Reklama

Reklama

Wisła Kraków. Kazimierz Moskal o młodzieży: Nie mam obaw, by ich wpuścić, ale...

Część krakowskiego środowiska piłkarskiego domaga się, by Kazimierz Moskal zaczął stawiać na młodzież. Pytanie tylko, czy szkoleniowiec faktycznie ma z kogo wybierać? Doświadczenie podpowiada co innego.

Tylko z 15 piłkarzy skorzystał w tym sezonie ligowym trener Kazimierz Moskal. Wciąż operuje w gronie tych samych nazwisk. Gdy ze składu wypada jeden z kluczowych graczy, szkoleniowiec wybiera ze sprawdzonych zawodników. Dlaczego? Bo młodzież nie naciska na doświadczonych tak, jak powinna.

Czy to jest problem trenera Moskala, że niechętnie po nich sięga? Dlaczego więc Franciszek Smuda też z nich nie korzystał? Odpowiedź wydaje się być najprostsza z możliwych - bo są zbyt słabi.

Zresztą z końcem poprzedniego sezonu prezes Robert Gaszyński zapowiedział, że Wisła rozstanie się z wieloma młodymi piłkarzami. Cały sztab szkoleniowy był bowiem niezadowolony z ich postępów, a uznano, że nie rokują.

Reklama

Skądś się to bierze, więc głosy, że Moskal niechętnie stawia na młodzież, są chybione. Zresztą sam szkoleniowiec planuje dać szansę młodym, ale wciąż szuka odpowiedniego momentu.

Moskal: - Jeśli któryś z nich będzie w odpowiedniej formie, nie widzę przeszkód, by zagrał. Nie mam żadnych obaw, by młodego wpuścić na boisko.

W poniedziałek Wisła przegrała z Górnikiem w Łęcznej 0-1, a trener krakowian wykorzystał zaledwie dwie zmiany. Na ławce rezerwowych byli m.in. Grzegorz Marszalik, Piotr Żemło czy Kamil Kuczak, ale nie doczekali się wejścia na murawę.

- Trzecia zmiana? Nasza ławka nie była zbyt mocna, bo mieliśmy tam młodych chłopców. Nie mieliśmy graczy, którzy pomogliby w ofensywie. Nie wiem, czy taki mecz, to odpowiedni czas, by ich wprowadzać. To był trudny moment, by ich wpuścić i oczekiwać, że wniosą wiele do naszego zespołu - dodaje Moskal.

Nie można też powiedzieć, że szkoleniowiec Wisły młodym nie ufa. Postawił na nich w pucharowym meczu przeciwko Ruchowi Chorzów, a skutki były opłakane. Katastrofalnie w defensywie grali Krystian Kujawa i Michał Czekaj, a po odpadnięciu z Pucharu Polski posada Moskala była zagrożona. Trener się sparzył, więc później na nich nie postawił, a chyba nie wolno mu się dziwić.

- Chcemy grać i wygrywać. Występują ci, którzy w mojej ocenie, są w najlepszej dyspozycji. Przyjechaliśmy do Łęcznej po zwycięstwo. Długo mecz nam się nie układał i trudno w takim momencie wprowadzać młodych. Nie sądziłem, by akurat teraz unieśli ten ciężar. Oczywiście już tego nie sprawdzimy, bo jedną szaleńczą akcją można było coś zdziałać, ale nie liczyłem na to - szczerze przyznaje Moskal.

O potencjale młodzieży Wisły wiele mówi też przypadek Tomasza Zająca. Napastnik był niezadowolony z sytuacji w Krakowie i przeniósł się do Kielc. Tam, w słabszej Koronie, miał pokazać pełnię możliwości, które podobno ma całkiem spore. Wciąż jednak jest daleko od dobrej formy.

Liczby mówią same za siebie. W ośmiu meczach tego sezonu Zając ma na koncie tylko jedną asystę. Brakuje goli, a miał to być przecież snajper, który byłby alternatywą dla Pawła Brożka. Jego sytuacja w Koronie pokazuje jasno, że wartościowym zmiennikiem snajpera Wisły by nie był. Zresztą w Koronie Zając też najczęściej jest rezerwowym, a gdy już pojawia się na boisku, wnosi niewiele.

A był to przecież piłkarz, który został okrzyknięty najzdolniejszym z generacji mistrzów Polski juniorów. W jakim miejscu są pozostali? Skoro Zając był z nich najlepszy, to nie można dziwić się decyzjom Moskala, bo po prostu ma bardzo słaby potencjał ludzki i nie ma z kogo wybierać.

Michał Białoński, Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL