Reklama

Reklama

Wisła - Legia. Niechęć do nich połączyła Kraków i Warszawę

W niedzielę derby Polski: Wisła Kraków - Legia Warszawa (godz. 18). Kibice obu drużyn szczerze się nie nienawidzą, ale są osoby, do których niechęć ich połączyła.

Łukasz Surma

"Poszukiwany żywy lub martwy" - taką flagę zobaczył Łukasz Surma, gdy przyjechał do Krakowa jako zawodnik Legii.

Wychował się jednak pod Wawelem, w piłkę zaczynał grać w Wiśle, ale pewnego dnia wiedział, że przy Reymonta jest skończony. 

W 1997 roku trener Wojciech Łazarek zdjął go z boiska, a zawodnik ściągnął koszulkę i rzucił na ziemię. Wtedy szkoleniowiec stwierdził: "On tej koszulki już nie założy".

Surma odszedł do Ruchu Chorzów, a stamtąd do Legii. Gdy w barwach warszawian strzelił gola Wiśle, ucałował herb stołecznego klubu. W odpowiedzi w Krakowie zobaczył flagę: "Poszukiwany żywy lub martwy".

Ale w Legii też nie został ulubieńcem trybun. Choć był kapitanem, to słyszał gwizdy i wyzwiska. Wszystko dlatego, że nie zgadzał się z częścią kibiców i... był z Krakowa. 

Reklama

Po latach przyznał, że w Warszawie czuł się jak intruz.

Czytaj dalej

Franciszek Smuda

W 1997 r. w Warszawie wszyscy przeklinali go, gdy po dramatycznym meczu świętował przy Łazienkowskiej mistrzostwo Polski jako trener Widzewa. 

Dwa lata później został jednak szkoleniowcem... Legii. Przyjęty został chłodno, a pożegnany zimno, bo nie awansował nawet do europejskich pucharów.

Trudniej wytłumaczyć, czemu część kibiców Wisły nie dzierży Smudy. W końcu zdobył z nią mistrzostwo i Superpuchar Polski, a mimo to tuż przed jego przyjściem w 2012 r. trybuny ryczały: "Każdy to powie, nie chcemy Smudy w Krakowie!". 

Również gdy odchodził, żegnały go gwizdy i niewybredne epitety.

Czytaj dalej

Paweł Kaczorowski

"Chórzysto, nigdy nie będziesz legionistą" - taki transparent zobaczył na stadionie przy Łazienkowskiej Paweł Kaczorowski, mimo że był już zawodnikiem tego klubu.

Poszło o świętowanie zdobycia Pucharu Polski w 2005 r. Wówczas kibole zaatakowali zwycięzców - zawodników Lecha Poznań - wśród których był także Kaczorowski. Poznaniacy uciekli do szatni i tam śpiewali "legła Warszawa". 

Pół roku później Kaczorowski został zawodnikiem Legii, a nagranie z szatni ujrzało światło dzienne. W tej sytuacji dla części trybun stał się - delikatnie mówiąc - persona non grata i musiał opuścić Warszawę.

Następnie, dość niespodziewanie, trafił do Wisły. Tu nienawiści nie uświadczył, ale kibice nie byli zadowoleni z jego przyjścia, bo... nie zagrał ani minuty, a obciążał klubowy budżet.

Czytaj dalej

PZPN

To akurat nic nowego, bo Polski Związek Piłki Nożnej za czasów rządów Grzegorza Laty i Michała Listkiewicza był wyzywany na wszystkich stadionach ekstraklasy. 

Zdarzyło się jednak, że podczas meczu Wisła - Legia nawet zwaśnione strony wykrzykiwały wspólne, niezbyt kulturalne hasło wobec PZPN-u.

Czytaj dalej

Wojciech Hadaj

Na początku kibice Legii byli dumni, że mają takiego spikera, ale z czasem Hadaj zaczął przesadzać. Obrażał przyjezdnych, łamał regulamin, a klub musiał za niego płacić kary.

W końcu kibice Legii mieli go dość i wywiesili wielki transparent: "Dziękujemy Hadajowi. Chcemy nowego spikera". I dopięli swego.

Za to kibiców Wisły brało na mdłości już na samą myśl, że przez ponad 90 minut będę musieli słuchać spikera Legii. Nie dość, że miał charakterystycznie skrzekliwy głos, to jeszcze potrafił prowokować kibiców gości.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL