Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (39 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (34 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (29 pkt.)
  • 5 .Górnik Zabrze (27 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (25 pkt.)
  • 7 .Lech Poznań (25 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (25 pkt.)

Wisła Kraków. Marko Kolar: To były dwa szalone sezony

Trener Maciej Stolarczyk też różni się od twoich poprzednich szkoleniowców?

Reklama

- Tak, zwłaszcza od tych, którzy prowadzili mnie w Chorwacji. Ma indywidualne podejście do piłkarzy. Przez pierwsze pół sezonu nie grałem u niego zbyt dużo, ale potem dał mi szansę i myślę, że ją wykorzystałem. Chce, byśmy grali ofensywną piłkę, strzelali jak najwięcej bramek w każdym meczu. Możemy stracić i trzy bramki, bylebyśmy zdobyli cztery. To jego pomysł na grę.

Wiosną, po odejściu z klubu twoich rodaków - Zorana Arsenicia i Tibora Halilovicia - nie czułeś się w Krakowie trochę osamotniony?

- Ich tu już nie ma, ale pozostał Matej Palczicz, dołączył do nas Vukan Savicević. Wciąż mamy więc w Wiśle "bałkańską mafię". Nasze języki są podobne, może słoweński odrobinę się różni, ale doskonale się rozumiemy.

W Polsce mieszkasz już prawie dwa lata, nauczyłeś się języka. Czy jeszcze coś cię tutaj zaskakuje?

- Podoba mi się Kraków i wszystko wokół, nie tylko w klubie. Gdy nauczysz się języka, wszystko staje się łatwiejsze, z każdym możesz porozmawiać. Denerwują mnie tylko trochę polscy kierowcy. W porównaniu do Chorwacji to, co dzieje się na tutejszych drogach, to dramat. Ale mam na to sposób: wciskam gaz i mijam (śmiech).

W tym sezonie strzeliłeś 10 bramek - to rekord twojej kariery, przynajmniej tej dorosłej. Dwucyfrowa liczba goli to chyba ważna sprawa dla napastnika?

- Przed rozpoczęciem rundy wiosennej postawiłem sobie zadanie, by zdobyć w tym sezonie 10 bramek. Wtedy wszyscy się z tego śmiali, było niełatwo, ale osiągnąłem swój cel. Długo czekałem na taki wynik. Z drugiej strony, kto wie, co by było, gdybym grał w podstawowym składzie przez cały sezon? Wiosna to jednak jedna z najlepszych rund w mojej karierze. W ostatnim meczu chcę strzelić jeszcze jednego gola, by dogonić Zdenka Ondraszka [jesienią zdobył dla Wisły 11 bramek - przyp. red.].

Zoran Mamić, były dyrektor sportowy Dinama Zagrzeb, kiedyś powiedział o tobie, że zostaniesz "napastnikiem klasy światowej". Wciąż masz w głowie te słowa?

- Oczywiście, że gdzieś tam są (śmiech). Potrzebowałem trochę czasu, miałem problemy. Teraz to wszystko już za mną i mam nadzieję, że dalej wszystko będzie dobrze.

Wiadomości o twoich bramkach docierają do Chorwacji?

- Oczywiście. Gol, którego strzeliłem w meczu z Legią, był opisywany na chorwackich stronach internetowych jako piękna bramka. Dużo ludzi z Chorwacji wspiera mnie też przez Facebooka i Instagrama. Dziennikarze z Chorwacji jeszcze nie dzwonią, może muszę zdobyć jeszcze trochę bramek (śmiech). Na moim przykładzie widać, że Ekstraklasa to dobre miejsce dla Chorwatów, w końcu jest ich tutaj całkiem sporo.

Kontrakty wielu piłkarzy Wisły wkrótce wygasają. W szatni były już jakieś pożegnania?

- Jeszcze nie, mam nadzieję, że większość z nich zostanie i podpisze nowe umowy. I że w nowym sezonie będziemy jeszcze mocniejsi, dobrze go rozpoczniemy. Zawsze jest korzystniej, gdy zespół dłużej gra razem. Jak mówiłem wcześniej, lepsze zrozumienie na boisku przekłada się na lepszą grę. Warto, by chłopcy tutaj zostali.

Jakie są twoje plany na przyszłość?

- Teraz, po zakończeniu sezonu, chcę odpocząć po tym wszystkim, co się wydarzyło. Najbliższy miesiąc przeznaczę na wakacje, to pierwszy krok. Nie myślę teraz o zmianie klubu, mam jeszcze rok kontraktu z Wisłą. Zobaczymy, co będzie dalej. Mam nadzieję, że tu zostanę, bo, jak powiedziałem, naprawdę wszystko tutaj mi się podoba.

Rozmawiał Damian Gołąb

Dowiedz się więcej na temat: Wisła Kraków | Marko Kolar

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje