Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (38 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Wisła Kraków po 1-0 z Zagłębiem Lubin. Nad czym powinna pracować ekipa Artura Skowronka?

Niedzielną wygraną nad Zagłębiem w Lubinie wiślacy wydłużyli serię triumfów do czterech. Statystyki wskazują, że najlepszym zawodnikiem meczu był Maciej Sadlok - asystent przy jedynym golu. Warto zwrócić też uwagę na niebagatelną rolę, jaką w zespole z Reymonta odgrywa Gieorgij Żukow, ale też skazywanego na pożarcie Rafała Janickiego.

W zimowym okienku "Biała Gwiazda" sprowadziła sześciu piłkarzy. W kontekście dwóch gier z Jagiellonią (3-0) i z "Miedziowymi" kluczowym transferem zdaje się być sprowadzenie Gieorgija Żukowa. "Jestem piłkarzem operującym od jednego do drugiego pola karnego" - ogłosił Żukow i tak też gra.

Dzięki niemu trener Artur Skowronek mógł ustawić Vukana Savićevicia dalej od własnej bramki. W ten sposób Vukan zagraża nie własnej, ale przeciwnika bramce. W erze przed Żukowem Vukan miał na sumieniu kilka bramek, po stratach piłki, jak choćby tę w derbach Krakowa. W niedzielę został bohaterem, sprytnym, technicznym strzałem zewnętrzną częścią buta, przechylając szalę zwycięstwa na wiślacką stronę.

Reklama

Zdobywcy bramek są na pierwszych stronach gazet. Wykonawcy mrówczej pracy, jak Żukow pozostają w cieniu Tymczasem bez Kazacha obraz gry w Lubinie nie byłby tak korzystny dla Wisły. Liczba jego odbiorów, ruchliwość, start do piłki wyrastają ponad poziom naszej ligi.

Słabszym punktem Wisły miał być zastępujący kontuzjowanego Heberta Rafał Janicki. Tymczasem spisał się na medal. Zablokowane strzały, uprzedzeni rywale w przyjęciu piłki, a przede wszystkim ekspediowana piłka z linii bramkowej - to były dzieła Janickiego. Zwłaszcza bez tego ostatniego krakowianie mogliby tylko pomarzyć o trzech punktach.

Artur Skowronek rozwija grę zespołu, ale nadal ma nad czym pracować.

Przy szybkim ataku zbyt mało zawodników wbiega w pole karne

Spore siły wiślacy koncentrują w drugiej linii, by tam dyktować warunki. Jest to słuszna taktyka. Drużyna powinna szukać jednak złotego środka, by jej wysiłek nie szedł na marne.

Zwróciliśmy uwagę na dwie sytuacje z 39. min. Najpierw świetnie dysponowany Maciej Sadlok lewą flanką zbliżył się na wysokość pola karnego gospodarzy. Spokojnie mógłby posłać kąśliwe dośrodkowanie na piąty metr, za plecy obrońców, lecz nie było tam żadnego spośród jego kolegów. Za moment "na klepkę" (podania bez przyjęcia) rozegrali Savićević z Kamilem Wojtkowski. Poszło dośrodkowanie. Sęk w tym, że przed bramką był tylko Alon Turgeman w otoczeniu czterech rywali, bez żadnego wsparcia. Teoretycznie, gdy atak sunie lewym skrzydłem, napastnika powinien wspomagać przed bramką prawoskrzydłowy i któryś ze środkowych pomocników (skoro Savićević zszedł na lewą stronę, bramkę mógł zaatakować Żukow).

Rozumiemy, że Wisła starała się grać bezpiecznie, nie odsłaniając dostępu do własnej bramki przy ewentualnej kontrze. Wobec głębokiego wycofania "Miedziowych" mogła jednak zmienić proporcje w polu karnym z 4:1 na 4:2 albo nawet 4:3, wówczas jej szanse na zakończenie strzałem akcji zaczepnej byłyby większe.

Organizacja gry w defensywie po ofensywnym stałym fragmencie gry

W 33. min posypała się wiślakom organizacja gry w defensywie po ich rzucie rożnym. Tyły zabezpieczał m.in. Kuba Błaszczykowski, który nie pozwolił lubinianom na kontrę, przetrzymując piłkę na lewej stronie. Za moment Wisła i tak straciła piłkę, w momencie, gdy blok defensywny nie był jeszcze odbudowany. Nikt nie zaasekurował prawej flanki, przez co bramce Michała Biuchalika zagroził Bartosz Slisz.

To niewielki błąd. Niewiele jest drużyn na świecie, które tak jak Liverpool potrafią natychmiast po stracie piłki, po ofensywnym rzucie rożnym, odbudowywał swój blok defensywny. Wzmocniona zimowymi transferami Wisła z meczu na mecz powinna prezentować się lepiej.

W niedzielę krakowianie podejmują Koronę Kielce, a później Wisłę Płock z Radosławem Sobolewskim za sterami. Trener Sobolewski dobrze wie, na co stać "Białą Gwiazdę", w której przez długi okres był asystentem i odpowiadał właśnie za organizację przy stałych fragmentach gry. To będzie ciekawe starcie nie tylko dla koneserów piłki nożnej.


Przy okazji starcia Zagłębie - Wisła nie sposób nie wspomnieć o kulturalnej postawie fanów "Białej Gwiazdy", którzy bez wahania wykupili wszystkie 600 biletów, jakie im udostępnili lubinianie. Wśród przyjezdnych kibiców nie brakowało także akcjonariuszy klubu. 

Michał Białoński



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL