Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (24 pkt.)
  • 2 .Legia Warszawa (23 pkt.)
  • 3 .Górnik Zabrze (20 pkt.)
  • 4 .Zagłębie Lubin (18 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)
  • 6 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 7 .Pogoń Szczecin (15 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (14 pkt.)

Wisła Kraków - Legia Warszawa 0-2 w 19. kolejce Ekstraklasy

Choć to Wisła prowadziła grę, Legia Warszawa wywozi z Krakowa trzy punkty. Końcówka należała do gości, którzy po golach Nemanji Nikolicia i Aleksandara Prijovicia wygrali 2-0. 400. mecz w barwach klubu z ul. Reymonta rozegrał kapitan gospodarzy Arkadiusz Głowacki.

Legia bez pomysłu, z dużymi problemami w kreowaniu sytuacji i lidera na boisku. Wisła ambitnie i ciekawie, ale bez... wykończenia. Tak w skrócie wyglądał mecz, po którym goście wygrali 2-0.

Reklama

Z wyborem składu na ligowy szlagier nie miał problemów Marcin Broniszewski, trener Wisły. Być może tuż przed meczem wszedł do szatni i powiedział: "kto żyw, do broni!". Sytuacja kadrowa Wisły to bowiem prawdziwy dramat. Z powodu urazu mięśnia nie mógł zagrać Paweł Brożek, z kontuzjami zmagają się też Denis Popović i Łukasz Burliga, a Maciej Sadlok pauzował za czerwoną kartkę w meczu z Lechem Poznań.

Broniszewski miał więc do dyspozycji zaledwie 11 ogranych zawodników. Na ławce posadził niemal samych, poza Michałem Miśkiewiczem, młokosów. Łącznie (!) ci piłkarze zagrali sześć razy na boiskach Ekstraklasy - lub inaczej - wszyscy razem zanotowali... 48 ligowych minut.

Jak profesor zwyczajny przy żakach Wisły wyglądał Arkadiusz Głowacki. W niedzielę kapitan obchodził przepiękny jubileusz - rozegrał 400. mecz w Ekstraklasie i wyrównał tym samym rekord klubu, który do tej pory należał do Władysława Kawuli.

Wicemistrzowie Polski przed meczem zapowiadali, że chcą gonić Piasta Gliwice, który dzień wcześniej zremisował z Cracovią 2-2 i stracił cenne dwa punkty. Legia w Krakowie zaprezentowała się jednak przeciętnie. O dziwo, to Wisła w pierwszej części nadawała ton grze. Goście tylko dwa razy zagrozili bramce Radosława Cierzniaka. Najpierw Ondrej Duda zwiódł Tomasza Cywkę i Krzysztofa Mączyńskiego, ale uderzył nad poprzeczką. Przed końcem pierwszej połowy z rzutu wolnego strzelał Tomasz Brzyski, ale fenomenalną interwencją popisał się Cierzniak.

Wisła grała natomiast po swojemu. Czyli była aktywna, długo utrzymywała się przy piłce i stwarzała okazje. Szwankowało jednak wykończenie. Z dobrej strony pokazał się Donald Guerrier, który często szarpał lewym skrzydłem. W pierwszej połowie ruszył z kontratakiem, ale w decydującej fazie sędzia Jarosław Przybył dopatrzył się jego faulu na Michale Pazdanie.

Jak się okazało, kadrowy dramat Wisły nie musi być taki straszny. W 20. minucie z powodu kontuzji z boiska zszedł Boban Jović, a zastąpił go 19-letni Jakub Bartosz, który do tej pory w Ekstraklasie wystąpił tylko raz. Nieoczekiwanie pokazał się z dobrej strony. Żółtodziób był uważny w defensywie, a kilkakrotnie ruszył też prawą stroną i jego występ trzeba uznać za całkiem udany.

Ponad 20 tysięcy kibiców na stadionie przy ul. Reymonta spodziewało się dobrego widowiska, do jakiego przyzwyczaili ich piłkarze obu drużyn w szlagierze ligi, ale w pierwszej połowie najbardziej utytułowane polskie kluby XXI wieku zaprezentowały się przeciętnie. Głównie z powodu gości, którzy skupili się głównie na defensywie i nie podejmowali ryzyka.

Ciekawą akcję gospodarze przeprowadzili niemal 10 minut po zmianie stron. Ze skraju pola karnego uderzył Krzysztof Mączyński, a Duszan Kuciak odbił jego strzał. Do piłki nie doszedł Rafał Boguski i akcja spaliła na panewce.

Trener Stanisław Czerczesow z rękami w kieszeniach spokojnie obserwował spotkanie, a jego vis a vis Marcin Broniszewski nerwowo dreptał przy bocznej linii. Rosyjski szkoleniowiec jakby był pewny, że jego drużyna w końcu strzeli gola, który da gościom trzy punkty.

Czerczesow czekał, czekał, aż w końcu się doczekał. Pięć minut przed końcem skuteczność potwierdził ten, który pewnie zmierza po koronę króla strzelców. Arkadiusz Piech wrzucił piłkę w pole karnym, a w tej sytuacji "zaspali" Boguski i Guzmics. Dzięki temu nie było spalonego, a Nikolić bez problemu strzelił pod brzuchem Cierzniaka. Dla Węgra to 20. gol w tym sezonie.

A to Wisła wcześniej stworzyła kilka wyśmienitych okazji. W okolicach 70. minuty piłkarze z Krakowa przeprowadzili trzy groźne akcje. Najpierw "nożycami" uderzał Alan Uryga, potem do wyśmienitej piłki nie doszedł Maciej Jankowski, a na koniec strzał Rafała Boguskiego został zablokowany.

W końcówce Wisła postawiła wszystko na jedną kartę i niemal całym zespołem ruszyła do ataku. Kontratak wyprowadził Nemanja Nikolić, który podał do Aleksandara Prijovicia i było 0-2.

W Krakowie Legia zaprezentowała się bardzo słabo, ale wywiozła trzy punkty i do pięciu "oczek" zmniejszyła stratę do liderującego Piasta Gliwice.

Przed meczem fani z Krakowa zaprezentowali efektowną oprawę. Z kolorowych kartoników ułożyli napis "Ave Wisła". Nie popisali się natomiast kibice z Warszawy. Już w trakcie hymnu odpalili zakazane na stadionach race. Inna sprawa, że niemal przez cały mecz z obu stron słychać było bluzgi.

Z Krakowa Łukasz Szpyrka

Wisła Kraków - Legia Warszawa 0-2 (0-0)

Bramki: Nikolić (85.), Prijović (90. + 3.)

Żółte kartki: Guerrier - Brzyski, Pazdan.

Wisła: Cierzniak - Jović (20. Bartosz), Głowacki, Guzmics, Cywka - Uryga, Mączyński, Boguski, Crivellaro, Guerrier (87. Marszalik) - Jankowski.

Legia: Kuciak - Bereszyński, Lewczuk, Pazdan, Brzyski - Vranjesz (77. Piech), Jodłowiec, Triczkowski, Duda (58. Guilherme), Kucharczyk (82. Prijović) - Nikolić.

Widzów: 20 100. Sędzia: Jarosław Przybył z Kluczborka.

Wyniki, terminarz i tabela Ekstraklasy


Dowiedz się więcej na temat: Wisła Kraków | Legia Warszawa | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje