Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (18 pkt.)
  • 2 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (13 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (13 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (12 pkt.)
  • 6 .Raków Częstochowa (11 pkt.)
  • 7 .Wisła Kraków (11 pkt.)
  • 8 .Wisła Płock (10 pkt.)

Wisła Kraków. Prezes Dawid Błaszczykowski: Kuba nie składa broni. Chce grać dalej

- Jak najbardziej Kuba chce dalej grać w piłkę, jeszcze nie składa broni, nawet o tym nie myśli. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że przedłużenie z nim kontraktu, to będzie jedna z tych łatwiejszych spraw albo problemów do rozwiązania - powiedział w programie "Jasna strona Białej Gwiazdy" prezes Wisły Kraków Dawid Błaszczykowski.

Michał Białoński, Piotr Jawor, Interia: Przez brak praw do nazwy i herbu klubu, który do niedawna wam doskwierał, w Wiśle obowiązywała chwilówka. Niemal połowie szatni wygasają kontrakty z końcem czerwca. Czy rozpoczęliście już negocjacje nad ich przedłużeniem?

Dawid Błaszczykowski, prezes Wisły SA: Tu jest duży znak zapytania. Czekaliśmy na rozwiązania ze strony PZPN-u i UEFA wobec planów kontynuacji ligi, która miałaby potrwać do 18 lipca. Pojawia się jednak pytanie, co z zawodnikami, którym kończą się kontrakty i wypożyczenia z końcem czerwca? W kuluarach usłyszeliśmy, że w gestii klubów będzie leżeć  radzenie sobie z tymi problemami. Nie wiemy też czy nowy sezon ruszy we wrześniu i kiedy będziemy mogli wpuścić kibiców nas stadion. Znaków zapytania jest wiele.

Reklama

Zamierza pan zatrudnić dyrektora sportowego?

- Mamy wakat na tym stanowisku i zastanawiamy się, jak je obsadzić. Muszę poszukać odpowiedniej osoby do sprawowania tej funkcji. Powoli o tym myślę i działam w tym kierunku, ale nie obiecuję, że to się stanie teraz, za miesiąc, czy za dwa. Na pewno dalej chcemy pracować nad transferami i wzmocnieniami. Jeśli uda nam się to zrobić z nowym dyrektorem sportowym, w poszerzonym składzie, to będę bardzo zadowolony, że udało się zrealizować ten cel. Jeśli nie, to będziemy pracowali w tym zespole, który działa dotychczas.

Kibiców intryguje los Aleksandra Buksy, którego kontrakt wygasa z końcem roku. Wiemy, że Kuba stara się sprawować pieczę nad tym talentem, a cały klub stworzyć mu warunku do rozwoju przy Reymonta. Jak pan widzi szansę na zatrzymanie Buksy w macierzy?  

- Wiemy doskonale, że Olek Buksa to wielki talent polskiej piłki. To chłopak, przed którym kariera stoi otworem. Miejmy też świadomość, że wiele czynników musi wpłynąć na to, by doszedł na szczyt. Pewne kwestie lubią jednak ciszę. O takich rzeczach nie chcę się wypowiadać publicznie. To moment, w którym jeszcze chwilę musimy poczekać. Jeśli zapadną jakiejś konkretne decyzje związane z Olkiem i z jego przyszłością, to będziemy je ogłaszali.

Będzie pan namawiał Kubę, żeby grał jeszcze przez kolejny sezon? Nie było informacji o tym, że skończy karierę po tym sezonie, natomiast niektórzy oczekiwali, że tak się może stać. Prześledziliśmy liczbę minut, jaką za kadencji trenera Skowronka rozegrał, to procentowo tak wielu nie miał na koncie od dobrych czterech-pięciu lat. Zatem natura i jego profesjonalizm dają sygnał, że Kuba może się pokusić o kolejny sezon kontynuowania kariery.

- Oczywiście, będę z nim rozmawiał o występach przez kolejny rok, o przedłużeniu kontraktu. Jak znam charakter brata, to mogę się spodziewać, że będzie gotowy, żeby podjąć takie wyzwanie. Jak najbardziej Kuba chce dalej grać w piłkę, jeszcze nie składa broni, nawet o tym nie myśli. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że to będzie jedna z tych łatwiejszych spraw albo problemów do rozwiązania.

W tym miejscu trzeba wspomnieć o jeszcze jednym bardzo ważnym transferze, którego dokonaliśmy może nie w okienku zimowym, ale nieco  wcześniej. Mam na myśli trenera Skowronka, który wykonuje bardzo dobrą pracę w drużynie, stanowi ważne ogniwo naszego pionu sportowego.

Czy poprzez dobrą grę w klubie Kuba może się przygotować do udziału w przyszłorocznych ME?

- To nie jest temat na dzisiaj. Na razie koncentrujemy się na wielu problemach, jakie mamy wokół Wisły. Rozwiązanie ich jest dla nas najważniejsze. A reprezentacja?  To decyzja  Kuby. Jeśli zdarzy się nam w rozmowie poruszyć także ten temat, to  swoje zdanie wypowiem. Póki co, pragniemy skupić się na lokalnym podwórku. Ja na roli prezesa, a on - kapitana i piłkarza, który musi się przygotować do powrotu na boiska Ekstraklasy. Zamykając to pytanie - myślę, że jeżeli mu zdrowie pozwoli, bo to też jest bardzo ważne w tym wieku, to będzie gotowy, żeby grać dalej w piłkę, także na poziomie reprezentacyjnym.



Od selekcjonera Brzęczka dostał pan gratulacje sms-owo czy telefonicznie, gdy został pan prezesem legendarnej "Białej Gwiazdy"?

- Z panem selekcjonerem dużo rozmawiałem jeszcze przed moją decyzją o przyjęciu tej funkcji. To dla nas bardzo ważna postać, której wiele zawdzięczamy zarówna ja, jak i Kuba. Bardzo liczę się ze zdaniem Jurka. Powiem szczerze, że po oficjalnej nominacji nawet do dzisiaj nie miałem okazji z nim porozmawiać. Staram się wykonywać te połączenia, które sobie założyłem i które są aktualnie najpilniejsze, kończę je późno w nocy. Rozmawialiśmy jednak na ten temat kilka razy przed moją decyzją.

Selekcjonerowi Brzęczkowi życzymy, żeby prowadził kadrę Polski nawet przez kolejnych 20 lat, równie długiej kariery w Wiśle winszujemy trenerowi Skowronkowi. Pytanie rodzi się jednak takie, czy hipotetycznie wyobraża pan sobie taką sytuację, w której Jerzy Brzęczek obejmuje Wisłę Kraków?

- Odpowiem tak: jeszcze półtora roku temu w życiu bym nie przypuścił, że będę na stanowisku prezesa Wisły. To pokazuje, że życie pisze różne scenariusze. Trenerem Wisły Kraków jest Artur Skowronek, który bardzo dobrze wykonuje swoją pracę. Nie chciałbym dywagować - zarówno Jurkowi, jak i trenerowi Skowronkowi życzę jak najlepiej.

Stała przed panem szansa na karierę trenerską. Asystował pan Jerzemu Brzęczkowi w latach 2010-2014 przed jego wypłynięciem na trenerskie głębsze wody, do Lechii Gdańsk. Postanowił pan jednak zrezygnować.

- Zrezygnowałem kilka miesięcy wcześniej. Wówczas podejmowaliśmy decyzję odnośnie przejęcia przeze mnie biznesu w spółce Spectrum. Właśnie zakończyłem w niej pracę, by całkowicie poświęcić się Wiśle. To był lipiec 2014 r., gdy przeniosłem się do Opola, podjąć się w roli zarządcy spółki. Praca trenera nie do końca mi odpowiadała, choć nie wyobrażam sobie życia bez piłki. To w ogóle jest dla mnie nie do pomyślenia. Oglądam wszystkie mecze, mocno je przeżywam, a odkąd wszedłem w struktury Rady Nadzorczej Wisły, to piłka niemal całkowicie mnie pochłonęła.

Nie żałuje pan kariery piłkarskiej? Uchodził pan nawet za zawodnika bardziej utalentowanego niż Kuba. Jako obrońca Olimpii Truskolasy był pan w pewnym momencie najskuteczniejszym strzelcem okręgówki kłobuckiej.

- Niestety, w wieku 19 lat zerwałem więzadła krzyżowe, jeszcze grając w Truskolasach.  Miałem akurat bardzo dobry, skuteczny sezon. Pamiętam, że Jurek był na kilku moich meczach, widział mnie na żywo. Pojawiła się nawet propozycja ze strony kilku menedżerów i Jurka, żebym spróbował gry na wyższym szczeblu. Byłem nawet umówiony, by w lipcu wyjechać na testy do klubu z naszych okolic, grającego wówczas w Ekstraklasie - RKS-u Radomsko. Niestety, nastał kwiecień i doznałem kontuzji -  zerwanie więzadeł spowodowało, że moje marzenia o kontynuowaniu gry w piłkę odeszły w zapomnienie. Po pierwszej operacji poszedłem na studia, ale później, gdy więzadło się nie przyjęło konieczna była druga operacja, a po niej trzecia i czwarta. To ostatecznie zmodyfikowało moje marzenia związane z karierą piłkarską.

Wygrała za to edukacja. Ukończył pan studia wychowania fizycznego, co ciekawe, na Politechnice Opolskiej.

- Dokładnie, a przez kontuzję jeszcze przez pierwszy semestr nie bałem udziału w zajęciach fizycznych. Cieszę się, że taki kierunek wybrałem. Sport i rywalizacja zawsze były obecne w naszym domu. Poziom adrenaliny, chęci był, jest i będzie. Tego się nie da ukryć, to tkwi w naszym dna.

Czyli z Kubą jeszcze do dziś rywalizujecie na różnych polach?

- Oczywiście, rywalizacja była zawsze, jest też i dziś. Teraz czasu mamy mniej, ale jak już się spotykamy, czy spędzamy wspólnie wczasy, to bardzo dużo gramy w kości. Jurek nas nimi zaraził, jeszcze podczas gry w Austrii. Gra w kości u nas to nie jest  tylko zwykła zabawa, lecz wielkie emocje, którymi żyjemy. Chęć zwycięstwa. Nie potrafimy inaczej. Pojechaliśmy na ostatnie wczasy i pół dnia spędzaliśmy na grze w kości. Przegrany musiał wykonywać zadania, raz było to przepłynięcie basenu, a innym razem 30 pompek. Cały czas towarzyszyła nam walka, rywalizacja. Napędzała nas w dzieciństwie, dodaje nam adrenaliny także teraz.

Jakie macie plany na nowy sezon?

- Jeszcze jest za wcześnie, by myśleć i mówić o szczegółach, za dużo mamy spraw bieżących wymagających pilnej realizacji. Na pewno będziemy chcieli zbudować zespół z duszą i z charakterem zwycięzcy.

Czyli nie chce pan szarżować w obietnicach o górnej ósemce, czwórce, czyli grze o puchary? Wielu kibiców nadal się czuje jak w czasach Bogusława Cupiała, gdy drugie miejsce w lidze było porażką.

- Przypominam, że Wisła Kraków cały czas musi pracować nad redukcją zadłużenia. Oprócz tego, że rywalizujemy na boisku, co nam może przynieść wiele przyjemności, musimy pamiętać o tej drugiej, biznesowej, i finansowej rywalizacji. Dlatego nie chcę szarżować z obietnicami. Na pewno chcemy grać w każdym kolejnym meczu o trzy punkty, a to, co wywalczymy, będzie dla nas i kibiców wielką radością. Nie pora na składanie wielkich deklaracji. Tym bardziej, że koronawirus zmodyfikował naszą strategię, plany, założenia i budżety.

Po przejęciu funkcji prezesa otrzymałem wiele gratulacji i mam świadomość presji, jaka na mnie ciąży. Mogę powiedzieć tylko tyle, że będę robił wszystko, by ten klub dalej osiągał sukcesy, a co za tym idzie - także coraz lepsze wyniki finansowe. 

Rozmawiali: Michał Białoński i Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje