Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (35 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (32 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (30 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Wisła - Ruch. Czy musiało dojść do skandalu?

​- Dlaczego policja nie interweniowała o godz. 18:30, gdy ze stadionu treningowego odpalane były race, niosąc zagrożenie dla zdrowia i życia? - pyta wiceprezes TS Wisła Piotr Wawro po skandalu do jakiego doszło podczas meczu Wisła - Ruch, gdy chuligani z zewnątrz zaatakowali pirotechniką stadion "Białej Gwiazdy".

Spóźniona interwencja policji zastanawiała nie tylko Wawrę, ale także niemal wszystkich obecnych na meczu z Ruchem.

- Na odprawie przedmeczowej, trzy godziny przed spotkaniem, poinformowaliśmy policję o zagrożeniu, że takie zajścia mogą nastąpić i skąd one mogą nadejść - powiedział tuż po feralnym spotkaniu prezes Wisły SA Jacek Bednarz.

Mimo tej informacji, policji nie udało się zatrzymać szaleńców przed odpaleniem na ślepo pirotechniki, która mogła zrobić komuś krzywdę!

- O ile podczas meczu z Cracovią osoby rzucające na murawę race miały nad nimi kontrole, o tyle tym razem odpalane były one na oślep. Mogło się zdarzyć pechowo, że któraś z nich oślepiłaby jakieś dziecko i mielibyśmy problem - dodawał prezes Bednarz. - Mam nadzieję, że policja złapie winnych i ktoś za to pójdzie do więzienia.

Reklama

Z tego wynika, że Wisła poinformowała o godz. 15:30 policję o ryzyku ataku na stadion, jaki miał miejsce o godz. 18:33 - w trzeciej minucie meczu. Funkcjonariuszom nie udało się jednak temu zapobiec.

- Policja przed obiektami TS Wisła Kraków miała wystarczające siły, by na gorącym uczynku wyłapać winowajców. 50 metrów od boiska treningowego, z którego odpalane były race, stał policyjny wóz bojowy i kilkuset funkcjonariuszy. Policja wolała jednak interweniować trzy godziny po fakcie, zaczepiając grupę około 40 Bogu ducha winnych klientów restauracji "U Wiślaków" - opowiada wiceprezes Wawro, który został zatrzymany o godz. 21:50. Usłyszał zarzut utrudniania czynności, ukrywania sprawców i zacierania śladów.

 - A może to policja zaciera ślady swoich zaniedbań w trakcie ochrony meczu? A może na siłę szuka winnego, który przykryje jej niekompetencję i nieudolność? - zastanawia się  Wawro.

- W środku było kilkaset osób. W podobnych sytuacjach nie praktykuje się wchodzenia siłowego, bo jest to bezcelowe i może wywoływać agresję. To zbyt duży tłum, by się przez niego przeciskać. Lokal był zbyt zatłoczony i trudno byłoby się dostać do osób popełniających przestępstwo - tłumaczy Katarzyna Cisło z małopolskiej policji.

Wiceprezes TS Wisła został zatrzymany za blokowanie wejścia do restauracji "U Wiślaków".

- Przeczy temu zapis wideo. Siedziałem z żoną i znajomymi przy stoliku, gdy około godziny 21:30 wtargnęło do lokalu ok. 20-30 ciężko uzbrojonych policjantów. Nie blokowałem im wejścia, jedynie stanowczo zażądałem opuszczenia terenu prywatnego należącego do TS Wisła Kraków i nakazywałem opuszczenie restauracji. Czego oni szukali po godz. 21? - dziwi się Piotr Wawro.

Przeczytaj oświadczenie TS Wisła Kraków

Przez chuligańskie ataki pirotechniką, które doprowadziły do przerwania dwóch kolejnych spotkań przy Reymonta, wiceprezes zastanawia się nad sensem dalszej działalności.

- Od zawsze podkreślam, że jestem przeciwny jakimkolwiek formom protestu, uderzającym w klub. Zdania nie zmieniam, wręcz przeciwnie - jestem bliski zrezygnowania ze wspierania TS Wisła Kraków przez zajścia, jakie miały miejsce na derbach i podczas meczu z Ruchem. Takie działania jak rzucanie i odpalanie rac, zakłócanie meczu, to niszczenie i deprecjonowanie także mojej pracy dla tego klubu - podkreśla Piotr Wawro.

Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje