Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (69 pkt.)
  • 2 .Lech Poznań (66 pkt.)
  • 3 .Piast Gliwice (61 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (56 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (54 pkt.)
  • 6 .Pogoń Szczecin (54 pkt.)
  • 7 .Cracovia (53 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (52 pkt.)

Wisła Kraków. Leszek Dyja: Obawiam się plagi kontuzji

Przygotowanie odpowiedniej rozpiski, która pomogła piłkarzom Wisły zachować dobrą formę, stanowiło dla pana spore wyzwanie?

Reklama

- Na pewno były to metody i środki, których zazwyczaj nie stosujemy w okresie przygotowawczym. Musieliśmy wszystko dopasować tak, by zawodnicy mogli wykonywać wszystkie ćwiczenia w domach. Początkowo piłkarze pracowali samodzielnie. W kolejnych tygodniach przeszliśmy jednak do treningów online i łączyliśmy się ze sobą za pomocą aplikacji Zoom. Wtedy także każdy pracował indywidualnie w swoim domu, ale na dobrą sprawę robiliśmy to drużynowo, wszyscy razem.

Przed sobotnim meczem z Piastem Gliwice trener Artur Skowronek ma więc pełną dowolność przy ustalaniu składu i doborze taktyki? Nie musi brać pod uwagę słabszego przygotowania fizycznego poszczególnych piłkarzy?

- Dokładnie tak. Obserwacje podczas treningów potwierdziły to, że trener nie musi wybierać pomiędzy zawodnikami o lepszej lub gorszej dyspozycji fizycznej. Wszyscy są bardzo dobrze przygotowani do pozostałej części sezonu. Wiemy jednak, że przed restartem rozgrywek nie było możliwości rozgrywania sparingów. Musieliśmy toczyć gry wewnętrzne, a to jest troszeczkę inny rodzaj wysiłku. Przez to powstaje pewna niewiadoma dotycząca tego, jak to wszystko będzie wyglądać podczas właściwego meczu. Wszystkie drużyny mają pewnie ten sam problem. Jestem jednak dobrej myśli. Uważam, że damy radę. 

Czy w zaistniałych okolicznościach wzrasta ryzyko odniesienia kontuzji przez piłkarzy?

- Na pewno tak, choć będą to kontuzje o innej charakterystyce. Nie mówię o urazach mechanicznych, do których dochodzi przy bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem. Mam tutaj na myśli na przykład urazy mięśni dwugłowych lub czworogłowych, które najczęściej trapiły piłkarzy w normalnym trybie rozgrywania sezonu. Teraz, po rozmowie z pracownikami innych klubów, mogę stwierdzić, że największe problemy występują w przypadku mięśni przywodzicieli. Ma to związek między innymi ze specyfiką treningu piłkarskiego, który polega na wykonywaniu dużej liczy startów, hamowań i zwrotów. To powoduje większe obciążenie mięśni przywodzicieli. Rozmawiając z kolegami po fachu zauważamy, że często dochodzi do ich przeciążeń. Obawiam się, że może nastąpić wysyp tego rodzaju urazów.

Można w pewien sposób mogą zminimalizować ryzyko kontuzji? Uczulacie w jakikolwiek sposób piłkarzy na niebezpieczne sytuacje?

- W czasie gry piłkarz jest skupiony na walce o piłkę. Nie możemy powiedzieć mu, by nie hamował lub nie wykonywał zwrotów. To naturalne boiskowe zachowania dla każdego zawodnika. Mięśnie potrzebują czasu, by zaadaptować się do tego typu ruchów. Najbardziej ryzykowny pod względem ewentualnych urazów będzie więc początek rozgrywek. Wszystko jednak pokaże nam dopiero piłkarska rzeczywistość. Oby tych urazów było jak najmniej.

Możliwość przeprowadzenia pięciu zmian w czasie meczu, którą odrzucił prezes Zbigniew Boniek, mogłaby okazać się zbawienna w tej sytuacji?

- Pod tym względem to raczej nie ma większego znaczenia. Urazu mógłby doznać nawet ten zawodnik, który wszedłby na boisko jako piąty. Trudno to przewidzieć. Jak rozumiem, taka zmiana miała pomóc w oszczędzaniu zawodników pod względem wydolnościowym. Jej wprowadzenie kazałoby zakładać, że piłkarze nie wytrzymają rozgrywania natłoku meczów w pełnym wymiarze czasowym. Uważam jednak, że trenerzy dobrze przygotowali swoje zespoły i nie będzie tego typu problemów. Trzy zmiany powinny w zupełności wystarczyć.

Trudno rozpatrywać to w takich kategoriach, ale jesteście jedną z drużyn, której pandemia zaszkodziła najbardziej. Wszak w 2020 roku Wisła była najlepszą drużyną na boiskach PKO Ekstraklasy. Czy pan jako trener obawia się, że drużyna będzie miała teraz problemy z odzyskaniem właściwego rytmu?

- Jesteśmy pewni pracy, jaką wykonaliśmy. Wiemy, jak ciężko trenowali piłkarze i sztab szkoleniowy podczas przygotowań do rundy wiosennej. Teraz było podobnie. Wszyscy przykładali się sumiennie do swoich obowiązków. Wśród zawodników i trenerów nie ma jednak takiego poglądu, że już jesteśmy najlepsi i szkoda, że coś przerwało naszą serię. Nie, po prostu robimy swoje. Z każdym dniem staramy się wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafimy. Do każdego meczu podchodzimy z odpowiednią dozą pokory, ale i pewności siebie. Jestem przekonany, że tak jak na początku rundy wiosennej, tak i teraz nasza gra będzie wyglądała dobrze, co przyniesie nam punkty i pewne utrzymanie.

Dowiedz się więcej na temat: Leszek Dyja | Wisła Kraków | Ekstraklasa | koronawirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje