie? To przecież znacznie prostsze niż wyłapanie prowodyrów nielegalnych działań. Tylko, że przy takim podejściu bezpiecznie nie będzie nigdy i nie uratują sytuacji miliony wydane na nowe stadiony.

Od lat 90. XX wieku huczeliśmy, że w Polsce jest złe prawo. Pod wpływem tych głosów powstała Ustawa o Imprezach Masowych. Za ciężkie pieniądze - głównie samorządów - na stadionach zamontowano monitoring wizyjny i dźwiękowy. Mało tego, by człowiek mógł kupić bilet, musi najpierw wyrobić kartę kibica, w której klub robi mu zdjęcie, pobiera PESEL, adres, czyli tak naprawdę zakłada kartotekę. Przy zakupie biletu z góry wiadomo z imienia i nazwiska, kto zajmuje które miejsce. Niby wszystko hula, ale to tylko teoria. W praktyce ten system nie działa. Zadymiarze najczęściej pozostają bezkarni, bo jakąż dla nich groźbą jest zakaz stadionowy?

- Może pan sobie dawać ile chce zakazów stadionowych, a zadymiarze po dwóch-trzech meczach przerwy i tak wrócą na stadion. Czy na cudzą, czy wykombinowaną kartę kibica. Tak jak na wiosnę, na meczu z Górnikiem mieliśmy na trybunach przestępcę, przez którego wybryk klub był wyrzucony z pucharów na dwa lata - wylicza były pracownik Wisły.

Obecnie funkcjonujący system dopuszcza do takich parodii, że posiadanie karty kibica np. Polonii Warszawa uniemożliwia jej wyrobienie, a w efekcie wejście na Legię i na odwrót. W ten sposób eliminujemy ze stadionów ludzi, którzy nie są najbardziej zagorzałymi kibicami, ale od czasu do czasu mogliby się udać na stadion i w ten sposób wspomóc kasę klubów. Ale nie wspomogą.

I tak się bawimy. Zbigniew Drzymała, Józef Wojciechowski, Krzysztof Klicki - to lista krezusów, którzy opuścili już okręt o nazwie "polska piłka". Bogusław Cupiał, Jacek Rutkoski, Mariusz Walter jeszcze się na nim trzymają, ale na jak długo?

Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama