Reklama

Reklama

Tabela gr. E "Polskiej" :
  • 1. Hiszpania (0 pkt.)
  • 2. Polska (0 pkt.)
  • 3. Słowacja (0 pkt.)
  • 4. Szwecja (0 pkt.)

Wisła Kraków. Tomasz Jażdżyński: Sprawa Buksy jest zamknięta. To klub jest stroną oszukaną

- Aleksander Buksa został wezwany w miniony piątek przez zarząd, aby zrealizować obietnicę, którą złożył wraz z ojcem i podpisać kontrakt w takiej wersji, w jakiej został w sierpniu ubiegłego roku uzgodniony. I odmówił podpisu. W związku z czym żadnych dalszych rozmów z Aleksandrem Buksą prowadzonych nie będzie. Sprawa jest zamknięta. Wypełni kontrakt do czerwca, a następnie odejdzie - powiedział w rozmowie z Interią i "Dziennikiem Polskim" przewodniczący Rady Nadzorczej Wisły Kraków Tomasz Jażdżyński.

Michał Białoński (Interia), Krzysztof Kawa ("Dziennik Polski"/"Gazeta Krakowska"): Czy tli się jeszcze w panu nadzieja, że Aleksander Buksa zostanie w Wiśle Kraków dłużej niż do końca czerwca?

Tomasz Jażdżyński, przewodniczący Rady Nadzorczej TS Wisła Kraków SA: - Nie, nie tli się już żadna nadzieja.

Mocne stwierdzenie.

- Aleksander Buksa został wezwany w miniony piątek przez zarząd, aby zrealizować obietnicę, którą złożył wraz z ojcem i podpisać kontrakt w takiej wersji, w jakiej został w sierpniu ubiegłego roku uzgodniony. I odmówił podpisu. W związku z czym żadnych dalszych rozmów z Aleksandrem Buksą prowadzonych nie będzie. Sprawa jest zamknięta. Wypełni kontrakt do czerwca, a następnie odejdzie.

Reklama

Może pan odsłonić kulisy tego spotkania? Buksa wszedł i powiedział "nie", czy była to dłuższa rozmowa?

- Mnie tam nie było, bo spotkał się z dwoma osobami z zarządu. Z tego, co wiem powtarzał wszystkie te - w mojej ocenie - mocno nieprawdziwe argumenty, które wcześniej przedostawały się do opinii publicznej i tyle. Ale ponieważ to jest ważna sprawa, to zrobię coś niekonwencjonalnego i opowiem dokładnie jak to było.

Od samego początku?

- Od momentu, gdy my, jako właściciele Wisły, zaczęliśmy się zajmować sprawą kontraktu tego piłkarza. Na początek drobne zastrzeżenie - ja nie brałem udziału w rozmowach z panem Buksą i jego synem. Znam je z relacji osób zaangażowanych.

Dlatego, że pan nie chciał?

- Między innymi dlatego, że miałem informacje, jak te rozmowy mogą wyglądać, a jestem człowiekiem, który dużą część swojego sukcesu biznesowego odniósł między innymi dlatego, że nie tracił czasu na bezowocne negocjacje. Zostałem uprzedzony, że z moim podejściem mogę te rozmowy zamknąć w ciągu kilku spotkań. Uznałem więc, że warto, by - nie szkodząc klubowi - dać innym szansę na być może jednak dojście do jakiegoś porozumienia. Nie brałem więc udziału w rozmowach, ale ze wszystkimi osobami, które w nich uczestniczyły, byłem w ścisłym kontakcie.

Kiedy rozpoczęły się negocjacje?

- Pierwsze porozumienie nastąpiło, a przynajmniej nam się tak wydawało, mniej więcej w wakacje 2019 roku, kiedy strony umówiły się na relatywnie wysoką kwotę, z której 100 procent przypadnie klubowi, a wszystko co powyżej niej będzie podzielone 50 na 50 pomiędzy klub a zawodnika. Rozpoczęły się rozmowy o kształcie kontraktu, ale opornie to szło. Zbliżał się koniec września, a Aleksander Buksa miał umowę tylko do końca roku 2019. W związku z czym władze klubu, zgodnie z posiadanymi uprawnieniami z umowy, przekazały zawodnikowi i jego opiekunom dokument z opcją przedłużenia. Z niezrozumiałych dla nas wtedy przyczyn ruch ten został uznany przez drugą stronę jako wrogi i wypaczający zasady, podczas gdy to jest standardowa procedura - po prostu klub wysyła zawodnikowi przedłużenie kontraktu, jeśli ma zapisaną taką opcję.

Tyle że to wywołało pierwszy kryzys w waszych stosunkach.

- I to bardzo poważny. Druga strona wyrażała pretensje o niepoważne traktowaniu itp. Doszło do tego, że otrzymaliśmy informację, że żadnych dalszych negocjacji nie będzie, zawodnik wypełni kontrakt i odchodzi. Ale w rozmowy postanowił wyjątkowo włączyć się osobiście Kuba Błaszczykowski, który na co dzień takimi sprawami się nie zajmuje i nawet ja uznałem, że to jest jakaś szansa. Kuba po pierwsze objął zawodnika swoim wsparciem, a dodatkowo osobiście przejął kontakty z panem Buksą. A kontaktował się często - kiedyś nawet usłyszałem od niego, że rozmawia z nim przez telefon więcej niż z własną żoną. Więc to nie było tak, że spotkali się raz, czy dwa, lecz był to stały kontakt. I panowie doszli ostatecznie do porozumienia. Było ono jednak gorsze dla klubu od poprzedniego.

Dlaczego?

- Po pierwsze kwota z transferu, która w całości przypadała klubowi była niższa od tej z pierwotnych ustaleń. Po drugie kwota powyżej tego progu powyżej nie była już dzielona tylko w całości przypadała zawodnikowi aż do poziomu dwukrotności kwoty bazowej. Dopiero kwota powyżej tej dwukrotności była dzielona pół na pół. Strony się umówiły, podały sobie ręce. Bardzo szybko okazało się jednak, że nie możemy podpisać kontraktu.

Z jakiego powodu?

- Usłyszeliśmy, że przeszkodą jest to, iż klub jeszcze nie należy do naszej trójki (Tomasz Jażdżyński, Jarosław Królewski, Jakub Błaszczykowski - przyp.) i że ryzyko negatywnego obrotu sytuacji, gdy ten klub zostanie przejęty przez kogoś nieodpowiedzialnego jest zbyt duże... Ja zawsze myślałem, że zawodnicy podpisują kontrakty z klubami, a nie właścicielami, ale trudno. Byliśmy wówczas w trakcie negocjacji ze stowarzyszeniem TS Wisła i nawet w ich trakcie dawaliśmy do zrozumienia, że czas biegnie i za chwilę mogą nastąpić nieodwracalne straty. Nawiązywaliśmy właśnie do tej sprawy.

Ale przecież na początku 2020 roku doszliście z TS Wisła do porozumienia, więc argument o niejasnej strukturze właścicielskiej odpadł.

- Dlatego znów zwróciliśmy się do pana Buksy: podpisujmy kontrakt zawierający ustalone warunki. Wtedy okazało się, że jednak nie możemy go podpisać, bo jest pandemia koronawirusa. A to powoduje zagrożenie, że liga może nie dograć sezonu do końca i klub popadnie w tarapaty... Po drodze były też oczywiście argumenty, że możemy spaść z ekstraklasy, ale widmo spadku na szczęście w miarę szybko przestało straszyć. Dograliśmy więc do końca sezonu i w wakacje zaczęło się precyzowanie zapisów trzyletniego kontraktu, z bardzo wysoką podwyżką i z pieniędzmi za podpis na umowie. Gdy wszystko zostało uzgodnione, pan Adam Buksa zorientował się, że jednak nie może złożyć podpisu, bo klauzula odstępnego w kontrakcie juniorskim w przypadku wrogich działań ze strony klubu może zostać podważona. 

Oczywiście nawet przez moment nie mieliśmy takiej intencji, ale w związku z tym niuansem prawnym uznał, że możemy zawrzeć kontrakt tylko na rok, czyli przedłużyć o pół roku ten, który obowiązywał do końca 2020. Jednocześnie usłyszeliśmy zapewnienia, że oczywiście jesteśmy umówieni na trzy lata, a syn podpisze przedłużenie kontraktu, gdy tylko 15 stycznia 2021 roku skończy 18 lat. My oczywiście znów zgodziliśmy się na takie rozwiązanie, bo cóż innego mieliśmy zrobić? Umawiający się podali sobie ręce i kontrakt został podpisany.

Dlaczego, choć kontrakt obowiązywał tylko do 30 czerwca 2021 roku, w sierpniu klub wraz z Aleksandrem Buksą ogłosili, że jest on ważny do 2023 roku?

- I tu zaczyna się nasz poważny wyrzut sumienia. Biorąc pod uwagę przebieg rozmów i to, co się w ich trakcie wydarzyło, powinniśmy postawić twarde weto po pojawieniu się pomysłu na ogłaszanie daty kontraktu 2023. Jest faktem, iż Aleksander mógł wtedy podpisać kontrakt z innym klubem. To, iż tego nie zrobił wzmacniało wiarę w zapewnienia drugiej strony i stąd niestety rozważana była taka idea. Nie był to zresztą pomysł klubu.

A czyj?

- To nie był pomysł klubu. Tyle mogę powiedzieć. To był pomysł mający, że zacytuję jednego z członków zarządu, który mi go przekazał, "doprowadzić do tego, żeby agenci przestali już dzwonić". Dzisiaj się mówi, że klub oszukał fanów i podał nieprawdę. Z punktu widzenia kibica niestety tak to wygląda i za to chciałbym wszystkich gorąco przeprosić - to chyba najgorszy błąd, jaki do tej pory zrobiliśmy w naszych relacjach z sympatykami. Ja z tym czuję się wyjątkowo fatalnie. Przy czym chciałbym publicznie zapytać: kto trzymał do zdjęcia koszulkę z napisem 2023? Kto występował w spocie z tą datą? Kto na prywatnym koncie na Instagramie napisał "Wisła 2023"? Po nagraniu filmu reklamowego Aleksander Buksa był odwożony przez Kubę Błaszczykowskiego do domu. Został zapytany, czy rozumie, na co się tak naprawdę umówiliśmy. Odpowiedział, że tak. Efekt widzimy.

Kuba rozmawiał wtedy z niepełnoletnim chłopcem, bez jego ojca, który prowadził negocjacje i podpisał w imieniu syna kontrakt.

- Z chłopcem, który miał podpisać umowę po ukończeniu 18. roku życia, czyli za niecałe pół roku. Chłopcem, który potwierdził, że wie, na co umówił się z nami jego ojciec i zapewnił, że tę umowę uszanuje po uzyskaniu pełnoletności. Obydwaj panowie Buksa znali ustalenia z klubem i żonglowanie pojęciami niewiele tu zmienia.

W którym momencie zorientowaliście się, że ta słowna umowa nie wejdzie w życie? Czy wtedy, gdy w mediach pojawiła się informacja, że menedżerem Aleksandra Buksy został Pini Zahavi?

- Zauważyliśmy, że dzieje się coś niedobrego, gdy poprzedni agent Buksy dał nam znać, że jego umowa z piłkarzem nie została przedłużona i prawdopodobnie pojawi się inny agent.

Kiedy to było?

- Jesienią ubiegłego roku. Można odnaleźć wywiad z byłym agentem, w którym jest na ten temat więcej informacji.

Wkrótce potem w mediach pojawiły się wypowiedzi Jerzego Kopca, przedstawiciela Zahaviego, który powiedział, że ustne ustalenia z Wisłą dla nowego menedżera Buksy w żaden sposób nie są wiążące.

- Dokładnie tak było. Po jakimś czasie skontaktowaliśmy się bezpośrednio z Pinim Zahavim. I od niego usłyszeliśmy, że według niego najlepszym rozwiązaniem dla Buksy jest zostać w Wiśle! Bezpośrednie rozmowy z agentem trwały w sumie wiele godzin i zakończyły się wypracowaniem propozycji nowych zapisów.

Przedłużenia kontraktu Buksy?

- Tak, przy czym znów na zasadach gorszych od poprzednich. Mocno uzależniających kwotę odstępnego od liczby minut spędzonych przez zawodnika na boisku. Ta kwota bardzo szybko miała spadać wraz z brakiem realizacji liczby minut. Pomimo, że taka umowa nie do końca jest uczciwa w stosunku do reszty drużyny i pomimo, że kolejny już raz ktoś pogorszył nasze warunki, my znów byliśmy gotowi dojść do porozumienia. Tylko że po jakimś czasie agent zawodnika poinformował nas, że wprawdzie on podtrzymuje swoje zdanie i chciałby się z nami porozumieć, ale osoby decyzyjne przekazały, że nie zgadzają się na dalsze negocjacje z Wisłą Kraków.

Czyli po raz kolejny zadecydowała wola ojca piłkarza?

- Tego nie wiemy, agent nie przekazał tej informacji.

Kiedy to się wydarzyło?

- Niedawno. W styczniu tego roku.

Kto ze strony klubu rozmawiał z Pinim Zahavim?

- Zarząd.

Z Adamem Buksą nie próbowaliście się kontaktować?

- Pan Adam Buksa, po tym, jak opublikowano informacje, że jest nowy agent i jest niezadowolony z liczby minut, jakie piłkarz spędza na boisku, odbył z nami tylko jedną rozmowę. Bo oczywiście prezes Dawid Błaszczykowski natychmiast do niego zadzwonił. Pan Buksa przedstawił wiele - w mojej ocenie - bardzo niesprawiedliwych zarzutów. Poza zbyt małą liczbą minut na boisku dla swojego syna miał np. pretensje, iż wykorzystywaliśmy go zbyt mocno marketingowo. Z całym szacunkiem, ale jeszcze bardzo długo Aleksander robiący sobie zdjęcie, czy występujący na jednym filmie z Kubą będzie beneficjentem, a nie darczyńcą. Powiedział też w mojej ocenie rzecz niedopuszczalną, że Wisła nic Aleksandrowi nie dała! Ta Wisła, w której grał od 11. roku życia, w której w wieku juniora debiutował w Ekstraklasie. Nawet trudno to skomentować. Na koniec stwierdził, że on już z nami rozmawiał nie będzie, że jest nowy agent i z nim należy się kontaktować.

Były jakieś oferty transferowe dla Buksy tej zimy?

- Kilka klubów było nim zainteresowanych, rozmawialiśmy z nimi, ale ten piłkarz, jak wiadomo, za pół roku jest wolny, więc nie bardzo jest o czym rozmawiać.

Wróćmy do spotkania zarządu Wisły z Aleksandrem Buksą w ostatni piątek 29 stycznia. Jaki był cel tej rozmowy?

- Musieliśmy to jakoś formalnie zamknąć. Nie mogliśmy dopuścić do tego, że sprawa się rozmyje. Spotkanie zostało zorganizowane, aby nie było żadnych wątpliwości, kto się nie podpisał. Kontrakt został wynegocjowany jako trzyletni, więc zawodnik został poproszony o jego podpisanie, a on odmówił. To koniec tej historii.

Wyjaśnijmy wątpliwości od strony prawnej - niepełnoletni Aleksander Buksa mógł w sierpniu 2020 roku podpisać umowę do 2023 roku?

- Tak, z jednym zastrzeżeniem, że wtedy byłby to kontrakt juniorski. Okres by się zgadzał i obowiązywał, podobnie zasady wynagradzania i inne benefity. Nie miałby jednak pełnej mocy zapis o kwocie odstępnego, przy zapłaceniu której macierzysty klub musi go puścić. W kontrakcie U18 takie zapisy nie są bezwzględnie wiążące.

Co jednak można było unormować aneksem do kontraktu po 15 stycznia 2021 roku, gdy Buksa skończył 18 lat?

- Mieliśmy różne pomysły, ale dowiedzieliśmy się, że nie będzie podpisu i koniec.

Nic już nie można w tej sprawie zrobić?

- Sprawa jest zamknięta. Ja osobiście uważam, biorąc pod uwagę wszystko, co usłyszałem od osób, które brały udział w rozmowach, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż te negocjacje były od samego początku prowadzone w złej wierze. To jedna sprawa. Druga jest taka, że Wisła została zwyczajnie naciągnięta. Bo chyba nie sądzicie panowie, że za przedłużenie umowy o pół roku z 17-letnim juniorem klub myślałby o płaceniu za sam podpis na kontrakcie i podwyżce do poziomu seniorskiej pensji. A panowie Buksowie dokładnie to uzyskali od klubu na rok.

Dlatego, że było przyrzeczenie podpisania dłuższego kontraktu?

- Oczywiście, że tak! Przecież gdybyśmy ustalali przedłużenie umowy o pół roku, to byśmy nie zaproponowali nawet zbliżonych warunków. W ogóle byśmy pewnie żadnych nie proponowali, bo pół roku niczego nie zmieniało.

Czy chce pan powiedzieć, że zostaliście wystawieni do wiatru?

- Niestety.

Czy to oznacza wejście na drogę sądową?

- Szczerze mówiąc, nie wiem. Ja osobiście w zarządzanej przeze mnie firmie wszedłbym z Adamem Buksą w spór prawny. Ale nie chcę nic narzucać. To z punktu widzenia prawa skomplikowany spór do rozstrzygnięcia i zapewne będzie kosztował sporo czasu, którego nam wszystkim brakuje. Zarząd zapewne podejmie decyzję w tym zakresie po dokładnym zbadaniu wszystkich za i przeciw.

Drugi ze współwłaścicieli, Jarosław Królewski, powiedział w jednym z wywiadów, że umowa ustna jest tak samo ważna, jak ta na papierze.

- Dokładnie tak jest. Umowa ustna jest tak samo ważna, tylko trzeba ją udowodnić, co jest zawsze trudniejsze, niż w przypadku umowy pisemnej. Umowa ustna oczywiście nie obowiązuje w PZPN, bo kontrakty muszą być w formie pisemnej, ale to było ustne przyrzeczenie podpisania umowy przyszłości, z czym wiązały się określone benefity, tak więc podstawa do rozpoczęcia sporu prawnego na pewno jest.

Jest zdjęcie Aleksandra Buksy trzymającego koszulkę, na której widnieje rok 2023. To nie budzi wątpliwości.

- O tym, co jest przesądzającym dowodem, decyduje sąd, ale w naszej ocenie zachowanie zawodnika jest jednoznaczne. Nikt go do niego nie zmuszał.

W czerwcu dostaniecie za tego piłkarza tylko ekwiwalent.

- Zobaczymy.

O jakiej kwocie mówimy?

- To byłoby kilkaset tysięcy euro. Małe kilkaset, ale kilkaset. Przy czym dotyczy to tylko klubów z lig TOP 5. Potem im gorsza liga, tym pieniądze są niższe. Ja osobiście na ten ekwiwalent nie liczę. Jesienią 2019 roku, obserwując co się dzieje, powiedziałem, że Wisła Kraków nie zarobi na sprzedaży Aleksandra Buksy. Trzymałem kciuki za tych, którzy usiłowali do tego doprowadzić, ale ja w to, biorąc pod uwagę, że już raz zaistniała podobna sytuacja, zwyczajnie nie wierzyłem. Nigdy nie stworzyłem ani jednego Excela, czy planu budżetowego, który by taką kwotę uwzględniał. Dzisiaj z tych samych powodów mam umiarkowaną wiarę w istotną kwotę związaną z ekwiwalentem za wyszkolenie Aleksandra Buksy wpływającą na konto Wisły.

Olek mógł zmienić zdanie, bo czuł się pomijany przez trenera przy ustalaniu składu?

- Moim zdaniem nie tyle zmienił zdanie, co złamał dane słowo. Ale OK, przeanalizujmy szczegółowo tę kwestię. Ile minut spędził na boisku Aleksander Buksa w blamażu z KSZO Ostrowiec? Cały mecz. Co dał zespołowi? Nie więcej niż reszta składu, który się skompromitował. Ile minut, pomimo tego, zagrał w kolejnym meczu z Jagiellonią Białystok? 68. Co dał drużynie? Praktycznie nic. W związku z tym w kolejnych meczach ze Śląskiem i Pogonią rzeczywiście spędził na boisku w sumie tylko kilka minut. W tym czasie był też na kadrze U-19 z której wrócił z zaleceniem kwarantanny. Następnie zagrał 11 minut z Wisłą Płock. Potem był chory, w związku z czym w ogóle nie wystąpił z Górnikiem. 

Znów pojechał na kadrę U-19, skąd wrócił z kontuzją. W związku z czym nie wystąpił w meczu ze Stalą Mielec, w którym, gdyby był zdrowy, mógłby zapewne bez problemu zagrać całą drugą połowę. Następnie z Podbeskidziem i Lechią Gdańsk zagrał po kilkanaście minut, praktycznie nic nie wnosząc do gry drużyny, w związku z czym w bardzo trudnym meczu z Rakowem, dysponującym rosłymi obrońcami, zagrał tylko minutę. Potem z Wartą Poznań i Zagłębiem Lubin pomimo słabej gry i wielkiej już wtedy presji na wynik zagrał 8-9 minut. Niewiele, ale przecież pamiętamy, że Aleksander był wtedy po prostu pod formą. Potem znów był przez dwa mecze kontuzjowany i w ostatnim spotkaniu jesieni z Lechem zagrał 5 minut. Gdzie i kiedy przy obecnej formie miał grać więcej?

Czyli przegrywa rywalizację w drużynie w wyłącznie sportowy sposób, niezależnie od kontraktowego zamieszania wokół niego?

- Powiedziałbym, że było odwrotnie. Dostał więcej minut na boisku niż wskazywała by na to jego dyspozycja.

W ostatnią niedzielę z Piastem Gliwice nie zagrał ani minuty, bo położyliście już na nim krzyżyk?

- Trener podejmuje niezależne decyzje i my, mimo że czujemy się wyprowadzeni w pole, nie będziemy nikogo zsyłać w niebyt, nie będziemy tworzyć "Klubu Kokosa", tym bardziej, że skoro zawodnik zarabia dużo pieniędzy, niech spróbuje klubowi w zamian cokolwiek dać. Przy czym trener Hyballa otrzymał informację, że od teraz obowiązują już równe zasady dla wszystkich. W mojej osobistej opinii Aleksander będzie miał kłopoty z łapaniem minut. Mamy kilku bardzo zdolnych młodych chłopaków, którzy naprawdę bardzo chcą grać w Wiśle.

Czy właśnie dlatego ściągnęliście Żana Medveda, wiedząc, że już nie będziecie stawiać na Olka Buksę?

- Nie, bo to nie jest ta kategoria zawodnika. Aleksandra można promować, a Żan ma grać i strzelać gole. Takie zestawienie jest niesprawiedliwe dla Medveda. Chcieliśmy wzmocnić konkurencję na pozycji nr 9, tak aby Felicio Brown Forbes miał mocnego konkurenta i ewentualnie zastępcę. Szczególnie, że w pewnym momencie pojawiło się zainteresowanie innych klubów zakontraktowaniem tego ostatniego.

Nie ma w kontrakcie opcji wykupu?

- Nie ma. Żan jest sprowadzony, by przez pół roku zapewnić rywalizację w drużynie na tej pozycji. Takie mamy możliwości finansowe. Zobaczymy, co się stanie później. Przypominam, że tak samo był sprowadzany przed rokiem Alon Turgeman, który niby miał opcję wykupu, ale była ona tak wysoka, że dla nas nierealna, tymczasem później okazało się, że gdyby nie kontuzja, to podpisalibyśmy z nim nowy kontrakt. Tak więc nie przesądzajmy na razie niczego.

Rozmawiali: Michał Białoński (Interia) i Krzysztof Kawa ("Dziennik Polski"/"Gazeta Krakowska") 



Dowiedz się więcej na temat: Aleksander Buksa | tomasz jażdżyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje