Reklama

Reklama

​Wisła wróciła do Myślenic: Smuda kipi energią, piłkarze padają ze zmęczenia

Gdyby pasję, energię i treningową pomysłowość Franza Smudy dało się przenieść na zwiększenie potencjału kadrowego jego zespołu, bez wątpienia Wisła Kraków byłaby w tym roku mistrzem Polski. - Jestem realistą - jeśli na koniec sezonu uda nam się utrzymać to trzecie miejsce, to będzie "Ameryka" - mówi dobitnie trener wiślaków. Zdradził też, że rezygnuje z usług testowanego Brazylijczyka Mauricio Martinsa.

Po eskapadzie do Turcji Wisła wróciła do Myślenic, gdzie trenowała w czwartek m.in. bez Piotra Brożka (stłuczone kolano) i Semira Stilicia (załatwia formalności w Bośni i Hercegowinie).

Franz Smuda zdradził kilka szczegółów z pobytu w Beleku, gdzie "Biała Gwiazda" trenowała bardzo ostro. Na przykład - dlaczego na śniadanie zawodnicy sami sobie zakazali jajecznicę?

- Nie jedli jej rano, bo wiedzieli, że za chwilę na treningu dostaną "do pieca" i to się może dla nich źle skończyć - opowiadał Franz.

Apelował też do dziennikarzy, aby nie wierzyli w istnienie jakiegokolwiek zajechanego piłkarza. - Jak ci któryś powie, że jest zajechany, to od razu go wal - apelował do nas były selekcjoner kadry. - Nie ma czegoś takiego. Profesjonalny piłkarz nigdy nie może być zajechany. Trenuje bardzo ostro, a jak ma dość, to przychodzi do trenera i mu mówi o tym. Profesjonalny piłkarz wie, jak się odżywiać i wypoczywać po treningach, by nie być zajechanym.

Reklama

Smuda odniósł się także do krytyki, jaką pod jego adresem wygłosił po przeprowadzce do Pogoni Patryk Małecki, który po letnich przygotowaniach czuł się właśnie zajechany. Franz nie wymienił nazwiska Małecki, powiedział tylko:

- Jeden z piłkarzy narzekał na treningi u mnie. To nawet wstyd powiedzieć, że jestem zajechany. Trochę to jego narzekanie było wbrew faktom. To jak to, 11 grało i miało siły, wygrywali mecze, nie byli zajechani, a tylko on jeden był zajechany? Coś tu nie gra - polemizował Smuda.

Franz od zawsze był wyznawcą ciężkiej pracy, bo tylko ona może przynieść owoce w postaci dobrej gry i zwycięstw.

- W dzisiejszej piłce nie da się kupić leżanki, by odpoczywać na niej podczas przygotowań. Trzeba zasuwać w pocie czoła właśnie w okresie przygotowawczym - zaznacza.

W minionych tygodniach "Biała Gwiazda" pozyskała Stilicia, ale straciła Małeckiego i Marko Jovanovicia, który z powodu kłopotów z sercem na wiosnę na pewno nie zagra. Marko leczy się w rodzinnej Serbii. Lekarz Mariusz Urban jest w stałym kontakcie ze specjalistą, który prowadzi Jovanovicia. Urban ma już gotowy raport dla zarządu Wisły na temat zdrowia obrońcy. - Kłopoty z sercem są najprawdopodobniej efektem infekcji wirusowej, która Marko ma już za sobą. Piłkarz jest na dalszej obserwacji do momentu, w którym leczący go profesor nie ustali ostatecznej diagnozy - powiedział Urban.

Priorytetem dla Wisły jest pozyskanie napastnika. Młody piłkarz (poniżej 25 lat) z zagranicy, którego wynaleźli i zweryfikowali skauci Maciej Żurawski i Ryszard Czerwiec miał trafić do Wisły kilka dni temu. - Tak, mieliśmy taką nadzieję, ale ona jest matką głupich. Mamy jeszcze trzy tygodnie do końca lutego i nie wykluczam, że uda nam się sprowadzić właśnie tego napastnika. Pertraktacje trwają - zdradza Smuda.

Dodał, że wiślacy rezygnują z usług Brazylijczyka Mauricio (pozostaje w klubie tylko do soboty), za to zatrudnią Chorwata Danijela Klaricia. - Klarić jest lepszy od jego rówieśników, którzy występują w naszych rezerwach. Warto w niego zainwestować - komentował Smuda.

W ośrodku treningowym nad Rabą w Myślenicach wiślacy czują się jak ryba w wodzie. Poza tymi ze sztuczną nawierzchnią, mają dwa boiska z trawą taką, jakiej nie ma chyba żaden stadion T-Mobile Ekstraklasy. - Trawa na głównym boisku treningowym została założona stosunkowo późno, ale za to odpowiednio wcześnie zaczęliśmy ją dogrzewać, dzięki temu rośnie jak na drożdżach. Mamy już za sobą pierwsze koszenie - opowiada nam opiekujący się obiektem Kazimierz Antkowiak.

Gęsty, mięciutki, zielony dywan w środku lekkiej, bo lekkiej, ale jednak zimy? Da się zrobić! Takie cuda tylko w Ekstraklasie!

Ten dywan ratował dzisiaj wielu piłkarzy, którzy nadal nie mają lekko. Franz Smuda zaordynował trening wytrzymałości szybkościowej. - Panowie, na ostatniej prostej gaz, gaz, gaz na maksa! - namawiał, a później z asystentami Marcinem Broniszewskim i Kazimierzem Kmiecikiem dopingowali piłkarzy, by dali z siebie naprawdę wszystko. Kilku zawodników po ostatniej próbie ćwiczeń z wytrzymałości szybkościowej, ze zmęczenia padło na trawę! A ciepło nie było, najwyżej jeden-dwa stopnie.

Warto jednak podkreślić, że zwłaszcza ci doświadczeni zawodnicy - na czele z Arkadiuszem Głowackim i Pawłem Brożkiem robili sprinty z pełnym poświęceniem.

Na koniec nastąpił trening strzelecki, w którym - mimo ponad godziny ciężkich ćwiczeń w nogach - Franz żądał koncentracji i precyzji od swych podopiecznych. Gdy Gordan Bunoza wypalił dwukrotnie z pięć metrów nad poprzeczką, Smuda przeklął siarczyście w jego ojczystym języku, po czym spokojnie z Bośniakiem porozmawiał. Efekt? W następnej próbie Gordan o mały włos nie strzelił najpiękniejszej bramki dnia: piłka odbita od poprzeczki zatrzymała się na linii bramkowej.

 

Na treningach Smudy nie nudzi się nikt. Nawet myśleniczanie, którzy przechadzając się z pieskami, bądź biegają w okolicy ośrodka treningowego Wisły Kraków.

 

Z Myślenic Michał Białoński

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy