Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (4 pkt.)
  • 2 .Wisła Kraków (3 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (3 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (3 pkt.)
  • 5 .Legia Warszawa (3 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (3 pkt.)
  • 7 .Śląsk Wrocław (1 pkt.)
  • 8 .Warta Poznań (1 pkt.)

Wisła Kraków. Leszek Dyja: Obawiam się plagi kontuzji

- Czy w zaistniałych okolicznościach wzrasta ryzyko odniesienia kontuzji przez piłkarzy? Na pewno tak, choć będę to kontuzje o innej charakterystyce. W normalnym trybie rozgrywania sezonu piłkarzy trapiły na przykład urazy mięśni dwugłowych lub czworogłowych. Teraz, po rozmowie z pracownikami innych klubów, mogę stwierdzić, że największe problemy występują w przypadku mięśni przywodzicieli. Ma to związek między innymi ze specyfiką treningu piłkarskiego, który polega na wykonywaniu dużej liczy startów, hamowań i zwrotów - mówi w rozmowie z Interią trener przygotowania fizycznego Wisły Kraków i reprezentacji Polski Leszek Dyja.

Tomasz Brożek, Interia: W normalnych okolicznościach dbałby pan teraz o odpowiednie przygotowanie fizyczne reprezentantów Polski na ostatniej prostej przed Euro 2020. Tymczasem w napięciu oczekujemy na restart PKO Ekstraklasy. Jak odnajduje się pan w tej sytuacji?

Leszek Dyja, trener Wisły Kraków i reprezentacji Polski: - Mówiąc szczerze, z mojej perspektywy to normalna sytuacja. Czujemy się nie jak przed wznowieniem, a jak przed startem ligi. Wszyscy z niecierpliwością czekają na pierwszy gwizdek, ponieważ bardzo tego brakowało. Przerwa była znacznie dłuższa niż zazwyczaj, co tylko wzmaga chęć powrotu do rywalizacji.

Reklama

Do wznowienia ligowej rywalizacji Wisła przygotowywała się między innymi w Arłamowie. Znalazł pan czas na to, by pozachwycać się tamtejszymi pięknymi krajobrazami, czy nadmiar pracy na to nie pozwolił?

- Ośrodek w Arłamowie rzeczywiście jest położony w naprawdę uroczym miejscu. Samo wyjście na trening powoduje, że człowiek potrafi odizolować się od wszelkiego zgiełku, co wpływa pozytywnie na motywację i chęć do pracy. Oczywiście, udało nam się zwiedzić okolicę na rowerach. Był więc czas i na ciężką pracę, i na zachwycanie się pięknem przyrody.

Na co sztab szkoleniowy "Białej Gwiazdy" kładł nacisk podczas przygotowań do restartu Ekstraklasy?

- Przede wszystkim skupiliśmy się na scaleniu drużyny jako monolitu i aspektach taktycznych. Odbudowanie zdolności motorycznych znalazło się na dalszym planie. Podczas wymuszonej przerwy piłkarze trenowali bowiem indywidualnie. Największe braki były za to zauważalne we właściwym poruszaniu się po boisku i rozumieniu gry.

Czyli praca drużyny w ostatnim czasie różniła się od standardowych działań w trakcie okresu przygotowawczego?

- Generalnie tak. Wszystko dzięki temu, że w pierwszym tygodniu po powrocie do wspólnej pracy wykonaliśmy testy, które dały nam pozytywny obraz drużyny. Mogliśmy więc wykonać kolejny krok, kształtując typowo meczowe aspekty gry. Ten okres przygotowawczy po okresie izolacji był też znacznie krótszy niż w trakcie przerwy letniej i jesienno-zimowej. Sama specyfika pracy musiała więc być odmienna. Najważniejsze jest jednak to, że w 100 procentach zrealizowaliśmy to, co sobie założyliśmy i jesteśmy zadowoleni.

Czyli w czasie okresu izolacji parametry fizyczne zawodników nie zdążyły się znacząco obniżyć?

- Zgadza się. My - jako trenerzy - aplikowaliśmy im zajęcia o odpowiedniej według nas i zaplanowanej intensywności. Wisła Kraków, jako bodaj jedna z nielicznych ekip, nie miała ani jednego tygodnia całkowitej przerwy w treningach. Co tydzień zajęcia odbywały się każdego dnia, więc zespół został solidnie przygotowany. Pokazały nam to badania wydolnościowe i szybkościowe. Tamten okres został dobrze przepracowany, dzięki czemu mogliśmy się skoncentrować na innych rzeczach.

Ciąg dalszy znajdziesz na drugiej stronie!

Przygotowanie odpowiedniej rozpiski, która pomogła piłkarzom Wisły zachować dobrą formę, stanowiło dla pana spore wyzwanie?

- Na pewno były to metody i środki, których zazwyczaj nie stosujemy w okresie przygotowawczym. Musieliśmy wszystko dopasować tak, by zawodnicy mogli wykonywać wszystkie ćwiczenia w domach. Początkowo piłkarze pracowali samodzielnie. W kolejnych tygodniach przeszliśmy jednak do treningów online i łączyliśmy się ze sobą za pomocą aplikacji Zoom. Wtedy także każdy pracował indywidualnie w swoim domu, ale na dobrą sprawę robiliśmy to drużynowo, wszyscy razem.

Przed sobotnim meczem z Piastem Gliwice trener Artur Skowronek ma więc pełną dowolność przy ustalaniu składu i doborze taktyki? Nie musi brać pod uwagę słabszego przygotowania fizycznego poszczególnych piłkarzy?

- Dokładnie tak. Obserwacje podczas treningów potwierdziły to, że trener nie musi wybierać pomiędzy zawodnikami o lepszej lub gorszej dyspozycji fizycznej. Wszyscy są bardzo dobrze przygotowani do pozostałej części sezonu. Wiemy jednak, że przed restartem rozgrywek nie było możliwości rozgrywania sparingów. Musieliśmy toczyć gry wewnętrzne, a to jest troszeczkę inny rodzaj wysiłku. Przez to powstaje pewna niewiadoma dotycząca tego, jak to wszystko będzie wyglądać podczas właściwego meczu. Wszystkie drużyny mają pewnie ten sam problem. Jestem jednak dobrej myśli. Uważam, że damy radę. 

Czy w zaistniałych okolicznościach wzrasta ryzyko odniesienia kontuzji przez piłkarzy?

- Na pewno tak, choć będą to kontuzje o innej charakterystyce. Nie mówię o urazach mechanicznych, do których dochodzi przy bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem. Mam tutaj na myśli na przykład urazy mięśni dwugłowych lub czworogłowych, które najczęściej trapiły piłkarzy w normalnym trybie rozgrywania sezonu. Teraz, po rozmowie z pracownikami innych klubów, mogę stwierdzić, że największe problemy występują w przypadku mięśni przywodzicieli. Ma to związek między innymi ze specyfiką treningu piłkarskiego, który polega na wykonywaniu dużej liczy startów, hamowań i zwrotów. To powoduje większe obciążenie mięśni przywodzicieli. Rozmawiając z kolegami po fachu zauważamy, że często dochodzi do ich przeciążeń. Obawiam się, że może nastąpić wysyp tego rodzaju urazów.

Można w pewien sposób mogą zminimalizować ryzyko kontuzji? Uczulacie w jakikolwiek sposób piłkarzy na niebezpieczne sytuacje?

- W czasie gry piłkarz jest skupiony na walce o piłkę. Nie możemy powiedzieć mu, by nie hamował lub nie wykonywał zwrotów. To naturalne boiskowe zachowania dla każdego zawodnika. Mięśnie potrzebują czasu, by zaadaptować się do tego typu ruchów. Najbardziej ryzykowny pod względem ewentualnych urazów będzie więc początek rozgrywek. Wszystko jednak pokaże nam dopiero piłkarska rzeczywistość. Oby tych urazów było jak najmniej.

Możliwość przeprowadzenia pięciu zmian w czasie meczu, którą odrzucił prezes Zbigniew Boniek, mogłaby okazać się zbawienna w tej sytuacji?

- Pod tym względem to raczej nie ma większego znaczenia. Urazu mógłby doznać nawet ten zawodnik, który wszedłby na boisko jako piąty. Trudno to przewidzieć. Jak rozumiem, taka zmiana miała pomóc w oszczędzaniu zawodników pod względem wydolnościowym. Jej wprowadzenie kazałoby zakładać, że piłkarze nie wytrzymają rozgrywania natłoku meczów w pełnym wymiarze czasowym. Uważam jednak, że trenerzy dobrze przygotowali swoje zespoły i nie będzie tego typu problemów. Trzy zmiany powinny w zupełności wystarczyć.

Trudno rozpatrywać to w takich kategoriach, ale jesteście jedną z drużyn, której pandemia zaszkodziła najbardziej. Wszak w 2020 roku Wisła była najlepszą drużyną na boiskach PKO Ekstraklasy. Czy pan jako trener obawia się, że drużyna będzie miała teraz problemy z odzyskaniem właściwego rytmu?

- Jesteśmy pewni pracy, jaką wykonaliśmy. Wiemy, jak ciężko trenowali piłkarze i sztab szkoleniowy podczas przygotowań do rundy wiosennej. Teraz było podobnie. Wszyscy przykładali się sumiennie do swoich obowiązków. Wśród zawodników i trenerów nie ma jednak takiego poglądu, że już jesteśmy najlepsi i szkoda, że coś przerwało naszą serię. Nie, po prostu robimy swoje. Z każdym dniem staramy się wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafimy. Do każdego meczu podchodzimy z odpowiednią dozą pokory, ale i pewności siebie. Jestem przekonany, że tak jak na początku rundy wiosennej, tak i teraz nasza gra będzie wyglądała dobrze, co przyniesie nam punkty i pewne utrzymanie.

Bundesliga wystartowała na nowo już niemal dwa tygodnie temu. Szukacie pewnych inspiracji za zachodnią granicą?

- Nie widzę powodów, dla których mielibyśmy to robić. Znamy swoją wartość i potrafimy trenować. Jesteśmy wykształconymi ludźmi i wiemy, co robimy. Gdyby było inaczej, nie wygrywalibyśmy meczów. Za chwilę się okaże, że w pierwszej kolejce po starcie Bundesligi było osiem kontuzji mięśniowych, a w Ekstraklasie może nie być ani jednej. Wtedy należałoby odwrócić sprawę i spytać, czy niemieccy trenerzy konsultują się z polskimi.

Właśnie do tego zmierzałem, czy próbowaliście w pewien sposób czerpać z doświadczeń niemieckich trenerów, starając się wyeliminować błędy, które mogli popełnić.

- Restart obu rozgrywek dzielą niecałe dwa tygodnie. Nawet jeśli Niemcy wyciągnęliby pewne wnioski i chcieli się nimi podzielić i tak byłoby już za późno, by skorygować nasze działania - to pierwsza rzecz. Druga jest taka, że każdy uraz ma inną specyfikę. Nie można generalizować, twierdząc, że jeśli tam były kontuzje, to ma to jakiekolwiek przełożenie na nasze rozgrywki. Musi pan też wiedzieć, że nasze pole manewru było ograniczone. Nie mieliśmy pozwolenia na przebywanie w szatniach i nie mogliśmy korzystać z odnowy biologicznej. Pod tym względem był to okres specyficzny. Te zakazy zostały już zniesione, lecz obowiązywały podczas największych treningowych obciążeń.

Puentując naszą rozmowę - jak pan, jako były sportowiec, radził sobie w tym trudnym czasie izolacji? Odzyskał pan już pełnię formy?

- To był niezły poligon doświadczalny dla każdego trenera i każdej osoby, która żyje sportem. Czegoś takiego w życiu jeszcze nie doświadczyliśmy. Mam za sobą już wiele okresów przygotowawczych, zróżnicowanych pod względem długości, w sportach drużynowych i indywidualnych. Nigdy nie było jednak sytuacji, w której nie mogliśmy być w bezpośrednim kontakcie z zawodnikami i przebywać razem na jednym boisku lub w jednym pomieszczeniu. Musieliśmy się tego nauczyć. Dzięki temu każdy z nas mógł wejść na zupełnie inny poziom. Musiał sięgnąć po inne środki i formy treningowe. Nie sądzę bowiem, by większość trenerów trenowała wcześniej przed komputerem z zawodnikami. To działo się teraz pierwszy raz. Pod tym względem każdy ze szkoleniowców wykonał więc krok do przodu. A czy forma sprzyja? Myślę, że tak. Żyjemy już tym, co zacznie się od piątku, oddychamy pełną piersią i czekamy. Osobiście bardzo się cieszę, odetchnąłem z ulgą. Ileż można trenować samemu, w zamknięciu? Forma, przynajmniej ta psychiczna, jest już bardzo wysoka. Przebieramy nogami na myśl o meczu.

Rozmawiał: Tomasz Brożek

Ekstraklasa - wyniki, terminarz, tabela

Dowiedz się więcej na temat: Leszek Dyja | Wisła Kraków | Ekstraklasa | koronawirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje