Reklama

Reklama

Wisła Kraków - Lechia Gdańsk 5-2. Wojtkowski: Lubię, gdy ludzie patrzą sceptycznie

Kamil Wojtkowski zaliczył wejście marzeń. Pobiegał po boisku kilka sekund i już przy pierwszym kontakcie z piłką zdobył bramkę na 4-2. - Po prostu daję z siebie wszystko - podkreśla pomocnik Wisły.

Była 74. minuta meczu. Wojtkowski zmienił Martina Kosztala i za moment popędził w stronę bramki Lechii. Tam Rafał Boguski zagrał wysoką piłkę nad Duszanem Kuciakiem, a Wojtkowski nie miał większych problemów, by skierować ją do siatki.

- Cieszę się, że znalazłem się w tej sytuacji i pomogłem drużynie w zdobyciu trzech punktów. Wiadomo, że przy jednobramkowym prowadzeniu wszystko mogło się jeszcze zdarzyć - cieszył się Wojtkowski.

Pomocnik Wisły podkreślał, że nie tylko w tym meczu starał się jak mógł.

- Jedyne co mi zostało, to dawać z siebie 100 proc. w każdym spotkaniu. Kocham ten sport, kocham piłkę, więc nie kalkuluję. Trudno nawet jest mi dać z siebie mniej niż 100 proc. - uśmiecha się.

Po wygranej z Lechią Wisła jest liderem, choć przed sezonem wielu kibiców przepowiadało jej walkę o utrzymanie.

- Lubię, gdy ludzie sceptycznie, a później boisko to weryfikuje - przyznaje Wojtkowski i dodaje:

- Teraz jest moment euforii, ale to tylko chwila, bo później są już przygotowania do kolejnego meczu, do których podchodzimy już z chłodną głową - zapewnia.

W kolejnym spotkaniu Wisła na wyjeździe zmierzy się z Pogonią Szczecin.



Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL