Reklama

Reklama

Wisła Kraków. Kiko Ramirez: Ktoś wypuszcza informacje, które szkodzą drużynie

- Jest wiele szczegółów mojego kontraktu, które wypłynęły w mediach społecznościowych. Rzeczy, o których wiem tylko ja i osoby, które go ze mną podpisywały. To jest niedorzeczne - mówi w drugiej części wywiadu z eurosport.interia.pl były trener Wisły Kraków Kiko Ramirez. Szkoleniowiec podkreśla jednocześnie, że chciałby porozumieć się z klubem, z którym wciąż ma ważną umowę.

Ekstraklasa: wyniki, terminarz, strzelcy, gole

Kiko Ramirez został zwolniony z Wisły Kraków po przegranym 10 grudnia meczu z Wisłą Płock 0-1. Trener wciąż ma jednak ważną umowę z klubem, która obowiązuje go do 30 czerwca 2019 roku. Hiszpan nie zdecydował się przyjąć ugody, którą zaproponowała mu Wisła i wszystko wskazuje na to, że sprawa skończy się w sądzie. Trener ponadto od trzech miesięcy nie dostał należnej mu pensji. 

To już nie pierwszy raz, kiedy Wisła ma podobny problem. W przeszłości klub musiał opłacać zwolnionych przed upływem ważności kontraktów trenerów takich, jak Henryk Kasperczak czy Franciszek Smuda. Jeżeli "Biała Gwiazda" nie porozumie się z Ramirezem, możliwe, że historia się powtórzy. 

Adrianna Kmak, eurosport.interia.pl: Pojawiły się głosy, że faworyzował pan niektórych zawodników. Mowa na przykład o Ze Manuelu czy Bałaniuku, którzy od razu wskoczyli do pierwszej jedenastki. Dla niektórych piłkarzy miało to być niezrozumiałe, mieli poczuć się odrzuceni.

Reklama

Kiko Ramirez, były trener Wisły Kraków: - W futbolu jest wiele interesów. Ludzie, którzy pracują dla klubu zatrudniają zawodników i chcą, żeby to oni grali. To zwykłe wymówki. Miałem bardzo zgraną szatnię w każdym aspekcie. Ostatnie dwie wyjściowe jedenastki, które zrobił Radek, były bardzo podobne do moich. Ci, którzy grali, grali nadal. Ci, którzy nie grali, siedzieli znowu na ławce. Wszyscy zawodnicy należą do Wisły i my jako trenerzy tak do tego podchodziliśmy. Wszyscy są równi. Jeśli jakiś zawodnik nie gra, to dlatego, że ktoś inny spisuje się od niego lepiej.

Do pana zawsze należało ostateczne zdanie, jeśli chodzi o wybór podstawowej jedenastki?

- Tak. Oczywiście w porozumieniu z moim sztabem szkoleniowym. Jestem trenerem, który pracuje w zespole i na szczęście miałem znakomitych ludzi w moje pracy. W przypadku Radka czy Mariusza była jakaś bariera językowa, ale od tego miałem Goncalo. Nie zamieniłbym nikogo z tej ekipy.

Pojawiły się też opinie, że za bardzo pan ryzykował zdrowie niektórych piłkarzy. Mieli grać na środkach przeciwbólowych, a później pogłębiały się ich urazy.

- Ludzie, którzy tak mówią nie rozumieją futbolu. Wybierałam zawodników spośród tych, którzy byli dostępni. Musieliśmy sprzedać ważnych piłkarzy, robiliśmy szybkie transfery, trwały rozgrywki i zawodnicy, którzy dobrze się spisywali, grali w meczach. Komentarze o ryzykowaniu zdrowia zawodników, chcą tylko zdestabilizować drużynę. Jesteśmy profesjonalistami i dobrze wiemy, co robimy. Ja nie wchodzę w buty dziennikarzy i oni nie powinni wchodzić w buty trenerów, bo nie są trenerami. Drużyna ciężko pracowała przez ten rok, zakwalifikowała się do ósemki najlepszych ekip, wyszła z kryzysu, wygrała wiele meczów i w 90. minucie grała na takim samym poziomie jak wcześniej. W tamtym sezonie nikt nie miał z tym problemu, teraz tak. W futbolu jest naprawdę wiele toksycznych osób.

Kogo pan ma konkretnie na myśli?

- Nie chciałbym podawać żadnych nazwisk. Mówię generalnie o piłce. Sama społeczność Wisły tworzy wielki klub. W futbolu jest jednak wiele osób, które źle życzą innym.


Ale w drużynie i sztabie trenerskim Wisły wszystko było w porządku?

- Tak. Nasza współpraca nie była dobra, ale znakomita. Jestem dumny ze sztabu i drużyny, jaką miałem. Nikt nie był specjalnie uprzywilejowany ze względu na narodowość, kulturę czy cokolwiek innego. Jestem z nich wszystkich bardzo dumny.

Co dla pana było największym sukcesem z Wisłą?

- Sukcesem była nasza pokora. Kiedy obejmowałem drużynę, przechodziła ona przez ciężki okres. Wszyscy mieli jednak dużo pokory, wiedzieli, że sprawy mogą się pogorszyć. Musieliśmy walczyć z Legią Warszawa, Lechem Poznań i trudną sytuacją ekonomiczną. Okazywaliśmy duży szacunek rywalom. Wisła jest wielkim klubem, ale wydaję mi się, że bardziej żyje przeszłością niż tym, co jest teraz. Takie jest moje zdanie.

A co było najtrudniejsze w tej pracy?

- Toksyczne sprawy, które się pojawiły. Powiedziano wiele kłamstw. To bardzo szkodziło drużynie, dotyczyło też zawodników. Tak było na przykład z Carlitosem, którego transfer był bardzo trudny. Niektóre osoby podważały jego umiejętności. Podobna sytuacja była z Jesusem Imazem, Ze Manuelem, wszystkimi.

Te osoby, o których pan mówi, kierowały pretensje osobiście do pana?

- Tak. Poza tym jest wiele szczegółów mojego kontraktu, które wypłynęły w mediach społecznościowych. Wyobraża pani to sobie? Rzeczy, o których wiem tylko ja i osoby, które go ze mną podpisywały. To jest niedorzeczne. Cały świat wie z mediów społecznościowych, że Kiko Ramirez po 10 spotkaniach, powinien zdobyć z drużyną określoną liczbę punktów, żeby móc przedłużyć umowę. Dlaczego? Kto to wyjawił? Dlaczego ktoś mówił, że wystawiam jakiegoś zawodnika, żeby inny nie mógł grać? To kłamstwo. Dlaczego ktoś mówi, że w drużynie są problemy z kontuzjami? Ktoś wypuszcza informacje z klubu, które szkodzą drużynie.

Co pan teraz zamierza?

- Na tę chwilę mam półtorej roku kontraktu z Wisłą. Chciałbym uporządkować tę sprawę, żeby móc pracować w innej drużynie, teraz nie mogę. Ja chcę trenować. Na polskim rynku jest wiele dużych klubów. Jeśli dostałbym jakąś propozycję, to czemu z niej nie skorzystać?

Czego według pana najbardziej brakowało, a co funkcjonowało dobrze w Wiśle?

- Klub na poziomie marketingowym radzi sobie bardzo dobrze. Ludzie, którzy pracują dla klubu są znakomici. Drużyna w aspekcie sportowym ma pewne braki w swoich strukturach. Na pewno potrzebuje wzmocnień. Wielu pojawiło się tutaj, dzięki mojemu notesowi z zawodnikami. Było ośmiu Hiszpanów i ja znałem wszystkich ośmiu. Na pewno trzeba wzmocnić skauting , śledzenie młodych zawodników, Polaków. Nie mieliśmy czegoś takiego. Manuel, podobnie jak i ja, zna hiszpański rynek, więc tam pozyskiwaliśmy piłkarzy. To jest logiczne.

Wisła to dla pana duże doświadczenie?

- Bardzo ważne. Wisła to wielki klub z wieloma nazwiskami. Poznałem polski futbol, nowych zawodników. Pracowałem przez wiele godzin, bardzo poświęcałem się drużynie. W tamtym roku zespół był w dużym kryzysie, teraz gra w grupie mistrzowskiej. Brakowało nam kilku punktów do miejsca premiującego do gry w europejskich pucharach. Potrzeba więcej spokoju i realistycznego myślenia. Ja jestem ze swojej pracy bardzo zadowolony. Kiko Ramirez w Wiśle to już jednak historia. Trzeba teraz okazać wsparcie nowemu trenerowi i zawodnikom.  

Żałuje pan czegoś z okresu swojej pracy w klubie?

- Żałuję swojego odejścia. Dużo zrobiłem dla klubu, bardzo starałem się przekonywać zawodników do gry dla Wisły, ciężko pracowałem. Myślę, że nie zasłużyłem na takie pożegnanie. Wolałbym spotkać się normalnie z prasą, wyjść przednimi drzwiami. Ten klub zawsze będzie w moim sercu, życzę mu jak najlepiej. Kibice cały czas wysyłają mi wiadomości. Wielu docenia moją pracę, są też oczywiście tacy, którzy myślą inaczej. Wszystko, co robiłem, było z myślą o klubie. Teraz możliwe, że będę musiał go pozwać, czego naprawdę nie chcę robić. Jestem cierpliwym trenerem, rozumiałem, że klub ma problemy finansowe, że nie mam pensji.  Mam nadzieję, że rozwiążemy moją sprawę w profesjonalny sposób. To jedyne, czego teraz oczekuje. Jestem otwarty na negocjacje. Milczenie ze strony klubu bardzo mnie zaskakuje. 

Adrianna Kmak

I częśc wywiadu z Kiko Ramirezem TUTAJ. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL