Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (12 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (9 pkt.)
  • 3 .Jagiellonia Białystok (8 pkt.)
  • 4 .Śląsk Wrocław (7 pkt.)
  • 5 .Pogoń Szczecin (7 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (7 pkt.)
  • 7 .Legia Warszawa (6 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (6 pkt.)

Wisła Kraków. Trener Kiko Ramirez dla Interii

O genie Kiko Ramireza, o tym, dlaczego coraz bardziej czuje się Polakiem, czy wreszcie o tym, dlaczego Semir Stilić nie poradził sobie w Wiśle podczas drugiego do niej podejścia rozmawiamy z trenerem Wisły Kraków.

Michał Białoński, Interia: Panie trenerze, czy po ośmiu miesiącach spędzonych w Polsce pana wartość trenerska wzrosła?

Reklama

Kiko Ramirez, trener Wisły Kraków: - Sądzę, że tak. Zaznajamiam się z kulturą i obyczajami waszego kraju, poznaję coraz lepiej Wisłę i wasz futbol, więc z pewnością mam teraz większe doświadczenie i jestem lepszym trenerem.

Licząc od stycznia, czyli od pańskiego przyjścia, Wisła jest piątym zespołem w Polsce. Odniósł pan 11 zwycięstw, 3 remisy i poniósł 10 porażek. To dobry wynik?

- Tak, ale z natury jestem człowiekiem wymagającym, więc nadal są elementy, które można poprawić. Najważniejsze, że w klubie wróciła stabilizacja.

Wisła w każdym meczu ma więcej rzutów rożnych niż rywal, a choć dużo nad nimi pracujecie, to zdarzyło wam się po kornerze już stracić bramkę, w meczu z Zagłębiem, ale jeszcze jej nie zdobyliście. Co się dzieje?

- Są rzeczy, które trzeba poprawić, także w ataku. Rywale nie ułatwiają nam zadania. Postęp widać w każdym meczu, musimy ciągle pracować nad wieloma aspektami. Grunt, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Zauważyłem, że podczas meczów, gdy dochodzi do stałych fragmentów gry, zmieniacie się rolami z asystentem Goncalo Feio. Wówczas on wychodzi i dowodzi zespołem. Z czego wynika ten podział?

- Jako sztab jesteśmy jedną drużyną i to nie tak, że ja sam wykonuję całą pracę. Wszyscy pracujemy na sukces: Goncalo, Artur Łaciak, Radek Sobolewski, Jordi Jodar, Mariusz Kondak, Kazik. Goncalo jest odpowiedzialny za strategię przy rzutach rożnych i wolnych.

Arkadiusz Głowacki wypadł z gry z powodu kontuzji i drużyna nie wygrała żadnego z dwóch meczów bez niego. Czy ma pan pomysł jak go zastąpić jeśli leczenie kontuzji będzie się przedłużało?

- Jesteśmy w stanie załatać także tę dziurę. Mamy zespół, który potrafi to zrobić. Na razie w dwóch meczach nie dopisało nam szczęście. Oprócz Głowackiego, kontuzję złapał Velez, na dodatek Pol Llonch dochodzi do siebie po kontuzji. Zespół musi być gotowy na takie sytuacje i jest w stanie sobie poradzić. Klocki muszą zostać dopasowane tak, żeby to wszystko działało nawet bez Głowackiego.

W bardzo krótkim czasie stracił pan Mączyńskiego i Brleka, którzy również stabilizowali grę defensywną zespołu.

- To prawda, ale moim zadaniem nie jest szukanie wymówek, tylko rozwiązań. Z pewnością byli to ważni zawodnicy, ale musimy ich zastąpić. Mam nadzieję, że jeśli już znajdziemy rozwiązanie, to ludzie docenią pracę nie tylko moją, ale całego mojego sztabu.

Podobno długo sprzeciwiał się pan sprzedaniu Brleka i dopiero Włosi musieli wyłożyć ponad dwa miliony euro, by pan przystał na ten transfer. Tak ważny to był dla pana piłkarz?

-  Sprzeciwiałem się temu transferowi, ale rozumiem całą sytuację. Wisła nie jest w najlepszej sytuacji finansowej, więc choć nie podobała mi się strata tak ważnego piłkarza i ja jako trener na jego odejściu tracę, to rozumiem, że dzięki temu transferowi poprawi się sytuacja klubu, który otrzyma spory zastrzyk finansowy.

Pana sukcesem jest nie tylko to, że po siedmiu kolejkach do lidera tracicie tylko punkt, ale też fakt, że inne kluby biją się o pana piłkarzy. Kupili już Mączyńskiego, Brleka, a zaraz pewnie ustawi się kolejka po Carlitosa.

- To faktycznie dobry znak. Myślę, że o Carlitosa już pytają. Wisła sprzedaje ważnych zawodników, ale od tego mamy cały sztab szkoleniowy i innych ludzi w klubie, by radzić sobie w takich momentach. Dyrektor sportowy Manuel Junco ma nosa do sprowadzenia wartościowych, a nieznanych dotąd zawodników, nie wydając na to wielkich środków. Takim był na przykład Brlek, którego sprzedaliśmy ze znacznym zyskiem. Stałe poprawianie kondycji finansowej Wisły to również jeden z naszych ważnych celów.

Gdyby było panu dane zatrzymać jednego z tej dwójki: Mączyński - Brlek, to kogo by pan wybrał?

- Obydwóch albo żadnego.

Dlaczego nasze eksportowe zespoły odpadają z drużynami z Azerbejdżanu, Mołdawii, Kazachstanu? Takie przygody przytrafiły się Jagiellonii i Legii. To kwestia chybionej formy?

- Walka o Ligę Mistrzów i Ligę Europejską to trudne eliminacje, ale z mojego punktu widzenia, przerwa po sezonie jest stanowczo za krótka. Rozgrywki ligowe kończą się 15 czerwca. Liga polska jest bardzo fizyczna, więc do połowy czerwca zawodnicy muszą walczyć do końca, a już 7 lipca zaczynają się mecze w europejskich pucharach. Piłkarze mają za mało czasu na odpoczynek, regenerację.

Co by pan zatem radził? Kończenie ligi w maju?

- W Hiszpanii i nie tylko tam fundamentalną sprawą jest trzytygodniowa przerwa po zakończeniu sezonu. Zawodnicy mogą wtedy odpocząć. Krótsze przerwy w Hiszpanii się nie zdarzają, a jeśli już, to często odbijają się na wynikach.

Co nie zadziałało w przypadku Semira Stilicia, z którym Wisła rozwiązała kontrakt? Mentalność, czy kwestie przygotowania fizycznego?

- Jedyny komentarz w tej sprawie mam taki: Semira nie ma z nami już od ponad miesiąca. Starał się, ale nie ma możliwości, by wszyscy grali. Taki jest futbol, takie rzeczy się zdarzają. Nie mam żadnych wątpliwości, że jeśli Semir znajdzie nowy klub, w którym będzie chciał grać, to na pewno osiągnie w nim sukces i życzę mu jak najlepiej.

Istnieje gen Kiko Ramireza? Z dziewięciu goli cztery zdobyła Wisła w 89. min, bądź w doliczonym czasie.

-  Na każdym treningu staramy się wpoić piłkarzom walkę do samego końca, a to się przenosi na mecz. Waleczność do samego końca miały wszystkie moje zespoły w karierze, taką mam wizję futbolu: nigdy nie odpuszczaj, walcz do samego końca.

Co po tych ośmiu miesiącach spędzonych w Polsce nie podoba się panu? Co, poza ostrzejszymi zimami u nas, by pan zmienił?

- Czego nienawidzę w Polsce? Wszechobecnych korków, przez które marnujemy sporo czasu, choć widzę, że infrastruktura drogowa poprawia się, idzie w dobrym kierunku. Poza tym, codziennie znacznie więcej zauważam w Polsce rzeczy, które mi się podobają. Codziennie coraz bardziej czuję się Polakiem.

Zresztą Katalończyków w Hiszpanii określa się mianem "los polacos", Polacy.

- Tak, coś w tym jest.

Na wzmocnieniu której pozycji najbardziej panu zależy? Odnoszę wrażenie, że Carlitos nie ma z kim zagrać z przodu.

- To prawda. W ataku mamy lekki kryzys. Ondraszek przechodzi kontuzję. Carlitos mógłby grać z nim bądź z Brożkiem. Najbardziej zależy mi na tym, aby piłkarz chciał się rozwijać w naszym klubie i dawał z siebie wszystko. Chcę też sprawić, by poprzez zdrową rywalizację o miejsce w składzie, czy nawet na ławce, zawodnicy podnosili swój poziom.

Podczas drugiej połowy meczu z Zagłębiem Lubin, gdy przegrywaliście 0-2, staraliście się odrobić straty. Zdarzało się, że atakowaliście w pięciu, a druga piątka pozostawała na własnej połowie i między tymi liniami pozostawała duża dziura na 30-40 m. Nie sądzi pan, że obrona powinna podchodzić wyżej, pod linię środkową?

- Takie też mamy założenia, ale czasem, gdy zachodzi szybkie odebranie piłki, tym z obrony brakuje czasu, żeby się przemieścić. Również dlatego, że zawodnicy z linii ataku są i muszą być szybsi. Dlatego czasem powstają takie luki między liniami.

Z przegranych meczów z Zagłębiem Lubin i Górnikiem Zabrze którego pan bardziej żałuje?

- Z Zagłębiem Lubin, wbrew wynikowi, dobrze operowaliśmy piłką. Przy stanie 1-0 trafiliśmy w poprzeczkę, a gdybyśmy wtedy wyrównali, to różnie by się mogło potoczyć to spotkanie. Basha mógł strzelić na 1-1, a później sytuacje mieli Brożek i Ze Manuel. Zabrakło nam jednak pod bramką tej precyzji, którą miało Zagłębie.

Znacznie mniej mi się podobał nasz występ z Górnikiem i w pierwszej połowie derbów z Cracovią. Nie operowaliśmy dobrze piłką, choć potrafiliśmy stwarzać okazje, zdobywaliśmy gole.

Na koniec chciałem zapytać o traumatyczne przeżycia, jakimi były zamachy w Katalonii. Z Twittera widziałem, że działo się to blisko pańskich rodzinnych stron.

- To prawda, że dotknęło mnie to w dużym stopniu. To był akt barbarzyństwa. Zamachy miały miejsce niedaleko mojego domu, dlatego mną to wstrząsnęło. Dowiedziałem się o tym z wiadomości od znajomych, rodziny. Wciąż jestem zaniepokojony tą sytuacją, aczkolwiek widać, że służby radzą sobie i przywracają spokój. Najważniejsze, że ludzie się nie boją, a terrorystom chodzi przecież o to, żeby wywołać panikę. Społeczeństwo jej nie uległo, solidaryzuje się z ofiarami zamachów.

Rozmawiał Michał Białoński


Dowiedz się więcej na temat: Kiko Ramirez

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje